Goldman Sachs u Mahometa

Jacek Kowalczyk, AMB
opublikowano: 2009-03-04 00:00

Złoty do końca roku pozostanie stabilny — prognozuje Goldman Sachs. I ubolewa, że tak dużo ostatnio stracił.

Spekulował — nie spekulował? I tak się kaja

Złoty do końca roku pozostanie stabilny — prognozuje Goldman Sachs. I ubolewa, że tak dużo ostatnio stracił.

Goldman Sachs stara się zatrzeć złe wrażenie i opinię największego spekulanta na polskiej walucie. Wczoraj przedstawiciele amerykańskiego banku inwestycyjnego spotkali się z Aleksandrem Gradem, ministrem skarbu, i zapewnili go, że nie grali na osłabienie złotego.

— Minister przyjął wyjaśnienie i poprosił o przedstawienie identycznego komunikatu opinii publicznej. Członek zarządu Goldman Sachs wyraził też żal z zaistniałej sytuacji — mówi Maciej Wewiór, rzecznik resortu skarbu.

Co więcej, analitycy banku nabrali wiary w złotego. W najnowszym raporcie twierdzą, że osłabianie naszej waluty już się skończyło. Prognozują, że w najbliższych tygodniach cena euro spadnie do 4,60 zł i na tym poziomie pozostanie do końca roku. Wcześniej spodziewali się lekkiego osłabienia złotego.

Źli Amerykanie

Zamieszanie wokół banku zaczęło się 19 lutego, kiedy analitycy Goldmana przesłali swoim klientom komunikat, że granie na umocnienie złotego stało się zbyt ryzykowne i bank zamyka pozycje na złotym z 8-procentowym zyskiem. Radzili też zmianę strategii i kupowanie naszej waluty. List sprawił, że amerykański bank został w opinii publicznej uznany za jednego z głównych winowajców osłabienia złotego, a Aleksander Grad poprosił bank o wyjaśnienie. Goldman Sachs zareagował — 26 lutego wydał kolejne oświadczenia, w którym zapewnił, że sam bezpośrednio nie spekulował na złotym, lecz jedynie radził to swoim klientom.

— Amerykańskie banki mają ostatnio problem z komunikatami. Najpierw JP Morgan wysyłał sprzeczne oświadczenia, teraz robi to Goldman Sachs — komentuje Marcin Kiepas, analityk X-Trade Broker.

Teatr na szczycie

Amerykańskiemu inwestorowi zależy na dobrych relacjach z polskim rządem, ponieważ pośredniczy w prywatyzacji Polskiej Grupy Energetycznej. Zarobić może dużo, ponieważ ofertę wycenia się na 4-6 mld zł, a w przyszłości sprzedawane będą kolejne duże państwowe spółki, co też oznacza intratne kontrakty. Tymczasem rząd pogroził ostatnio bankowi palcem. Aleksander Grad odwołał planowane na koniec lutego spotkanie w Londynie.

— Powodem były ostatnie komunikaty Goldman Sachs w sprawie operacji na złotym — przyznał Maciej Wewiór.

Przedstawiciele banku pofatygowali się więc do Polski.

— Goldmanowi nie zależy na rozgłosie, więc stara się przywrócić dobre kontakty z polskim rządem. Chce robić interesy, a nie wdawać się w spory. Zwłaszcza że sprawa jest absurdalnie rozdmuchana. Oczywiste jest, że bank spekulował na złotym, ponieważ to normalna forma zarobku takich instytucji. Nie ma w tym niczego niezwykłego. Rząd nie chciał jednak wyjść na tego, który pomaga spekulantom, więc musiał pokazać stanowczość — mówi Marcin Kiepas.

Czy dobre prognozy dla złotego też są zagraniem pod publiczkę? Tu ekonomiści są już ostrożniejsi.

— Według Goldman Sachs, poprawiły się perspektywy dla większości krajów w regionie. Trudno więc posądzać ich o manipulowanie prognozami dla poprawy relacji z polskim rządem. Zwłaszcza że wcześniej także inne międzynarodowe banki wydały pozytywne opinie o złotym — mówi Jarosław Janecki, główny ekonomista Societe Generale.

Jacek Kowalczyk, AMB

[email protected] % 022-333-99-38

Możesz zainteresować się również: