Gospodarka skutecznie zneutralizowała kryzys
LEPSZA STRUKTURA: Poziom produkcji sprzedanej działów i grup uznawanych za nośniki postępu technicznego był o 12,2 proc. wyższy niż w 1998 r.
To już ostatnie remanenty i analizy gospodarczych dokonań ubiegłego roku. Wprawdzie niektórzy analitycy — o dziwo znaleźć ich można nie tylko w obozie opozycji, ale również po prawicowej stronie życia politycznego — oceniają krytycznie ten okres, co zresztą po części ma swoje uzasadnienie, jednak nie ulega raczej wątpliwości, że dla gospodarki nie był to czas stracony. Nawet wówczas, gdy się uwzględni fakt, iż — praktycznie rzecz biorąc — nie udało się zrealizować żadnego z wcześniej zakładanych podstawowych wskaźników ekonomicznych — znacznie niższy był wzrost produktu krajowego brutto, a co za tym idzie nie udało się wystarczająco zwiększyć wskaźnika produkcji sprzedanej przemysłu i budownictwa oraz, co było bardzo ważne, eksportu, natomiast wyraźnie wyższe od zapisanych w ustawie budżetowej były — w dużej mierze decydujące o społecznym odbiorze gospodarczych przemian — stopy inflacji i bezrobocia.
JEŚLI JEDNAK miniony rok oceniać wypada pozytywnie — a, powtórzmy raz jeszcze, wypada — to przede wszystkim ze względu na przełamanie tych tendencji, które pojawiły się już na przełomie lat 1998/99. Polegały one na świadomym schładzaniu gospodarki, bowiem — zdaniem animatorów tych decyzji — jej dalszy dynamiczny rozwój groził kryzysem, którego rozmiarów nie dawało się wówczas wręcz przewidzieć.
I STAŁO SIĘ. Z wypracowanego w 1998 roku średniorocznego tempa wzrostu gospodarczego rzędu 4,8 proc. w stosunku do roku poprzedniego, nastąpiło drastyczne ograniczenie wysokości tego wskaźnika. W pierwszym kwartale ubiegłego roku — znów w stosunku do tego samego okresu poprzedniego roku — zwiększył się on zaledwie o 1,5 proc., a w drugim kwartale do 3,0 proc., co sumując wyniki pierwszego półrocza oznaczało wzrost PKB tylko o 2,3 proc. W tej sytuacji całoroczny wskaźnik przyrostu PKB o 4,1 proc. rzeczywiście można uznać za spory sukces.
Z KRÓTKIEJ perspektywy czasu wyraźnie widać, iż było to efektem gwałtownego przyrostu produkcji sprzedanej przemysłu w ostatnich miesiącach roku i — już jednak zdecydowanie niższego —produkcji budowlano-montażowej. Jeszcze po pierwszym półroczu wskaźnik produkcji przemysłowej był o 0,9 proc. niższy niż w analogicznym okresie poprzedniego roku (wskaźnik produkcji budownictwa był w tym okresie wyższy o 2,7 proc.), ale jej dynamiczny wzrost w ostatnich miesiącach spowodował, że w ciągu całego roku — według wstępnych danych GUS — zwiększyła się o 4,3 proc. (w budownictwie o 3,0 proc.)
TRZY ELEMENTY zasługują na szczególne podkreślenie. Po pierwsze, co jak się wydaje ma decydujące znaczenie dla rozwoju gospodarczego, stale rośnie udział sektora prywatnego w produkcji sprzedanej przemysłu — w ub. roku zwiększył się on z 69,0 do 71,2 proc. Po drugie — wzrost produkcji działów gospodarki uznawanych za nośniki postępu technicznego był prawie trzykrotnie wyższy niż produkcji ogółem. I wreszcie w większości działów, w których odnotowano wysoką dynamikę sprzedaży, obserwowano również znacznie wyższy niż przeciętnie wzrost wydajności pracy.
POZOSTAJE WIĘC nadzieja, iż tendencje wzrostowe w polskiej gospodarce są zjawiskiem, które towarzyszyć będzie nie tylko dwunastu miesiącom roku 2000, lecz również utrzyma się w dłuższej perspektywie czasowej. Poprawa koniunktury u naszych głównych partnerów na zachodzie Europy, a także powoli zanikające negatywne skutki kryzysu rosyjskiego, zdają się to potwierdzać.
OCZYWIŚCIE nie ma się co łudzić, że obędzie się bez mniejszych — a nawet z pewnością — większych problemów. Ale właśnie umiejętność ich pokonywania w makroskali może stanowić racjonalny dowód na to, że nasza gospodarka rzeczywiście ma za sobą najtrudniejsze momenty okresu transformacji.