Sprzedaż akcji Google pięć lat temu nie przebiegła gładko. Eksperci z Krzemowej Doliny twierdzili, że wokół spółki jest zbyt dużo hałasu i nie jest ona wcale tyle warta, na ile się ją wycenia.
- Nie kupuję – mówił wówczas Stephen Wozniak, współzałożyciel Apple. – Doświadczenie mówi, że na debiucie zarabia niewielu, nigdy my sami, a w tym przypadku wątpliwe jest, aby cena istotnie wzrosła w bliskiej przyszłości, a nawet w dalekiej – dodał.
Google zdecydowało się na nietypową ofertę, na zasadzie aukcji holenderskiej, gdzie cena w licytacji jest stopniowo obniżana. I tak ostatecznie, niemal w ostatnim momencie, obniżono ją do 85 USD, co wyceniało wartość spółki na 27 mld USD. Wywołało to opinie, że będzie to spektakularna klęska, na miarę szaleństwa dotkomów pod koniec lat 90.
Po debiucie kurs Google ostro ruszył w górę dzięki czemu około 1000 jej pracowników zostało od razu, przynajmniej na papierze, milionerami. Od tego czasu ich liczba znacznie wzrosła. Akcje Google osiągnęły 7 listopada 2007 roku najwyższą wartość. Ich kurs doszedł w trakcie sesji do 747,24 USD, do dawało 879 proc. wzrost wobec ceny z oferty. W grudniu 2007 roku rozpoczęła się w USA recesja. Akcje spółki staniały w rok o 500 USD, ale wciąż były znacznie droższe niż w momencie debiutu. W środę na zamknięciu notowano je po 443,97 USD, co oznacza iż wartość rynkowa spółki przekracza 140 mld USD, a pakiety akcji, które mają wciąż założyciele Google: Sergey Brin i Larry Page, są warte ponad 12 mld USD.
- Możemy już nie zobaczyć tworzenia się bogactwa sięgającego 150 mld USD. Takie rzeczy nie zdarzają się tak często - skomentował niedawno w CNBC historię Google Jordan Rohan, prezes Clear Meadow Partners.
MD, nyt.com