Grand Kredens bawi żołądek i oczy

Grand Kredens bawi żołądek i oczy

Grand Kredens bawi żołądek i oczy

Julia Kafka
opublikowano: 09-11-1998, 00:00

Grand Kredens bawi żołądek i oczy

Na miejscu jednej z pierwszych warszawskich pizzerii pojawiła się ostatnio nowa jadłodajnia — Grand Kredens. Kucharz nie jest tam raczej amatorem. Czego na pewno nie można powiedzieć o obsłudze. Beznadziejna!

Fajnie jest jednak w tym Kredensie, oj pardon, Grand Kredensie. Przytulnie. Pomieszanie z poplątaniem. Elementy wystroju starego domu z knajpą rybacką. Pojawia się też gliniany piec, stoły są siermiężne, ciężkie, zdobią je świece. Sympatyczną atmosferę psuje jednak trochę, wisząca pod sufitem wielka stalowa szyna upstrzona kolorowymi reflektorami. Jak w kiepskiej dyskotece.

Nie ma co się jednak za bardzo rozglądać, bo warto się skupić na jedzeniu. W przypadku większości dań jest na czym.

Szczególnie warta polecenia jest zupa grzybowa. Naprawdę palce lizać. Z przystawek gorących warto także polecić kalmary w sosie chili. Generalnie, niezłe są sałatki i rzeczywiście jest z czego wybierać. Duża jest oferta ryb, ale uwaga — podejrzanie słabe. Rozczarowuje łosoś ‡ la Kłosoś. Mięsa są poprawne, ale odkryciem lunchu był kurczak z grilla — wyjątkowo aromatyczny, miękki i soczysty. Jak świeży.

Lista deserów nie imponuje liczbą pozycji, ale jak już można czegoś spróbować (bo zdarza się, że menu bywa solidnie przetrzebione) jest to warte grzechu. Najbardziej kuszące są zaś włoskie pierożki z brzoskiwiniami.

Na zdecydowaną naganę zasługuje zaś obsługa. Wyniosła, mało uprzejma, nieruchawa i sugerująca napiwki. Jak w zlikwidowanej pizzerii.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Julia Kafka