Już nie pewnikiem, ale na pewno silnym politycznym stabilizatorem stała się przynależność wyspy przez trzy wieki do Danii. Dokładnie od 1721 r. Grenlandia nieformalnie stała się kolonią wspólnego Królestwa Danii i Norwegii, zaś po wojnach napoleońskich i konfliktach skandynawskich od 1814 r. trafiła pod władztwo Królestwa Danii. Sąsiaduje z Kanadą, ale to Stany Zjednoczone Ameryki już kilka razy pragnęły ją przywłaszczyć. Ważna jest okoliczność, że zawsze były to jednak propozycje kupna. Już sekretarz stanu William Seward, bezpośrednio po zakupieniu w 1867 r. Alaski od Rosji za 7,2 mln USD, chciał skopiować taką transakcję. Jej celem był nie tylko amerykański skok na bogate łowiska oraz surowce mineralne, lecz otoczenie Kanady nie tylko z jednej strony Alaską, lecz z drugiej także Grenlandią, co miałoby doprowadzić do wchłonięcia ogromnego północnego sąsiada przez USA. Przypominam pomysły krążące od XIX wieku dla potwierdzenia, że rozkręcenie obecnie przez Donalda Trumpa tematu zagarnięcia Grenlandii nie powinno być postrzegane jako jego autorskie szaleństwo, lecz odkurzenie planów kilka razy już podnoszonych przez USA w różnych okolicznościach, a później chowanych do szuflady.
Rok 2026 ma jednak dla Donalda Trumpa szczególny kontekst symboliczny. W najbliższy wtorek, 20 stycznia wypada rocznica jego drugiej przysięgi prezydenckiej. W najbliższych miesiącach spadną mu z nieba, a dosłownie z kalendarza fantastyczne okazje promocyjne, które w jego mniemaniu umocnią jego kult, przy którym starożytne fanaberie rzymskich cesarzy Kaliguli czy Nerona o ich boskości to pikuś. Najpierw 14 czerwca Donald Trump obchodzi 80. urodziny, co stanie się jublem na skalę państwową, notabene z tej okazji Francja musiała przesunąć ustalony już termin szczytu G7. Zaraz potem 4 lipca Stany Zjednoczone Ameryki obchodzą 250. urodziny, co już od dawna jest przez Biały Dom celebrowane. Dopuszczalne są wizerunki tylko dwóch prezydentów, spinających ćwierć tysiąclecia – Jerzego Waszyngtona oraz Donalda Trumpa. Wszyscy i wszystko co było pomiędzy prezydentami 1. oraz 47. to niewarte wspominania odpady. Niedługo później, 19 lipca, Donald Trump będzie wręczał zwycięzcom finału piłkarski Puchar Świata i swoją postacią zechce zdominować mistrzowską drużynę, próbę generalną takiej zagrywki wizerunkowej przeprowadził już w 2025 r. podczas zakończenia pucharu klubowego. Wreszcie 14-15 grudnia na szczycie G20 u siebie w Miami nominuje się na politycznego króla świata. Notabene termin corocznego szczytu przesunął ze standardowego listopada nieprzypadkowo, chodzi mu o to, by 10 grudnia przywieźć z Oslo złoty medal pokojowego Nobla…
Wszystkie chwały niematerialne to jednak mało, prawdziwym osiągnięciem w dziejach USA byłoby właśnie w 2026 r. zagarnięcie dodatkowego terytorium – Grenlandii. Wyspa obiektywnie ma wielkie znaczenie strategiczne na Atlantyku, co bardzo konkretnie objawiło się podczas drugiej wojny światowej. USA w kwietniu 1941 r., a więc jako państwo jeszcze neutralne, podpisały z Danią umowę „o obronie Grenlandii”, która przyznawała Amerykanom prawo do budowy i dostępu do baz wojskowych na wyspie. Później ta umowa idealnie się sprawdziła. Po wojnie USA zwróciły uwagę na nowe potencjalne zagrożenie – Związek Radziecki. W obliczu narastającej zimnej wojny Amerykanie zdali sobie sprawę ze znaczenia położenia Grenlandii w Arktyce pomiędzy USA a ZSRR. Już wtedy wyspa została uznana za „niezbędną dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych Ameryki”, potajemnie proponowano Danii aż 100 mln USD w złocie. Po utworzeniu jednak w 1949 r. w Waszyngtonie Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego, do którego przystąpiła Dania razem z całym terytorium Grenlandii, wyglądało na to, że problem bezpieczeństwa się sojuszniczo rozwiązał. Aż do prezydentury Donalda Trumpa…

