Gospodarka Ameryki liczy na konsumpcję
Kondycja gospodarki Stanów Zjednoczonych ma decydujący wpływ na sytuację panująca na rynkach międzynarodowych. Tymczasem jeszcze przed atakami terrorystycznymi na Nowy Jork i Waszyngton zaczęła ona dawać coraz bardziej niepokojące symptomy. Spośród trzech komponentów decydujących o wzroście gospodarczym pozytywne zmiany zachodziły tylko dzięki popytowi konsumpcyjnemu.
— Przez pierwsze półrocze 2001 roku wartość zarówno inwestycji jak i eksportu wykazywała tendencję spadkową. Wzrost PKB tak naprawdę był jedynie rezultatem rosnącej konsumpcji — uważa Tomasz Mazurczak, dyrektor departamentu analiz Domu Inwestycyjnego BRE Banku.
Ze wstępnych danych wynika jednak, że drugi kwartał przyniósł już tylko 0,2-proc. wzrost PKB. Po szczegółowych obliczeniach należy się spodziewać korekty w dół. To z kolei oznacza, że gospodarka Stanów Zjednoczonych znajduje się w recesji. Nie najlepsze nastroje na rynku dodatkowo popsuły ataki terrorystyczne.
— Z dużą pewnością można powiedzieć, że III kwartał będzie charakteryzował się w USA ujemną dynamiką PKB. Podobnie będzie jeszcze w IV kwartale — twierdzi Tomasz Mazurczak.
W tej sytuacji Amerykanie starają się stymulować gospodarkę. Obecnie rynek oczekuje już negatywnych realnych stóp procentowych. Kolejne cięcia zapewne do tego doprowadzą. W krótkim terminie większe wydatki, zwłaszcza na zbrojenia, mogą ożywić słabnącą konsumpcję. Normalnie takie wydatki mogą budzić obawy dotyczące inflacji i przegrzania koniunktury. Jednak dziś mamy zupełnie odwrotny problem.
— Poprzez ataki na World Trade Center i Pentagon pewność konsumentów została zachwiana. Niepewność tę pogłębia brak wiadomości na temat skali działań odwetowych i ich wpływu na gospodarkę światową — mówi analityk DI BRE Banku.
Zamachy w USA niewątpliwie negatywny wpływ wywarły na zachowania inwestorów na giełdach amerykańskich. Spadki dotknęły przede wszystkim przedsiębiorstwa ubezpieczeniowe, producentów samolotów, linie lotnicze i spółki związane z przemysłem turystycznym. Generalnie, zaistniała sytuacja rzutuje całościowo na sektory gospodarki związane z popytem inwestycyjnym. Dobrze natomiast radzą sobie branże związane z podstawowymi dobrami konsumpcyjnymi, z usługami użyteczności publicznej oraz oczywiście zbrojeniami.
Po raz pierwszy od długiego czasu relatywną siłę wobec całego rynku okazały walory operatorów telekomunikacyjnych. Z kolei branża IT więcej ucierpi z tytułu spadku popytu konsumpcyjnego, niż zyska z tytułu wzrostu popytu na dedykowane systemy związane z bezpieczeństwem ludzi i danych. Z powodu zamachów osłabły również działania korporacyjne. Zatrzymano realizacje wielu projektów inwestycyjnych, także z zakresu fuzji i przejęć. To z kolei ujemnie wpływa na sektor bankowy. Odpryskiem tej sytuacji będzie prawdopodobnie przełożenie w kraju ofert prywatyzacyjnych.
Potencjał spadkowy głównych indeksów amerykańskich nie został jednak jeszcze wyczerpany.
— W perspektywie najbliższych kilku tygodni należy liczyć się z kolejnymi zniżkami, które powinny stopniowo wygasać. O ile dane makro za trzeci kwartał nie będą istotnie gorsze od oczekiwań, to możliwa jest nawet zmiana obecnych tendencji — uważa Tomasz Mazurczak.
Jego zdaniem, dziesięć lat temu publikacja pierwszych ujemnych statystyk PKB zbiegła się w Stanach Zjednoczonych z końcem spadków głównych indeksów giełdowych.
W lepszej kondycji niż gospodarka amerykańska znajdują się kraje Unii Europejskiej. Większy jest tam także potencjał spadku stóp procentowych. W tej perspektywie atrakcyjnymi lokatami mogą być aktywa brytyjskie, gdzie stopy są szczególnie wysokie. Chodzi tu jednak bardziej o obligacje niż akcje. W związku z tym w najbliższym czasie należy oczekiwać przepływów kapitałowych w kierunku rynków europejskich.
— Dziś powyższa sytuacja nie znajduje jeszcze odzwierciedlenia w zachowaniu indeksów giełdowych. Rynek amerykański jest ciągle dużo silniejszy niż rynki europejskie — twierdzi specjalista z DI BRE Banku.
W efekcie prawdopodobnego spadku PKB w USA i spowolnienia gospodarczego w krajach Unii Europejskiej mogą również wystąpić niekorzystne zjawiska w Polsce. W głównej mierze sytuacja ta może dotyczyć krajowego eksportu. To z kolei oznacza konieczność zmiany lokomotywy, która pociągnie nasz wzrost gospodarczy.
— Motorem wzrostów w najbliższym czasie będzie krajowa konsumpcja. Za sprawą Rady Polityki Pieniężnej czynnikiem, który ją pobudzi, będzie tańszy kredyt — mówi Tomasz Mazurczak.
Mimo zawirowań na rynkach zagranicznych, sytuacja makroekonomiczna w kraju nie jest zła. Przede wszystkim istnieją realne podstawy do redukcji stóp procentowych. Polska jest bezpieczna od strony wielkości zadłużenia zewnętrznego. Po wyborach parlamentarnych jest szansa na powstanie zdecydowanie silniejszego niż dziś rządu, a w nim ministra finansów mającego poparcie parlamentu. Ciągle relatywnie dobrze w stosunku do rynków światowych zachowuje się polska giełda.
— Pod koniec sierpnia inwestorzy zagraniczni zaczęli przemieszczać kapitały w kierunku naszego rynku, dyskontując stabilizację polityczną, nieuchronne obniżki stóp procentowych oraz rozwianie najczarniejszych scenariuszy dla deficytu budżetowego. Zaryzykowałbym twierdzenie, że gdyby nie atak na Stany Zjednoczone, to mielibyśmy obecnie silne wzrosty — uważa analityk DI BRE Banku.
Widać już pierwsze oznaki poprawy. Inwestorzy wracają na rynek długu. Słabną obawy o sfinansowanie deficytu budżetowego. Akcje banków nie spadają. Ten sektor może przyciągnąć graczy po kolejnych redukcjach stóp. Do pełni szczęścia potrzeba jednak stabilizacji na świecie.