Gorzki smak mongolskiego cudu

Zagraniczni specjaliści w kraju Czyngis Chana dołączyli do grupy, która sparzyła się na największym na świecie cudzie gospodarczym ostatnich lat

Po globalnych funduszach inwestycyjnych i międzynarodowym gigancie wydobywczym Rio Tinto do tych, którzy przygody z azjatyckim tygrysem gospodarczym ostatnich lat nie będą wspominali dobrze, dołączyli pracownicy zagranicznych firm. Około 50 zagranicznych pracowników nie może od wielu miesięcy opuścić liczącego niespełna 3 mln osób pustynnego kraju. Zakaz to w większości przypadków wynik ciągnących się latami postępowań dotyczących ich pracodawców.

— Moja kariera legła w gruzach i nie wiem, kiedy będę mógł wyjechać — powiedział Hilarion Cajucom, Filipińczyk, który pracował jako księgowy w kanadyjskiej firmie SouthGobi Resources, oskarżonej przez lokalną administrację o oszustwa podatkowe.

Hilarion Cajucom nie może opuścić Mongolii od 2012 r. Wielu dotkniętych zakazem nie postawiono żadnych zarzutów. Część skarży się na całodniowe przesłuchania w celach pozbawionych okien. Australijka Sarah Armstrong, była prawniczka SouthGobi Resources, twierdzi, że większą ich część zajmowało tłumaczenie mongolskim policjantom, jak działa zorganizowana w zachodni sposób firma.

— Nie wiedzieli nawet, co to zarząd — wspomina Sarah Armstrong, która wiele miesięcy mieszkała ze spakowaną walizką na wypadek niespodziewanego aresztowania. Jack Weatherford, amerykański antropolog, tłumaczy, że takie traktowanie cudzoziemskich pracowników to kwestia kulturowa — w Mongolii pracownik jest odpowiedzialny za czyny popełnione przez swojego pracodawcę.

— Przez wieki zagraniczni władcy wysyłali mongolskim wodzom plemiennym swoich synów i braci w roli zakładników. W przypadku wszelkich występków to oni ponosili karę — mówi Jack Weatherford. Tarapaty pracowników to już kolejny przypadek, kiedy mongolski cud gospodarczy zwabił obcokrajowców w pułapkę. Dotkliwe straty ponieśli nabywcy rządowych obligacji w wielkiej emisji sprzed półtora roku, która miała sfinansować gigantyczne projekty wydobywcze. W listopadzie 2012 r. rząd sprzedał papiery o wartości 20 proc. PKB, oferując wynagrodzenie sięgające zaledwie 5,125 proc. rocznie. Choć w emisji popyt przewyższał podaż aż 10-krotnie, to notowania obligacji już na debiucie mocno poszły w dół, a do tej pory kurs papierów spadł do 85 centów za dolara.

— Zaoferowane rentowności nie wynagradzają ryzyka związanego z tak szybko rosnącą gospodarką, o tak krótkiej historii zarządzania cyklem koniunkturalnym — oceniał wtedy Robert Abad, specjalista Western Asset Management.

To był dopiero początek kłopotów. Rekordowy wzrost gospodarczy, który jeszcze w 2011 r. sięgał 17,5 proc., obniżył się do niespełna 12 proc. w miarę jak słabnąca koniunktura w Chinach wywierała presję na spadek importu węgla i innych surowców. Do tego doszły spory rządu z zagranicznymi inwestorami, w tym globalnym gigantem wydobywczym Rio Tinto. W rezultacie w 2013 r. bezpośrednie inwestycje zagraniczne spadły o ponad połowę.

— Wydawanie zakazów opuszczania kraju jeszcze bardziej zwiększa niepewność związaną z inwestowaniem w Mongolii. Dla wielu inwestorów to kropla przepełniająca czarę goryczy — uważa Michael Preiss, współzałożyciel Mongolia Asset Management.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Gorzki smak mongolskiego cudu