Poniedziałkowa sesja na GPW na pewno pogorszyła i tak kiepskie nastroje na naszej giełdzie. WIG20 ponownie rywalizował z rosyjskim RTS o miano outsidera europejskich indeksów. Staje się już regułą, że konkurujemy z indeksami w Moskwie w zakresie spadków. To stawia pod dużym znakiem zapytania zdolność naszego rynku, do nadążania za trendami na światowych parkietach. Przynajmniej w te dni, kiedy mamy do czynienia ze wzrostami.
Najważniejsze europejskie indeksy miały wczoraj powód do słabego zachowania po informacji z Royal Bank of Scotland o gigantycznej stracie za ubiegły rok. Nie zrównoważyła tego zapowiedź kanclerza skarbu W. Brytanii, Alistaira Darling’a, wdrożenia II etapu planu ratowania brytyjskich banków. Tam jednak przecena ograniczyła się do ok. 1 proc., tymczasem nasz indeks blue chipów zanurkował o ponad 3,5 proc. Czynniki zewnętrzne nie odegrały więc istotnej roli, aby dokonać takich spustoszeń na warszawskim rynku, jak to miało miejsce. O miano katalizatora wczorajszych spadków można bardziej podejrzewać zrewidowaną prognozę analityków JP Morgan dla naszej gospodarki, która przewiduje zerowy wzrost PKB Polski w tym roku. Zaryzykuję tym razem pogląd, że to nie tylko gwałtowna ewakuacja zagranicznego kapitału wywołała taki ruch na południe (to sugeruje dynamiczne osłabienie złotówki), czy nawet jego gra na instrumentach pochodnych. Podejrzewać można, że to same hasła typu „prognozy JP Morgan” działają tak deprymująco na polskich inwestorów instytucjonalnych, u których wywołują wyprzedzającą reakcję. To stwarza ograniczoną nadzieję, że jak fundusze nieco ochłoną to korelacja z globalnymi parkietami będzie nieco wyższa.
Dzisiejsza sesja przebiegać będzie już z czynnym udziałem Wall Street. Wydaje się, że w tym tygodniu dane makro stracą na swoim znaczeniu. Inwestorzy bardziej skoncentrują się na rozpoczęciu urzędowania Baracka Obamy w Białym Domu i zapowiedziach, co do sposobów walki, nowego amerykańskiego rządu z kryzysem. Drugim elementem stanowiącym drogowskaz dla ruchów indeksów będą kwartalne raporty amerykańskich i europejskich korporacji.
Obecny tydzień będzie pod tym względem bardzo bogaty. Do soboty opublikuje swoje wyniki 55 spółek z indeksu S&P500, z czego 5 z Dow Jones’a. Już dzisiaj osiągnięciami pochwalą się między innymi takie tuzy jak IBM i Jonhson&Jonhson. W następnych dniach raporty przedstawią United Technologies, US Bancorp, Apple, Google, czy Microsoft. Bardzo ważny będzie piątek, gdzie wyniki zaprezentuje konglomerat General Electric, uważany za amerykańską gospodarkę w pigułce. Inwestorzy do jego rezultatów przywiązują bardzo dużą wagę.
Raporty amerykańskich korporacji budzą wśród inwestorów uzasadnione obawy. Analitycy Thomson Reuters’a, którzy wyróżniają się ostatnio trafnością swoich szacunków, obniżyli prognozy dla zysku spółek wchodzących w skład S&P500. Wcześniej mówili o pogorszeniu się ich rezultatów o ok. 15 proc., a teraz spadek ma wynieść już 20,2 proc.
Można jednak żywic nadzieję, że kilka firm, które przedstawią raporty w tym
tygodniu, nie pogłębi destrukcyjnych reakcji na rynkach. Chwalić się będzie
sporo spółek z tych sektorów, które w mniejszym stopniu odczuwają dekoniunkturę.
Przynajmniej prognozy dla nich nie są ponure. Trudno oczekiwać, że np. United
Technologies, czy Lockheed Martin, firmy zbrojeniowe korzystające z zamówień
rządowych, mocno rozczarują. To w połączeniu z nowym lokatorem w Białym Domu i
jego pierwszymi decyzjami, stwarza szansę na nieco lepsze otoczenie rynkowe na
najbliższe 3 dni (do wyników General Electric) dla globalnych rynków. Nowy
prezydent USA i jego zespół ekonomiczny mieli dużo czasu, aby przygotować się
dobrze do przejęcia sterów rządów nad największą gospodarką. Przynajmniej w
zapowiedziach.