Od dwunastu miesięcy zdolność kredytowa przeciętnej polskiej rodziny zmniejszyła się o ponad 83 tys. zł — szacują analitycy Lion’s Banku. Mimo to już w pierwszym kwartale 2016 r. liczba czynnych umów kredytów hipotecznych przekroczyła rekordowe 2 mln — wynika z danych firmy Amron. To dowodzi, że zmieniona polityka banków nie przeszkadza w zakupach mieszkań.

— Wszystko za sprawą sporych kwot, które na rynku nieruchomości lokują inwestorzy. Mają nadzieję, że mieszkanie na wynajem stanie się zyskowną alternatywą dla ich pieniędzy — tłumaczy Bartosz Turek, kierownik działu analiz Lion’s Banku.
O tym, że Polska jest bardzo atrakcyjnym rynkiem dla inwestorów mieszkaniowych, mówili również eksperci firmy Reas podczas 3. Kongresu Mieszkaniowego we Wrocławiu. Jak przekonywali, w stolicy Dolnego Śląska tegoroczna sprzedaż osiągnie rekordowe 10 tys. lokali.
Spirala zainteresowania
Na wysoki popyt w mieszkaniówce wskazuje także badanie Dompress.pl, z którego wynika, że w pierwszym półroczu 2016 r. sprzedaż dewelopera Wawel Service była o około 80 proc. większa niż przed rokiem, co z nawiązką spełniło założenia firmy.
— Ta pozytywna tenencja się utrzymuje, oczekujemy podobnych wyników w drugiej połowie roku — przyznaje Adrian Potoczek, dyrektor sprzedaży w Wawel Service.
Okres od stycznia do czerwca był bardzo dobry również dla spółki Archicom.
— Przekroczyliśmy już wynik sprzedażowy całego ubiegłego roku. W 2016 r. naszym celem jest sprzedaż 800 mieszkań. Przewidujemy, że polepszymy założony plan o około 100 lokali. Znaczna część naszych klientów przychodzi do nas z polecenia, albo decyduje się na zakup kolejnego mieszkania. Ponad 90 proc. oferty sprzedaje się na etapie budowy — mówi Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom. 130 proc. rocznego planu sprzedażowego zrealizował już także deweloper Eco Classic. Zdaniem Dariusza Krawczyka, prezesa GK Polnord, popyt rośnie przede wszystkim dzięki niskim stopom procentowym. Stabilizuje to również od wielu miesięcy ceny mieszkań.
— Obniżki notują tylko inwestycje źle skalkulowane, w słabszych lokalizacjach. Dobre projekty bronią się same. Mieszkania o wysokim standardzie i urealnionych cenach płynnie znikają z rynku. Co więcej, stawki w takich inwestycjach w ostatnim roku poszły w górę o kilka procent. Jak więc widać, wymagania banków nie hamują popytu — tłumaczy Dariusz Krawczyk. Co ciekawe, na kolejne rekordy sprzedażowe wpływa również boom gotówkowy. Z danych NBP wynika, że na siedmiu głównych rynkach tylko w pierwszym kwartale 2016 r. wydano aż 3,6 mld zł gotówki. To najwięcej w historii.
— Obecnie przeciętne nowe mieszkanie jest kupowane w 65 proc. za gotówkę, a jedynie 35 proc. na kredyt — dodaje Bartosz Turek.
Pod znakiem zapytania
Analitycy zwracają również uwagę na wpływ programu „Mieszkanie dla młodych”, który w ostatnich miesiącach skutecznie przyciągał klientów. Jednocześnie ostrzegają, że od drugiego kwartału 2017 r. MdM przestanie wspierać sprzedaż lokali, a kolejnym zagrożeniem dla utrzymania popytu może być wzrost inflacji. Zgadza się z tym Rafał Ciszewski, menedżer ds. obsługi klienta biznesowego i rynku deweloperskiegow firmie Fibaro, która produkuje systemy inteligentnego domu.
— Taka sytuacja może skutecznie studzić zapał zarówno kupujących, jak i inwestorów. Dlatego deweloperzy muszą szukać czynników, które zwiększają konkurencyjność i czynią atrakcyjnymi w oczach partnerów biznesowych i nabywców — uważa Rafał Ciszewski. Wiele mówi się także o tym, że utrudnieniem dla kupujących — zwłaszcza młodych — będzie wzrost w 2017 r. wymaganego wkładu własnego do 20 proc.
— W praktyce sytuacja nie będzie jednak aż tak beznadziejna jak mogłoby się wydawać. Po pierwsze rekomendacja, która bankom każe wymagać od przyszłego roku 20-proc. wkładu własnego, ma też zapisy, zgodnie z którymi nawet połowę z owych 20 proc. będzie można zastąpić ubezpieczeniem niskiego wkładu własnego. Oczywiście wiąże się to z dodatkowymi kosztami, ale będzie to rozwiązanie dla osób, które jako wkład własny do kredytu będą mogły przedstawić tylko 10 proc. wartości kupowanego lokum. Po drugie, nowe regulacje dla deweloperów będą mniej dotkliwe, gdyż kupując nowe mieszkanie, ponosi się znacznie niższe koszty dodatkowe niż w przypadku zakupu używanego lokum — przekonuje Bartosz Turek.