Grozi nam kolejowy strajk generalny

Agata Hernik
opublikowano: 2008-11-27 00:00

Kolejarze walczą o emerytury pomostowe. Jeśli szybko nie dogadają się z rządem, w grudniu należy się spodziewać kolejnych blokad torów.

Blokady przewozów towarowych? Mogą być procesy

Kolejarze walczą o emerytury pomostowe. Jeśli szybko nie dogadają się z rządem, w grudniu należy się spodziewać kolejnych blokad torów.

Dotychczas odbyły się dwie akcje protestacyjne kolejarzy, domagających się zmian w rządowym projekcie ustawy o emeryturach pomostowych. 6 listopada kolejowa "Solidarność" i Federacja Związków Zawodowych Pracowników PKP zablokowały na dwie godziny węzły kolejowe w Bydgoszczy i w Katowicach. Podczas drugiego protestu, 19 listopada, kolejarze zablokowali tory w Krakowie i Białogardzie.

Za późno na rozmowy

Kierownictwo Grupy PKP wciąż powtarza, że spółka nie jest stroną w sporze. Protesty są formą dialogu związków z rządem, który zaostrzył kryteria przyznawania emerytur pomostowych pracownikom kolei wykonującym najbardziej wyczerpujące psychicznie i fizycznie zawody — maszynistom, kontrolerom ruchu. Skutki strajków uderzają w przewoźników niejako rykoszetem. Związkowcy ostrzegają, że są gotowi blokować tory do skutku. Tymczasem przedstawiciele Ministerstwa Pracy twierdzą, że nie ma o czym rozmawiać, ponieważ ustawa przeszła już przez Sejm i Senat. Teraz czeka tylko na podpis albo weto prezydenta. Jest już zatem za późno na zmiany. Związki nie przyjmują tego do wiadomości. Najbliższe blokady zaplanowały na 9 grudnia. Jednak data nie jest jeszcze pewna, gdyż związkowcy przyjęli strategię informowania o kolejnym proteście na dobę przed jego rozpoczęciem. Jeżeli kilkugodzinne blokady torów nie przyniosą efektu, kolei grozi nawet strajk generalny.

Na razie trwa liczenie strat spowodowanych dotychczasowymi akcjami.

— Wciąż jeszcze wyliczamy, ile nas kosztowały protesty związków. Teraz mogę powiedzieć, że straciliśmy kilkadziesiąt tysięcy złotych — mówi Michał Wrzosek z PKP.

Na te straty składa się koszt zwróconych biletów, zorganizowania komunikacji zastępczej czy napojów wydanych pasażerom oczekującym na połączenie. Trzeba było opłacić także dodatkowe patrole Straży Ochrony Kolei.

Na drugim planie

Michał Wrzosek podkreśla też, że niewiele brakowało, a straty byłyby znacznie większe. Przede wszystkim protesty niemal nie dotknęły kolejowego transportu towarowego. Nie było więc poważnych kosztów związanych z przestojami albo niedostarczeniem ładunku. Stanisław Kokot, rzecznik SKK NFZZ "Solidarność", tłumaczył prasie, że gdyby związki zablokowały tylko ruch pociągów towarowych, nikt nie zwróciłby uwagi na ich postulaty.

Władze PKP chcą dochodzić odszkodowania od organizatorów protestów. A co czeka branżę transportową w przypadku strajku generalnego?

— Nie wierzę, że kolejarze zatrzymają ruch w całym kraju. Związki zawodowe są za słabe. Mogą najwyżej zablokować tory na cztery-sześć godzin. Jeżeli przez blokadę skład nie dotrze na czas do miejsca przeznaczenia i stanie praca w jakimś zakładzie produkcyjnym, to przewoźnik wystąpi do zarządcy infrastruktury, czyli do spółki PKP PLK, o wielomilionowe odszkodowanie. Ta będzie go dochodzić od organizatorów protestu. Rzecz jasna, wyegzekwowanie takich pieniędzy od związków jest niemożliwe, więc ponieważ PKP PLK należy do państwa, na takie odszkodowanie zrzucimy się wszyscy — podsumowuje Piotr Kazimierowski, prezes związku pracodawców Forum Transportu Szynowego.

Agata Hernik