Za PRL również zaglądali, ale wtedy publiczne wystąpienie przywódcy Zachodu było niewyobrażalne. W III RP zaś najczęściej występowali w okolicach Zamku Królewskiego (raz na Wawelu) – czyli na placu Zamkowym, dziedzińcu, a teraz w ogrodach poniżej skarpy. Niektóre mowy były czysto kurtuazyjne, dwie ze znakomitym podkładem historycznym – Baracka Obamy w 2014 r. i Donalda Trumpa w 2017 r. Decyzyjnie absolutnie najważniejsze było jednak wystąpienie Williama Clintona 10 lipca 1997 r., czyli radosny Mityng Dwóch Orłów. Bill przyleciał prosto ze szczytu NATO 8-9 lipca w Madrycie, gdzie osobiście wreszcie przeforsował zaproszenie przez sojusz Polski – wraz z Czechami i Węgrami – do członkostwa. Wtedy byliśmy przekonani, że NATO fajne, ale po upadku ZSRR już właściwie… zbędne, a naprawdę tęsknimy do Unii Europejskiej.
Dwa wystąpienia Josepha Bidena – 26 marca 2022 r. i 21 lutego 2023 r. – dzieli 11 miesięcy. Powodem obu pobytów 46. prezydenta USA w Warszawie była/jest oczywiście napastnicza wojna Rosji z Ukrainą i okoliczność, że Polska naturalnie stała się głównym pasem transmisyjnym w obie strony pomiędzy tragicznie doświadczanym sąsiednim państwem a szeroko rozumianym Zachodem. We wtorek w tle przemówienia prezydenta podkreślała to jedność trzech flag – amerykańskiej, polskiej i ukraińskiej. W obliczu zagrożeń realny status dwóch pierwszych państw oraz trzeciego jest jednak całkiem inny. Na przypomnianym przełomowym dla nas madryckim szczycie NATO podpisało 9 lipca 1997 r. tzw. kartę o szczególnym partnerstwie z… Ukrainą. Dokument przepojony był górnolotnymi frazami, wzniosły był już lejtmotyw „uznając fundamentalne zmiany w środowisku bezpieczeństwa w Europie, które nierozerwalnie powiązały bezpieczeństwo każdego państwa z bezpieczeństwem wszystkich pozostałych”, etc. etc. Było to 26 lat temu – trudno uniknąć refleksji, że wtedy Polska zabrała się do zbawczej arki, natomiast Ukraina pozostała na brzegu i czeka do dzisiaj.
Joseph Biden z oczywistych powodów pozycjonuje się na prezydenta naszej części świata. Naszej, czyli wyżej rozwiniętej, bardziej cywilizowanej i przestrzegającej prawa międzynarodowego. Bardzo emocjonalne 21-minutowe przemówienie skoncentrowało się na wolnościowych wartościach, jedynym konkretem była zapowiedź, że 75-lecie NATO w 2024 r. świętowane będzie w Waszyngtonie. Biden potwierdził, że trwająca od roku pełnoskalowa wojna napastnicza ma wymiar globalny, wykraczający daleko poza spór o przynależność kilku obwodów na pograniczu. To wielki kontrast z również wtorkowym przemówieniem Władimira Putina, który enty raz powtórzył znane zarzuty wobec Zachodu, ale w kwestii wojny – oszukańczo zwanej „specjalną operacją wojskową” – wyraźnie akcentował, że to konflikt lokalny, ot, takie zwyczajne upomnienie się Rosji o jej historycznie rdzenne terytoria. Bezwzględnie jednak podtrzymał owe roszczenia.

Wypada przypomnieć, że 16 czerwca 2021 r. Joseph Biden spotkał się z Władimirem Putinem w Genewie. Tamta rozmowa bezpośrednio nic nie dała, ale konsekwencje odłożone w czasie okazały się znaczące, zaś dla Ukrainy tragiczne. Prezydent wtedy zorientował się, że musi przeorientować politykę na wspieranie zagrożonej Ukrainy. Car Kremla natomiast, znany ze sprytnego rozgrywania politycznych szczytów, rozpoznawał ewentualną reakcję prezydenta USA na zagarnięcie terytorium większego niż Krym oraz obsadzenie w Kijowie wasalnej władzy. Wykorzystał sytuację, że właśnie przyspieszała ewakuacja USA i całego Zachodu z Afganistanu, która w sierpniu przybrała formę ucieczki. Jesienią 2021 r. zaczął nabierać przekonania, że Zachód powtórzy pobłażliwą reakcję z 2014 r. na zagarnięcie Krymu…
---------------------
■ W sytuacji tak wielkiej próby jest ważne to, za czym się opowiadamy, i ważne jest to, kto stoi z nami. Polska to wie, wy to wiecie. Wiecie to lepiej niż jakikolwiek inny naród. Wiecie, co oznacza solidarność – Joe Biden
