Niedzielne wybory parlamentarne w Grecji przebiegły zgodnie z oczekiwaniami rynków. Wygrała Nowa Demokracja (30 proc. głosów), czyli partia opowiadająca się za reformami zalecanymi przez UE i pozostaniem w strefie euro. Razem z partią PASOK, która zajęła trzecie miejsce (12 proc.) i również nie chce powrotu drachmy, będą próbowały stworzyć większościową koalicję (mają 162 z 300 miejsc w parlamencie).

Przeciwna reformom SYRIZA zajęła drugie miejsce (27 proc.) i zostaje w opozycji. Pozytywny wynik wyborów nie poprawia jednak sytuacji w Grecji i strefie euro. To raczej uniknięcie kolejnych problemów niż rozwiązanie istniejących. Dlatego pozytywna reakcja rynków finansów trwała tylko kilka godzin.
Euro nad ranem umocniło się do dolara (jak również złoty do głównych walut), a europejskie giełdy otworzyły się na wyraźnych plusach. Około 9-10 rano radość na rynkach prysła i indeksy pospadały.
— Wynik greckich wyborów w żaden sposób nie skraca drogi wychodzenia Grecji z problemów, a tym bardziej nie oznacza końca kryzysu w strefie euro — komentuje Piotr Bujak, główny ekonomista banku Nordea.
Przed Grecją nadal stoi wyzwanie wprowadzania ustalonych z Unią reform. Ponadto wcale nie jest pewne, że reformy przyniosą skutek, czyli spowodują ożywienie gospodarcze. Dotychczasowe zaciskanie pasa wpędziło Grecję w głęboką recesję i cały czas nie widać oznak odbicia. Dlatego partie mające tworzyć nowy rząd zapowiadają, że będą starały się przekonać Unię, by złagodziła oczekiwania wobec Grecji. Łatwo jednak nie będzie.
— Nie czas na jakiekolwiek ustępstwa. Trwamy przy tym, co ustaliliśmy — stwierdził rzecznik niemieckiego rządu.
Według części analityków, Grecji i tak nie uda się utrzymać w strefie euro. — Prawdopodobieństwo wyjścia kraju z Eurolandu w perspektywie 12-18 miesięcy jest wciąż na poziomie 50-75 proc. — twierdzi Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego.
Podobnego zdania jest Marek Rogalski, analityk BOŚ.
— Wyniki wyborów sugerują, że Grecja nie opuści strefy euro w tym roku, ale może to zrobić w latach 2013-14 — uważa ekspert.
Zmartwieniem dla rynków pozostaje też Hiszpania. Rentowność 10-letnich obligacji królestwa pobiła wczoraj kolejny rekord, sięgając 7,22 proc. Hiszpania jest w ten sposób niemal odcięta od rynku długu.
Na dłuższą metę nie będzie w stanie poradzić sobie z tak silnym wzrostem kosztów obsługi długu publicznego. Grecja, Irlandia i Portugalia wytrzymały tylko kilka tygodni z odsetkami 10-latek powyżej 7 proc., zanim wystąpiły o zewnętrzną pomoc.