Gospodarka uklepała dno

Mariusz GawrychowskiMariusz Gawrychowski
opublikowano: 2013-07-24 00:00

W końcu dobre informacje. Wydajemy więcej w sklepach, co może oznaczać koniec gospodarczego spowolnienia

Konsumenci zaskoczyli ekonomistów. Pozytywnie. Mało kto spodziewał się, że tak chętnie będziemy wydawali pieniądze w sklepach. Specjaliści prognozowali, że sprzedaż detaliczna wzrośnie w czerwcu o 1,1 proc. rok do roku. Jak podał Główny Urząd Statystyczny, poszła w górę o 1,8 proc. Różnica nie jest ogromna, ale wszystkich cieszy.

Od dawna analitycy nie byli tak pozytywnie zaskoczeni tym, że nie trafili z prognozami. — Polakom znudziła się wstrzemięźliwość w robieniu zakupów. Miejmy nadzieję, że ten konsumencki optymizm wrócił na stałe — mówi Małgorzata Starczewska- -Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan.

Według niej, ostatnie dane o koniunkturze w gospodarce nie napawały jeszcze dużym optymizmem, ale sygnalizowały wyraźne ożywienie w branżach eksportowych. Jednak jeśli do tego dodać rosnącą sprzedaż detaliczną, to można już powiedzieć, że gospodarka wraca do normalności. — Dane pokazują, że sięgnęliśmy dna i nie ma pod nami pięciu metrów mułu. Uklepaliśmy gospodarczy dołek i gospodarka zaczyna wchodzić na krzywą wznoszącą — mówi Paweł Cymcyk z ING TFI.

Przemysł także rusza

Ignacy Morawski, główny ekonomista Polskiego Banku Przedsiębiorczości, zwraca uwagę, że dane o sprzedaży detalicznej nie są jedynymi, które wskazują na powrót konsumentów do sklepów. Poprawiają się także nastroje konsumentów, którzy coraz optymistyczniej patrzą w przyszłość, a maj i kwiecień przyniósł pierwszy od dawna wzrost zadłużenia z tytułu zaciągniętych kredytów konsumenckich. To dowód, że nie tylko łatwiej o kredyt, ale również, że chętniej Polacy po niego sięgają.

To nie wszystko. Pozytywne sygnały docierają także z obszaru przedsiębiorstw. Skończył się spadkowy trend w produkcji przemysłowej i produkcji na eksport. Widać to także we wczorajszych danych GUS. Sprzedaż hurtowa przedsiębiorstw handlowych wzrosła w czerwcu o 3,8 proc. w ujęciu rocznym, a nowe zamówienia w przemyśle spadły w czerwcu w ujęciu rocznym o 6,4 proc., wobec spadku o 12,6 w maju. W ujęciu miesięcznym poszły w górę o 11,6 proc.

— Pozostaje pytanie o tempo wzrostu. Spodziewam się, że na początku 2014 r. gospodarka będzie rosła w tempie 2,5-3 proc. — mówi Ignacy Morawski.

Jednak nie wszyscy ekonomiści są takimi optymistami. Według Stanisława Gomułki, głównego ekonomisty BCC, lepsze od oczekiwanych dane o sprzedaży detalicznej wskazują na stabilizację, a nie na odbicie. Tłumaczy, że sprzedaż w sklepach zwykle rośnie szybciej od PKB i wzrost o niecałe 2 proc. przekłada się na brak wzrostu całej gospodarki.

Anatomia wzrostu

Paweł Cymcyk podkreśla, że swoje zrobiła także niska inflacja. Konsumenci i przedsiębiorcy, widząc, że ceny zastopowały, ruszyli na zakupy. Aż o 12 proc. wzrosła w czerwcu sprzedaż samochodów. Dwucyfrowo rosła także sprzedaż w kategorii odzież i obuwie oraz RTV, AGD i mebli. W jednoznacznej ocenie tych kategorii trzeba być jednak ostrożnym. Drugi kwartał w handlu sprzętem IT i AGD to czas wietrzenia magazynów przed premierami produktów. Podobnie jest w segmencie odzieżowym. W czerwcu ruszają letnie wyprzedaże.

— Sprzedaż detaliczna rośnie nie tylko w tzw. sklepach niewyspecjalizowanych, czyli dyskontach i supermarketach, co było charakterystyczne dla okresu spowolnienia gospodarczego, ale także lepiej sprzedają się dobra trwałego użytku — podkreśla Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek.

Przedsiębiorcy są optymistami, ale ostrożnymi

KRZYSZTOF TOKARZ

prezes GK Specjał, dystrybutora FMCG

Zawsze jestem optymistą i wierzę w ożywienie, ale dobrze zachować dozę ostrożności. Na poziomie grupy notujemy ostatnio zwyżki, ale może być to wynikiem poszerzonego asortymentu i słabnięcia konkurentów, a nie zwiększonej skłonności konsumentów do zakupów. Tym bardziej że z poziomu pojedynczych, małych sklepów, które obsługujemy, nie mamy sygnałów, by klienci rzucili się do wydawania pieniędzy — i to się nie zmieni, w sytuacji gdy płace są faktycznie zamrożone. Żywność jest towarem, który zawsze będzie kupowany przez wszystkich, ale dopóki nie wzrosną zarobki, konsumenci nie otworzą szerzej portfeli i nie będą płacili więcej za droższe produkty z wyższej półki.

EWA BOBKOWSKA

prezes budowlano-deweloperskiej spółki PA Nova

Dla dużych i silnych kapitałowo sieci handlowych sytuacja makroekonomiczna nie ma wielkiego wpływu na podejmowane decyzje. Jednak wśród mniejszych, lokalnych sieci od końca zeszłego roku panuje bardzo duży strach przed inwestowaniem, braniem kredytów czy rozwojem. Im szczególnie potrzebne są pocieszające informacje o stanie gospodarki. Czas od września do końca roku dla sprzedaży detalicznej jest okresem żniw. Napływ dobrych danych makroekonomicznych sprawi, że w połowie przyszłego roku ożywienie w branży handlowej — a także deweloperskiej — będzie już wyraźnie odczuwalne.

ROMAN PRZYBYLSKI

jdyrektor ds. sprzedaży firmy z branży mebli Nowy Styl Group

Byłbym optymistycznie ostrożny. Dane GUS o konsumpcji są pozytywne, ale dalej jest to niewielki wzrost. To nie jest przełom i z perspektywy meblarskiej nie ma co liczyć na konsumpcję krajową. Muszą ruszyć rynki eksportowe. Jak drgnie coś w Europie Zachodniej, to się przełoży także na nas. Pewne objawy ożywienia są. Jednak wciąż zarówno nasza, jak europejska gospodarka są słabe i jakiekolwiek drgnięcie wygląda pozytywnie. Wszyscy chcą wtedy wierzyć, że nastąpił przełom. Firmy od lat wstrzymują się z inwestycjami. Musi nastąpić ożywienie w innych krajach, zwłaszcza w Europie. Nie wydaje mi się, by w II półroczu sytuacja była w kraju lepsza. Ożywienia najwcześniej spodziewałbym się w I połowie 2014 r.

BOGUSZ KRUSZYŃSKI

wiceprezes odzieżowego Redanu

Pod koniec sezonu wyprzedażowego nie możemy narzekać na spadek sprzedaży. Jest jednak zbyt wcześnie, aby jednoznacznie określić, czy jest to już ożywienie gospodarcze, czy naturalny wzrost zainteresowania konsumentów przecenionymi towarami. Klienci nadal ostrożnie wydają pieniądze, pomimo optymistycznych danych GUS, taki trend może się utrzymać. Dlatego też dostosowaliśmy tegoroczną kolekcję na jesień i zimę do obecnych potrzeb klientów. Dzięki obniżeniu cen asortymentu w sklepach będziemy mogli wypracować satysfakcjonującą marżę handlową i utrzymać zainteresowanie klientów nową kolekcją.

ANDRZEJ SZYMAŃSKI

właściciel firmy transportowej Dartom

Od maja obserwujemy lekkie ożywienie, popyt na transport towarów rośnie, ale nie jest to wzrost bardzo duży. W pierwszych miesiącach roku był zastój spowodowany długotrwałą zimą. Jednak kiedy się skończyła, dość dynamicznie zaczął wzrastać transport towarów sezonowych — zwłaszcza soków, piwa czy innych napojów. Spodziewamy się w sierpniu spowolnienia, w branży przewozowej jest to zazwyczaj słabszy miesiąc. Na podstawie rozmów z klientami wnioskujemy, że we wrześniu i październiku nastąpi ożywienie — większe, niż to obserwowane obecnie.

MAREK SYPEK

prezes Agros-Novy

Nie dostrzegamy, żeby konsumenci kupowali więcej ani żadnych innych zwiastunów przełomu. Spożywcze kategorie, w których działamy [m.in. soki, dania gotowe, keczupy, dżemy, sosy — red.] cały czas rosną wolumenowo w dyskontach w związku z ciągle rosnącą liczbą sklepów tego typu. Jednak cały rynek jest raczej płaski, a pojedyncze zwyżki wolumenowe sięgają 1-2 proc. Wartościowo wzrost ten jest wyższy i wynosi 4-5 proc., ale wynika z inflacji. Nasze prognozy biznesowe na ten rok zakładały większy wzrost niż odnotowany przez rynek i na razie je wypełniamy. Nie ma na to jednak wpływu sytuacja makroekonomiczna, lecz dobre przyjęcie nowych produktów pod marką Łowicz.

HENRYK ORFINGER

prezes Dr Ireny Eris

Spodziewam się ożywienia w gospodarce w drugim półroczu 2013 r., jednak może być ono kapryśne. Dopiero w pierwszym półroczu 2014 r. wzrost stanie się stabilny. Dotrze on także do naszej branży, ale firmy kosmetyczne nie odczują go tak jak inne sektory. Również ze swojej winy. Przez lata firmy kosmetyczne przyzwyczaiły klientów do promocji. Nie mogą więc teraz dziwić się, że konsumenci nie chcą kupować, gdy takich akcji nie ma. A skoro są rabaty, to przychody i rentowność są niższe niż oczekują firmy. Obecnie cały rynek kosmetyczny jest na lekkim plusie, więc przedsiębiorcy sobie radzą — jedni lepiej, inni gorzej.