Jeśli zmiany niekorzystnego trendu nie było wczoraj, to nie ma najmniejszych szans, że nastąpi ona dzisiaj. We wtorek były po temu znacznie lepsze przesłanki, a jednak indeksy GPW spadły. Dziś przecena może być jeszcze głębsza.
Istnieją poważne obawy czy dziś nie pożegnamy hossy zapoczątkowanej w kwietniu. Już we wtorek indeks WIG20 zakończył dzień pod bardzo ważnym wsparciem na 1487 pkt. Z kolei WIG-owi do linii trendu brakuje tylko 1,7 proc. by osiągnąć poziom 19 340 pkt. Są bardzo duże szanse, że zostanie ona przebita dołem już dziś, i to na krótko po otwarciu notowań.
Inwestorzy w Warszawie nie mogą nie zauważyć fatalnego wrażenia jakie pozostawiły wczorajsze notowania na Wall Street. Zamiast spodziewanego odbicia, rynki straciły i to niemało. Indeks Dow Jones spadł o 0,89 proc. i zamknął się na poziomie 9624,16 pkt, natomiast Nasdaq obniżył wartość do 1881,75 pkt, co oznacza spadek o 1,46 proc. To już 4. z rzędu spadek na amerykańskich giełdach. Sytuacja wygląda coraz gorzej. Na pogorszenie nastrojów wpłynął szereg czynników. Przede wszystkim rekordowe osłabienie dolara wobec euro. Kurs euro wzrósł do 1,1951 dolara zyskując na wartości 1,7 proc. Tym samym europejska waluta osiągnęła najwyższy poziom od ustanowionego 27 maja rekordu 1,1932 dolara.
Słabszy dolar może doprowadzić do masowej ucieczki kapitału z rynku akcji i obligacji w USA. Do tego dochodzą obawy kolejnych zamachów terrorystycznych i następne przypadki nieprawidłowości wykryte w branży finansowej. Przecena za oceanem doprowadziła do spadków pod koniec notowań na giełdach zachodnioeuropejskich, choć przez niemal cały dzień w Eurolandzie dominowały wzrosty. Nasza giełda była w tym czasie już nieczynna. Jednak nic straconego. Na dzisiejszym otwarciu można się spodziewać, że indeksy dołączą do ogólnoświatowego trendu. O wzrostach można zapomnieć w perspektywie nawet kilkunastu tygodni.