Warto jeszcze dodać, że dzisiaj nie pracuje również Wall Street, czyli zabraknie impulsów zza oceanu, które przecież „ustawiają” ostatnie godziny handlu na europejskich parkietach. W obliczu takiej posuchy skupiano się na informacjach spoza kalendarium, a tutaj wciąż najważniejsza jest Grecja. Inwestorzy wyczekują rezultatów wizyty MFW/EBC/UE w Atenach, gdzie oceniano postępy we wdrażaniu ustalonych celów fiskalnych. Według "Der Spiegel", żadne z nich nie zostały osiągnięte. Informacja ta, oczywiście, została szybko zdementowana i to przez same MFW, czyli obserwujemy tę samą grę, co poprzednio, kiedy dementi goni dementi, ale większość z wcześniej zdementowanych informacji prędzej czy później okazuje się prawdziwa. Zresztą, "Der Spiegel" mimo dementi nadal wierzy swoim źródłom. Ciężko im nie wierzyć, obserwując napływające z Grecji informacje.
Premier George Papandreou nie ma poparcia opozycji przy 5. z kolei pakiecie oszczędnościowym, czyli tym przyspieszającym prywatyzację. Unia Europejska chciałaby takie poparcie zobaczyć. Ostatnie informacje z "Financial Times" wskazują, że może obejdzie się i bez niego, gdyż Europa w zamian za kolejną pomoc finansową niemalże przejmie zarządzanie nad krajem. Kontrola ma dotyczyć nie tylko prywatyzacji, jak mówiono wcześniej, ale też, przykładowo, poboru podatków. Ciekawe, jaki będzie stosunek Greków do takiego rozwoju sytuacji... Dodatkowo, z Irlandii zaczynają docierać głosy o potrzebie kolejnego wsparcia finansowego, gdyż kraj w najbliższym czasie, podobnie jak Grecja, nie będzie miał możliwości powrotu na rynek długu. W obliczu takich informacji nie mogą dziwić twarde karty, jakimi Niemcy i Francja zaczynają grać. Kolejka chętnych po pieniądze się wydłuża, a większość osób chyba jeszcze nie dojrzała do podjęcia decyzji o restrukturyzacji długu. Zresztą trudno jest sobie wyobrazić ów proces przebiegający w sprawny sposób, obserwując powolność podejmowania decyzji i brak rynkowego wyczucia ze strony polityków.
Poza informacjami z peryferiów liczyła się decyzja Niemiec w kwestii zamknięcia wszystkich swoich elektrowni jądrowych do 2022 r. Traciły więc niemieckie koncerny energetyczne, a zyskiwały spółki z sektora energii odnawialnej. Te informacje z pewnością po raz kolejny pomogły czeskiemu CEZ-owi. Decyzja władz jest o tyle ciekawa, że brakująca energia pewnie będzie sprowadzana z francuskich lub belgijskich elektrowni atomowych. Ale - jak widać - nie do końca przemyślane decyzje podejmuje się pod presją wyborców na całym świecie.
Wracając do rynku można zauważyć, że indeks nadal „pełznie” na północ. Wydaje
się jednak, że im wyżej się wespniemy, tym trudniej będzie z kontynuacją
wzrostów, co zresztą dobitnie pokazują ostatnie sesje. Tym, na co obecnie stać
rynek, jest tydzień lub dwa tygodnie większych wzrostów, które potem, niestety,
wymagają odpoczynku - i to nierzadko całkiem
sporego...