Górą poprawność

Jacek Zalewski
opublikowano: 19-03-2007, 00:00

W komentarzu piątkowym postawiłem tezę, że kanclerz Angela Merkel przyjeżdża „aby się uspokoić, że krnąbrna Polska nie pokrzyżuje jej planów przekształcenia berlińskich obchodów 50-lecia traktatów rzymskich w triumf Niemiec”. I cel ten niewątpliwie osiągnęła — prezydent Lech Kaczyński przestał kluczyć i potwierdził to, co od miesięcy było oczywiste. Otóż 25 marca w Berlinie podpisze w imieniu Polski deklarację na temat przyszłości Unii Europejskiej, nie mając żadnego wpływu na jej treść. A uczyni to w imię politycznej poprawności — bylibyśmy przecież jedynym państwem odmawiającym podpisu.

Od pół wieku takie są zasady unijnej gry — nadrzędną wartością eurowspólnoty pozostaje kompromis i ustępowanie, nawet jeśli ktoś czegoś nie akceptuje. Berlińska lekcja będzie wyjątkowo gorzka dla prezydenta Kaczyńskiego, który akurat zwalczanie politycznej poprawności uczynił swoim kanonem. Na arenie krajowej przykładów tego mamy — niestety! — aż nadto. Ale w relacjach międzynarodowych głowie państwa przyjdzie potulnie podnieść rękę „za” wbrew przekonaniom. Akurat w kwestii unikania przez UE chrześcijańskich tradycji (liderem takiej postawy jest Francja) wszystkie siły polityczne w Polsce są zgodne — że to gwałt na historii naszego kontynentu.

Drugim sukcesem Angeli Merkel osiągniętym na Helu stało się uzyskanie akceptacji gospodarza, iż bazą nowej Konstytucji dla Europy będzie wersja z roku 2004, odrzucona w referendach we Francji i Holandii. Dotychczas Lech Kaczyński podkreślał wyższość opracowania całkiem nowego projektu. Ciekawe, że traktatu z roku 2004 jeszcze nie ratyfikowały… Niemcy, mimo zakończenia procedury w Bundestagu i Bundesracie. Prezydent Horst Köhler nie złożył podpisu, taktycznie odkładając tę formalność do czasu wyjaśnienia losów konstytucji. I raczej już nie podpisze, skoro w czerwcu Rada Europejska ma postanowić o przygotowaniu do roku 2009 wersji znowelizowanej.

Niestety, po wizycie kanclerz Merkel, nasza strona nie może sobie zaliczyć ani jednego załatwionego konkretu, choćby upragnionej solidarności energetycznej. Powód częściowo jest obiektywny, wszak dwa państwa nie mogą rozstrzygać za całą Unię. Ale rząd niemiecki generalnie ucieka od niewygodnego tematu w deklaracje równie przyjazne co niewiążące. Na marginesie — Gazociąg Północnoeuropejski (taka jest jego oficjalna nazwa, u nas skrzętnie przemilczana) po dnie Bałtyku jest dla Polski w dłuższym horyzoncie czasowym zagrożeniem, ale dla Niemiec oznacza akurat dywersyfikację źródeł gazowego zaopatrzenia.

Przejęcie przez Berlin w najbliższy weekend obchodów półwiecza traktatów rzymskich potwierdza, że w Unii Europejskiej są równi i równiejsi — a jeden najrówniejszy. Będąc hegemonem gospodarczym i ludnościowym, Niemcy postanowiły swoje przewodnictwo usankcjonować prawnie, co uczyniła właśnie Konstytucja dla Europy z roku 2004 dzięki przyjęciu w głosowaniach zasady tzw. podwójnej większości. Jej utrzymanie w wersji poprawionej staje się strategicznym celem Niemiec. Wizyta Angeli Merkel w Polsce była kroczkiem ku temu właśnie celowi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu