Częstochowska spółka odpuszcza giełdę i zagranicę. Chce w Polsce zwiększać zyski.
Zarządzająca siecią terminali umożliwiających sprzedaż doładowań telefonii komórkowej, akceptację kart płatniczych i opłacanie rachunków częstochowska Grupa Lew liczy, że zawarta pod koniec maja umowa dotycząca instalacji terminali w placówkach mPunkt Polska będzie tylko wstępem do tegorocznej ekspansji. W najbliższym czasie grupa chce podpisać umowę z jeszcze większą siecią handlową.
— Obecnie obsługujemy niecałe 6,5 tys. sklepów, w których pracuje około 7,5 tys. terminali. Do końca roku chcemy zwiększyć ich liczbę do 9 tys., natomiast liczba sklepów, w których są zainstalowane, wzrośnie do 8 tys. — zapowiada Andrzej Basiak, prezes Grupy Lew.
Terminale Grupy Lew działają głównie w zachodniej i środkowej Polsce. W 2009 r. przysporzyły firmie 457 tys. zł zysku netto i 3,4 mln zł na poziomie EBITDTA. W 2010 r. zysk netto ma wzrosnąć do co najmniej 1 mln zł, przy przychodach 300 mln zł. W 2009 r. było to 275 mln zł. Aż 270 mln zł stanowiła działalność w segmencie telefonów pre-paid. Ta struktura niewiele się zmieni.
— Z planowanych dodatkowych 25 mln zł przychodów 15-20 mln zł przypadnie na doładowania telefonów. Ale są one traktowane jako produkt, więc cała ich wartość jest księgowana jako przychód. Przychodem z pośrednictwa pieniężnego są zaś tylko prowizje, a więc czysta marża — wyjaśnia prezes.
Spółka, której 29,6 proc. udziałów ma MCI Management, nie wraca na razie do planów giełdowych z 2008 r. W związku z kryzysem zrezygnowała też z ekspansji na Ukrainę. Przyglądała się co prawda rynkom czeskiemu i słowackiemu, ale doszła do wniosku, że ich potencjał jest zbyt mały.