Grupa chadecka liczy na mandaty

opublikowano: 07-03-2019, 22:00

Bytność w naszym kraju Jensa Stoltenberga, sekretarza generalnego Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO) to już polityczno-dyplomatyczna powszedniość.

Obecna dwudniowa wizyta ma charakter świąteczny, poprzedza wypadającą we wtorek 12 marca okrągłą, 20. rocznicę przystąpienia do sojuszu trzech państw: Polski, Czech i Węgier. Poza oczywistymi spotkaniami z prezydentem i premierem, szef administracji NATO weźmie także udział w posiedzeniu liderów Europejskiej Partii Ludowej (EPL), którzy zjechali do warszawskiego hotelu Victoria. Podyskutuje m.in. z Manfredem Weberem, obecnym szefem grupy EPL w Parlamencie Europejskim (PE), kandydatem na przewodniczącego Komisji Europejskiej (KE) w kadencji 2019-24. Tematem panelu będzie regionalne bezpieczeństwo, z uwzględnieniem relacji między Unią Europejską a NATO. Obie organizacje wiele łączy, ale także — ze względu na pierwiastek amerykański w sojuszu — sporo dzieli.

Manfred Weber liczy, że partie Grzegorza Schetyny i Władysława Kosiniaka-Kamysza w nowej kadencji pozostaną filarami EPL.
Zobacz więcej

Manfred Weber liczy, że partie Grzegorza Schetyny i Władysława Kosiniaka-Kamysza w nowej kadencji pozostaną filarami EPL. Fot. Mateusz Włodarczyk

Chadecko-ludowa międzynarodówka EPL znajduje się obecnie na zakręcie. Od początku bezpośrednich wyborów do PE, czyli od 1979 r. jest największą i najbardziej decyzyjną partią europejską, przyzwyczajoną do pociągania za sznurki. Jej barwy reprezentują obecnie wszystkie trzy najważniejsze osobistości: Donald Tusk, przewodniczący Rady Europejskiej, czyli kolegialnej głowy wspólnoty; Jean-Claude Juncker, przewodniczący KE, czyli gabinetu; Antonio Tajani, przewodniczący PE, czyli izby prawodawczej (drugą jest ministerialna Rada UE). Przy czym pięcioletnia kadencja PE dzielona jest w formule dżentelmeńskiej umowy na 2,5-roczne połówki, w pierwszej przewodniczącym był Martin Schulz z centrolewicowej międzynarodówki S&D.Nadchodzące wybory, które odbędą się w długi weekend 23-26 maja 2019 r. (u nas ostatniego dnia), mogą jednak przeorać PE. Obecnie EPL ma w 751-osobowej izbie 217 mandatów, czyli 28,9 proc. W okrojonym do 705 foteli nowym składzie może liczyć sondażowo na 181 miejsc, co będzie stanowiło już tylko 25,7 proc. Nikt nie wie, jak bardzo PE się rozdrobni i czy taki stan wystarczy do zachowania pakietu kontrolnego.

Dosłownie każdy mandat z Polski jest zatem dla EPL na wagę złota. Międzynarodówka z naturalną radością przyjęła utworzenie w naszym kraju Koalicji Europejskiej. Sondaże falują, ale spośród 52 polskich mandatów zjednoczona lista opozycyjna może wywalczyć ich mniej więcej tyle, ile obecni władcy kraju — w granicach 21-23. Pięć lat temu startująca samodzielnie PO zdobyła 19 mandatów, zaś również samodzielne PSL — 4. Do EPL obie partie wniosły zatem 23 szable. Gdyby 26 maja 2019 r. prognozy się potwierdziły, to polski wkład byłby arytmetycznie zbliżony, zaś wewnątrz EPL relatywnie silniejszy. Trzeba jednak uwzględnić pewien drobiazg. Otóż na liście Koalicji Europejskiej znajdą się także delegaci partii, którzy po zdobyciu mandatów zasilą w Brukseli/Strasburgu grupy konkurencyjne wobec chadecko-ludowej. Weterani SLD oczywiście wejdą do S&D, kandydaci Nowoczesnej — do liberałów (przynajmniej tak pozycjonował swoją partię Ryszard Petru), a jeśli załapie się na mandat jakiś Zielony — to również dołączy do swojaków. Zatem realne zasilenie grupy EPL w kadencji 2019-24 deputowanymi z Polski to na razie ciemna liczba, na pewno bliższa przedziałowi 13-15 niż 21-23. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu