GPW musi być w sojuszu

Artur Szymański
opublikowano: 2003-05-30 00:00

Nie ma się co łudzić — wejście Polski do Unii Europejskiej nie wyleczy z dnia na dzień bolączek trapiących Giełdę Papierów Wartościowych. A jest ich wiele. Wymienić tu można chociażby niską (i stale malejącą) kapitalizację, spadek zainteresowania rynkiem ze strony drobnych inwestorów i marazm na rynku pierwotnym. Giełda chce się jednak rozwijać. Strategia rozwoju giełdy opiera się na trzech fundamentach: wewnętrznej restrukturyzacji, prywatyzacji i sojuszu strategicznym.

Bez wątpienia ten ostatni aspekt jest największą szansą rozwoju dla GPW. Wejście w strategiczny alians z zagranicznym partnerem wpisuje się w obserwowaną w Europie tendencję do łączenia rynków notowań papierów wartościowych. Walczą one w ten sposób o poprawę swojej konkurencyjności. Od kilku już lat nasza giełda prowadzi rozmowy o nawiązaniu bliskiej współpracy w Euronextem — sojuszem giełd w Paryżu, Amsterdamie i Brukseli. W 2001 r. mówiło się, że pozytywny scenariusz przewiduje zakończenie negocjacji na początku 2002 r. Wkrótce potem GPW miała dołączyć do aliansu. Tymczasem mamy rok 2003, lecz GPW nadal jest samotną wyspą, nie należącą do żadnego archipelagu. Efekt rozmów z Euronextem jest mizerny. Nadal nie może inwestować w Paryżu czy Brukseli tak swobodnie jak gdybyśmy należeli do sojuszu z tymi rynkami.

Alternatywą dla wejścia GPW do Euronextu jest stworzenie sojuszu giełd Europy Środkowej i Wschodniej i dopiero wówczas poszukanie szczęścia na Zachodzie. Na to jednak też się nie zanosi. Tymczasem trzeciego wyjścia po prostu nie ma. Jeśli GPW nie przystąpi do jakiegokolwiek sojuszu giełd, to nieuchronnie czeka ją marginalizacja. Sama przynależność Polski do Unii nic tu nie pomoże.

Możesz zainteresować się również: