Gorące dni wicepremiera Hausnera

Jacek Zalewski
opublikowano: 2003-09-25 00:00

Im bliżej terminu przyjęcia przez rząd ostatecznego (skonsultowanego z partnerami społecznymi) projektu budżetu na rok 2004, tym większa jest aktywność wicepremiera Jerzego Hausnera. Kalendarz polityczno-ekonomicznych wykładów profesora jest bardzo bogaty i różnorodny środowiskowo. Ale to właściwie naturalne, skoro został mianowany przez premiera Leszka Millera głównym architektem polityki gospodarczej rządu.

Z tych wykładów każdy słuchacz może zapamiętać to, co chciał usłyszeć. Na przykład deficyt budżetowy zostaje skazany przez wicepremiera na likwidację przez cięcie wydatków, ale... dopiero stopniowo, od roku 2005. Nie pada rozsądne wytłumaczenie ekonomiczne, czemuż to ów proces nie rozpocznie się już od 1 stycznia 2004 r. Oczekiwany z taką nadzieją pierwszy unijny budżet przynosi dalszy wzrost deficytu, i to głównie nie tego oficjalnie zapisanego w ustawie, lecz ukrytego dzięki różnym księgowym sztuczkom.

Na jednym ze spotkań z biznesem wicepremier został przedstawiony jako „człowiek, od którego zależy, aby jedynym problemem przedsiębiorców była konkurencja”. Odwzajemnił się zdefiniowaniem nowej roli państwa, które ma pełnić wobec przedsiębiorczości funkcje służebne. Prawo gospodarcze zaś ma odzyskać charakter z początkowego okresu polskiej transformacji — stąd koncepcja ustawy o swobodzie gospodarczej, którą dzisiaj rozpatrzy Komitet Rady Ministrów, a rząd przyjmie we wtorek.

Środowiska biznesowe przyjęły wobec działań profesora Jerzego Hausnera postawę życzliwego sceptycyzmu. Dla nich liczą się tylko końcowe efekty, zapisane w Dzienniku Ustaw — często niezgodne z wyjściowymi deklaracjami. Na pewno wicepremier może liczyć na silne psychologiczne wsparcie przedsiębiorców podczas tzw. uzgodnień międzyresortowych wspomnianej ustawy, gdy biurokracja wielu ministerstw przystępuje do zmasowanej kontrofensywy.