Globalni truciciele nie chcą zielenieć

opublikowano: 23-11-2020, 22:00

Wymuszone epidemią COVID-19 wideokonferencje naturalnie są mniej efektywne od spotkań stacjonarnych.

Na unijnym kolażu centralną postacią szczytu G20 jest Charles Michel, ale w kwestii klimatu nikt UE nie słucha.
Na unijnym kolażu centralną postacią szczytu G20 jest Charles Michel, ale w kwestii klimatu nikt UE nie słucha.

Rozumie to np. Rada Europejska, która wiążące konkluzje przyjmuje wyłącznie przy owalnym stole w Brukseli. Organizacje o zasięgu globalnym całkowicie przeszły na kontakty zdalne. Właśnie w takim trybie odbył się w weekend 20-22 listopada coroczny szczyt grupy G20, nominalnie w saudyjskim Rijadzie. Miało to również dobre strony, np. delegacja Unii Europejskiej uczestniczyła na szczeblu najwyższym (Charles Michel i Ursula von der Leyen), co stacjonarnie nie byłoby pewne – przecież Parlament Europejski w październiku ostro potępił Arabię Saudyjską za naruszanie praw człowieka.

Ekranowy szczyt G20 został dobrze zabezpieczony przez cybersłużby. Niewyobrażalna była taka wpadka, jaka zdarzyła się podczas narady unijnych ministrów obrony, gdy telewizja RTL wypatrzyła na selfiku holenderskiej minister kod dostępu i dziennikarz stacji… dołączył do posiedzenia, z własnego ekraniku pozdrowił zszokowanych ministrów i się wyłączył. Na multiekranie w Rijadzie prezentowali się sami uprawnieni. Wśród nich Donald Trump, opowiadający niedorzeczności o przedłużeniu prezydentury, gdy wszyscy pozostali uczestnicy G20 wiedzieli, że 20 stycznia 2021 r. o godz. 11.59 czasu waszyngtońskiego stanie się już byłym. Niektórzy słuchali go z pewną… litością, na przykład król Salman bin Abdulaziz Al Saud, nominalny gospodarz, a także chiński cesarz Xi Jinping i rosyjski car Władimir Putin (obaj formalnie są prezydentami), którzy odejdą dopiero, gdy ich dymisje ogłosi biologia. Występ Trumpa dotyczył kilku bardzo ważnych tematów z agendy G20, ale jego decyzje za dwa miesiące trafią do kosza. 45. prezydent w przyspieszonym tempie finalizuje szkodnictwo wobec interesów ludzkości, w tym wystąpienie z ratyfikowanego przez USA klimatycznego porozumienia paryskiego z 2015 r., a także ze Światowej Organizacji Zdrowia. Po 20 stycznia Joseph Biden będzie to wszystko odkręcał, przywracając obecność największej światowej potęgi wśród cywilizowanej społeczności międzynarodowej.

Agenda szczytu G20 obejmowała trzy tematyczne obszary. Pierwszym było wspieranie ludzi poprzez tworzenie warunków, w których zwłaszcza kobiety i młodzież będą żyć, pracować i rozwijać się. Drugi wątek to ochrona planety przez wspieranie zbiorowych wysiłków na rzecz ochrony globalnych dóbr. Wreszcie trzeci – kształtowanie nowych granic przez przyjmowanie strategii, umożliwiających wszystkim dzielenie się korzyściami z innowacji i postępu technologicznego. Te równie szczytne co puste hasła zostały skonkretyzowane w obejmującej 36 punktów deklaracji G20 z Rijadu. Zapisano m.in. solidarność w przezwyciężaniu epidemii COVID-19, aby ze szczepionki mogły w jednakowym stopniu korzystać wszystkie państwa. Nie sprecyzowano jednak, kto biedakom ten humanitarny prezent sfinansuje. Potentaci łaskawie zgodzili się na przedłużenie ubogim państwom terminu spłacania długów, ale tylko do… czerwca 2021 r. Najbardziej sprzeciwiały się Chiny, co jest logiczne – w końcu kredytami zwyczajnie kupiły sobie cały kontynent Afryki. Największym zbiorowym zakłamaniem deklaracji G20 jest jednak jej stosunek do zmian klimatu, w tej sprawie UE wciąż jest całkowicie odosobniona. Potentaci z innych kontynentów nie tylko lekceważą rozwój zielonych gałęzi przemysłu, lecz bardzo hojnie wspierają gałęzie energochłonne i trucicielskie. Epidemia COVID-19 ten zgubny dla ludzkości proceder tylko bardzo umocniła.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane