Główny strateg amerykańskiego banku uważa, że obligacje, które przez ostatnie 20 lat sprawdzały się w roli zabezpieczenia portfelu akcji, straciły atrakcyjność. Wszystko przez ich niską rentowność, która w najbliższych latach może skutkować ujemną realną stopą zwrotu.
- Patrząc w przyszłość i zważając na to, że rentowność obligacji skarbowych jest obecnie na rekordowo niskim poziomie, ciężko jest traktować je w ten sam sposób co dotychczas. Gotówka może być przez następne lata lepszym zabezpieczeniem przed ryzykiem, jakie niesie za sobą inwestycja w akcje - mówi Peter Oppenheimer.
Od pewnego czasu na Wall Street trwa debaty na temat tego, czy tradycyjne rozmieszczenie kapitału w proporcjach 60/40 nadal jest efektywne, szczególnie przy tak niskich stopach procentowych. Propozycja wymiany obligacji na gotówkę w portfelu akcji jest jednak dość nowym pomysłem, który nie uzyskał jeszcze uznania w instytucjach.
- Gotówka jest chyba jedynym aktywem, które gwarantuje inwestorowi, że przegra z inflacją. Gdy inflacja jest na ustach wszystkich uczestników rynku oraz może się okazać katalizatorem zmian stóp procentowych, alokacja kapitału w gotówce jest moim zdaniem złym pomysłem - mówi Adam Phillips, dyrektor strategiczny EP Wealth Advisors.
Innego zdania jest Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl. Wskazuje on, że mimo gwałtownej wyprzedaży obligacji z minionych tygodni, zarówno na rynkach światowych jak i w Polsce, rentowność 10-letnich papierów skarbowych osiąga już 3,20 proc. i jest najwyższa od trzech lat, co nie musi oznaczać, że tak pozostanie na długo.
- Pozornie może się wydawać, że po takim ruchu na obligacjach i przy rynkowej wycenie zakładającej silny wzrost stóp procentowych możliwe są silne zwyżki ich cen. Ryzyko jest jednak asymetryczne, presja cenowa łatwo nie odpuści. Jeśli okaże się, że nie ma powrotu do przedpandemicznego świata niskiej inflacji i historycznie rekordowo niskich stóp procentowych, to rynki długu czeka strukturalne przetasowanie i drastyczna zmiana zasad gry. Zasadniczy problem sprowadza się do tego, że przyszłość procesów inflacyjnych w horyzoncie kilku lat (także w świetle widma kryzysu energetycznego) jest w tej chwili szalenie trudna do odgadnięcia. W takim położeniu i w otoczeniu znacznej niepewności gotówka zawsze króluje - mówi Bartosz Sawicki.