GPW może złamać ostatnią barierę

Włodzimierz Uniszewski
opublikowano: 2008-06-19 09:16

Na Wall Street skończyły się żarty. Widać coraz więcej symptomów typowych dla mentalności bessy.

Rynek stał się bardzo wrażliwy na wszelkie niepomyślne informacje. O jego słabości świadczyć może choćby gotowość do reagowania na negatywne opinie wygłaszane przez różnych obserwatorów i uczestników rynku.

Wczoraj zareagowano np. na wypowiedź Johna Paulsona zarządzającego funduszem hedgingowym, który zarobił już ponad 3 mld USD dzięki obstawieniu załamania na rynku kredytowym. Przewiduje on, że łączne straty sektora finansowego przekroczą 1 bln USD, czyli będą co najmniej trzykrotnie wyższe od już zaksięgowanych.

Sama taka wypowiedź nie miałaby oczywiście większego znaczenia, gdyby nie towarzyszyły jej niepomyślne wieści z sektora finansowego. Po informacji o kiepskiej sytuacji finansowej banku Fifth Third Bancorp z Ohio załamały się notowania banków regionalnych, a ich indeks zanotował największą, bo aż blisko 7-proc. stratę w historii. Sam Fifth Third stracił 27 proc. O dziwo, przed przeceną wybronił się ostatecznie Morgan Stanley, którego wyniki rozczarowały wczoraj inwestorów. Za to akcje FedEx mocno zniżkowały po ogłoszeniu przez spółkę pierwszej od 11 lat straty spowodowanej silnym wzrostem kosztów transportu.

W ostatniej fali spadkowej najmocniej ucierpiał indeks DJIA, który znalazł się najniżej od 3 miesięcy i w trakcie sesji naruszył psychologiczną barierę 12 000 pkt. Do marcowego dołka brakuje mu już zaledwie niecałe 300 pkt. Pozostałe indeksy wyglądają nieco lepiej, ale potrzebna będzie teraz seria naprawdę lepszych informacji, aby zapobiec przetestowaniu przez rynek tegorocznych minimów. Na razie nastroje są minorowe, co widać po nieznacznie zniżkujących amerykańskich kontraktach.

Niestety, dobrych wieści na horyzoncie ani śladu – wyniki spółek za II kwartał już budzą poważne obawy. Sytuację pogarsza świadomość, że po serii obniżek stóp procentowych Fed nie będzie już w stanie skutecznie zarządzać rynkowymi nastrojami, mając na głowie inflacyjny kłopot. Na domiar złego ropa nadal nie chce się uspokoić i wczoraj zakończyła dzień zwyżką, choć po publikacji raportu o stanie zapasów paliw realizacja zysków spowodowała niewielką korektę. Cały czas działa negatywne dla rynku akcji sprzężenie zwrotne – spadki na giełdzie sprowokowały osłabienie dolara, to pomogło w zwyżce notowań ropy, co z kolei pogłębiło spadki na giełdzie. Dzisiaj rano dolar jest jeszcze słabszy, co może zapowiadać kolejny dzień problemów z surowcową drożyzną.

Rynki azjatyckie miały kiepski dzień – niemal wszystkie zgodnie spadły, a w Szanghaju indeksy zanurkowały aż o 5 proc. Na szczęście, na rynku europejskim nie zanosi się na poważną przecenę – Dax zacznie dzień ok. 0,4 proc. niżej. W takiej sytuacji trudno oczekiwać po GPW jakiegoś szczególnego heroizmu, choć do paniki raczej nie dojdzie. Dzisiaj WIG20 może wyznaczyć nowe roczne minimum, ale należy je interpretować wyłącznie w kontekście zmian na rynku amerykańskim. Samo pogłębienie dołka nie wywoła - oczywiście - jakiejś apokaliptycznej podaży, tak jak nie doszło do tego w sektorze mWig40. Tak naprawdę najistotniejsze będzie rozstrzygnięcie kwestii, czy analogiczne minima ustanowią wkrótce amerykańskie indeksy. Jeśli tak, to 2500 pkt. na WIG20 będzie kwestią niedługiego czasu. Jeśli jednak byki na Wall Street zorganizują teraz skuteczną obronę, ewentualny nowy spadkowy rekord w Warszawie nie będzie miał znaczenia i indeks wróci nad poziom 2700 pkt., jak gdyby nic się nie stało. Od dawna przecież wiadomo, że GPW, jak większość innych giełd, jest rynkiem o ograniczonej suwerenności i w analizie technicznej jego indeksów trzeba zawsze uwzględniać tzw. współczynnik amerykański.