Gminy walczą o wykonawców

opublikowano: 16-04-2019, 22:00

Niektóre inwestycje są wstrzymywane, bo firmy nie przystępują do przetargów. Żeby je przeprowadzić, samorządy będą musiały zaktualizować kosztorysy

Gwałtowny wzrost cen na rynku budowlanym w ubiegłym roku tymczasowo paraliżował niektóre zamówienia. Oferty w przetargach często przekraczały kosztorysy zamawiających, więc samorządy i instytucje krajowe, np. GDDKiA, musiały zwiększać budżety na inwestycje albo ograniczać zakres robót. Niektóre gminy do tej pory mają problem z rozpoczęciem lub dokończeniem inwestycji. W Ustce (woj. pomorskie) od miesięcy wstrzymywana jest budowa zintegrowanego węzła transportowego — jedna z kluczowych inwestycji dla gminy.

Samorząd Nowej Soli będzie musiał dopłacić wykonawcy, który rewitalizuje
starą fabrykę nici, żeby nie stracić unijnej dotacji. Lokalna firma podpisała z
miastem umowę na 17 mln zł. Ceny materiałów i robocizny poszły w górę, więc
teraz wycenia roboty na 22 mln zł. Jeśli miasto nie dopłaci, zejdzie z budowy,
bo kara umowna jest niższa (około 1 mln zł) niż potencjalne straty na
kontrakcie
Zobacz więcej

NIESTABILNE CENY:

Samorząd Nowej Soli będzie musiał dopłacić wykonawcy, który rewitalizuje starą fabrykę nici, żeby nie stracić unijnej dotacji. Lokalna firma podpisała z miastem umowę na 17 mln zł. Ceny materiałów i robocizny poszły w górę, więc teraz wycenia roboty na 22 mln zł. Jeśli miasto nie dopłaci, zejdzie z budowy, bo kara umowna jest niższa (około 1 mln zł) niż potencjalne straty na kontrakcie Ewa Batko

— Jesteśmy letnim kurortem, infrastruktura jest naszą wizytówką, tymczasem dworzec PKP mamy z poprzedniej epoki — dziś jest w takim stanie, że jego użytkowanie zagraża bezpieczeństwu. Mamy plan, żeby go wyremontować, a obok postawić nowy dworzec autobusowy oraz parkingi dla samochodów i rowerów. Na razie nie mamy wykonawcy, po raz kolejny musimy powtarzać przetarg. W dwóch pierwszych nikt nie złożył oferty, w trzecim jedyna oferta, jaka się pojawiła [złożyło ją konsorcjum lokalnych firm — red.], przekraczała nasz budżet [18 mln zł — red.] o 6 mln, w kolejnym, który zakończył się niedawno, już o 8 mln zł. Wprowadziliśmy drobne korekty w wymaganiach, m.in. związane z wysokością kar umownych, nie pomogło. Rynek budowlany jest nasycony, a ceny, które są dziś, mogą się zmienić za pół roku. Wykonawcy muszą wkalkulować to ryzyko — mówi Bernard Kowalczyk, specjalista ds. inwestycji w Urzędzie Gminy Ustka.

Zagrożone dotacje

Oprócz remontu i budowy budynków w Ustce planowana jest przebudowa ciągów komunikacyjnych, na którą gmina ogłosiła już drugi przetarg. Na cały projekt związany z rozbudową infrastruktury transportowej dostała unijną dotację w wysokości 17,5 mln zł, którą utraci, jeśli nie dokończy inwestycji. Podobnie jest w Nowej Soli (woj. lubuskie), gdzie trwa rewitalizacja dawnej Fabryki Nici Odra.

— Półtora roku temu rozstrzygnęliśmy przetarg na wykonawcę — lokalna firma już zaczęła roboty. W przetargu cena sięgała 17 mln zł, dzisiaj wykonawca szacuje koszty całej inwestycji na 22 mln zł. W tej sytuacji miasto ma dwie możliwości: albo dopłacimy, albo wykonawca schodzi z budowy, zrywamy umowę i ogłaszamy nowy przetarg. Drugie rozwiązanie jest ryzykowne, bo ceny, jakie zaproponują nowi wykonawcy, będą prawdopodobnie jeszcze wyższe. Koszty pracy rosną — to rynek decyduje o tym. Poza tym niektóre firmy startujące dziś w przetargach mają już pełne portfele zamówień, więc mogą pozwolić sobie, żeby nieco windować ceny — mówi Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Soli. Miasto dostało na rewitalizację fabryki 13,5 mln zł unijnej dotacji.

— Stracimy te pieniądze, jeśli będziemy odwlekać inwestycję, dlatego szukamy porozumienia z wykonawcą. Prawo zamówień publicznych pozwala nam na to, żeby w trakcie trwania umowy dopłacić do niej 15 proc., jeśli jest to uzasadnione nagłym wzrostem kosztów. Jeśli nasz wykonawca zażąda więcej, sprawę rozstrzygnie sąd arbitrażowy — dodaje Wadim Tyszkiewicz.

Taniej nie będzie

Zdaniem ekspertów z Deloitte sytuacja w zamówieniach publicznych nieprędko się zmieni.

— Firmy budowlane nadal mają dużo pracy, rynek jest w fazie bardzo dużych przerobów. To zawsze winduje koszty materiałów i usług budowlanych. Moim zdaniem wzrost cen, z którym mieliśmy do czynienia w ubiegłym roku, będzie zapewne stopniowo wyhamowywał, ale raczej nie należy spodziewać się istotnego spadku cen w krótkim okresie. Dla inwestorów publicznych, w tym samorządów, zresztą podobnie jak dla inwestorów komercyjnych, nadal wyzwaniem może być wyłonienie w przetargu generalnego wykonawcy na konkurencyjnych warunkach. Dla mniejszych jednostek samorządu, które realizują lokalne projekty, często jest to kwestia możliwości lokalnych przedsiębiorców budowlanych — mówi Łukasz Michorowski, dyrektor w dziale audytu oraz ekspert usług doradczych dla spółek z sektora budowlanego i nieruchomości w Deloitte.

Zdaniem Rafała Wojtysiaka, dyrektora ds. inwestycji w firmie Wojtpol z Kozienic, za problemy w przetargach należy winić też nieadekwatne kosztorysy.

— Kosztorysy inwestorskie są bardzo często zaniżone. Zazwyczaj wynika to z tego, że bazują na cenach materiałów budowlanych i kosztów robocizny z lat poprzednich. Istotny jest także czynnik ludzki i błędy popełniane przez kosztorysantów — źle wykonane obmiary robót, błędnie przyjęte ceny za dane usługi. Sytuacja na rynku w kolejnych latach moim zdaniem się nie zmieni. W ubiegłym roku wzrost cen na rynku budowlanym można było uzasadnić rosnącymi kosztami pracy i materiałów. W drugiej połowie tego roku pretekstem do podwyżek będzie wzrost cen energii elektrycznej. Szczyt publicznych programów inwestycyjnych dopiero przed nami, a to na pewno pogłębi problemy ze znalezieniem wykonawców — mówi Rafał Wojtysiak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksandra Rogala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy