Gospodarka i źródła zaskoczeń

opublikowano: 18-04-2018, 22:00

Marcowe dane z rynku pracy są podobne do prognoz jak dwie krople wody. Nie zawsze tak było i nie chodzi tylko o rynek pracy.

W marcu 2018 r. pracownik sektora przedsiębiorstw zarobił przeciętnie 4886,56 zł brutto, co oznacza, że przez rok jego pensja wzrosła o 6,7 proc. — wynika z najnowszych danych GUS. Przeciętne zatrudnienie natomiast wyniosło 6205,3 tys. i w porównaniu z marcem 2017 r. zwiększyło się o 3,7 proc. Tym razem statystyki przedstawione przez GUS nie zaskoczyły ekonomistów — w rocznej dynamice płac „pomylili się” zaledwie o 0,2 pkt. proc. (mediana prognoz Bloomberga wyniosła 6,5 proc.), natomiast w przypadku zatrudnienia byli „bezbłędni”, przynajmniej jako grupa (mediana prognoz pokryła się z odczytem).

Dobre rozeznanie

W przewidywaniu zachowania marcowych parametrów rynku pracy przydała się dobra orientacja w terenie.

— Głównym czynnikiem oddziałującym w kierunku zmniejszenia rocznej dynamiki płac [w lutym wyniosła 6,8 proc. r/r — red.] był efekt wysokiej bazy sprzed roku związany z wypłatą, wyjątkowo w marcu, drugiej raty premii rocznej, tzw. 14 w Katowickim Holdingu Węglowym. Czynnikiem negatywnym dla tempa wzrostu wynagrodzeń w marcu była również niekorzystna różnica w liczbie dni roboczych, obniżająca dynamikę płac pracowników zatrudnionych na akord. W przeciwnym kierunku oddziaływały natomiast podwyżki pensji w KGHM — mówi Krystian Jaworski, starszy ekonomista Credit Agricole Bank Polska.

— Jednocześnie dynamika zatrudnienia jest stabilna [w lutym również 3,7 proc. r/r — red.], mimo że popyt na pracowników w gospodarce rośnie, a niektóre branże, m.in. budownictwo, handel, zmagają się z niedoborem rąk do pracy. To właśnie malejąca podaż pracowników powoduje, że tempo wzrostu zatrudnienia nie przybiera na sile i w kolejnych miesiącach sytuacja raczej się nie poprawi — dodaje Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego.

Niemiłe rozczarowania

Ekspertom nie zawsze jednak udaje się trafnie przewidzieć zachowanie makroekonomicznych wskaźników. Ślady po tym, że w ostatnim czasie mieli z tym sporo problemów, zostawiły indeksy zaskoczeń. Tzw. indeks zaskoczeń ekonomicznych Citi (Citi Economic Surprise Index) dla strefy euro w kwietniu spadł do poziomu najniższego od 2011 r., a więc od czasu kryzysu. Odczyt był mocno ujemny (-91,8 pkt.), co świadczy o tym, że napływające wówczas dane makroekonomiczne z gospodarek strefy euro były wyraźnie niższe od prognoz.

Indeks dla danych z polskiej gospodarki konstruuje platforma analityczna SpotData. Obecnie znajduje się on na poziomie porównywalnym do tego z końca 2016 r. i, podobnie jak jego europejski brat bliźniak, buszuje pod osią „x”. To oznacza, że odczyty zaskakują ekonomistów najmocniej od półtora roku, co gorsza — „in minus”. Mówiąc wprost — okazały się słabsze, niż zakładali.

Ostatnie tąpnięcie indeks SpotDaty zawdzięcza w szczególności inflacji. Ceny dóbr i usług konsumpcyjnych w marcu wrosły bowiem o 1,3 proc. r/r, a nie o 1,7 proc., jak sugerowała mediana prognoz ekonomistów ankietowanych przez Bloomberga. Więcej o przyczynach niesubordynacji wskaźnika CPI w tekście „Ekonomiści tropią inflacyjne korniki”. © Ⓟ

Okiem eksperta - Ignacy Morawski, dyrektor działu raportów i analiz, szef platformy SpotData

Temperujemy optymizm

Nasz indeks zaskoczeń ekonomicznych obniżył się ostatnio do najniższego poziomu od połowy listopada 2016 r., podążając zresztą ścieżką wyznaczoną przez analogiczny indeks dla strefy euro. W ostatnim miesiącu właściwie większość wskaźników obrazujących bieżącą koniunkturę w Polsce zaskakiwała in minus — na 15 wskaźników, które analizujemy, dziewięć zaskoczyło negatywnie. Najmocniej zaskoczyła inflacja, która zamiast utrzymać się w pobliżu 2 proc., spadła do 1,3 proc. Słabiej od oczekiwań wypadły też dane o eksporcie, podaży pieniądza czy sprzedaży detalicznej. Czy z gospodarką dzieje się coś złego? Raczej nie, ale możliwe, że ogromny optymizm, który pojawił się na początku roku po doskonałych danych o PKB w czwartym kwartale, zostanie częściowo przytemperowany. Czekamy na kolejne dane. Najważniejsze będą te o produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej za marzec i kwiecień, one bowiem pokażą, czy osłabienie koniunktury widoczne ostatnio w strefie euro ma jakiś mierzalny wpływ na Polskę.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Justyna Dąbrowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Gospodarka i źródła zaskoczeń