Grzeszczak: Najbardziej opłaca się inwestować w ludzi

Adrenalinę i szybki zysk daje kasyno. Prywatne pieniądze lepiej lokować rozważnie - uważa Dariusz Grzeszczak, prezes Erbudu

Przeczytaj wywiad i dowiedz się:

  • jaki portfel inwestycyjny buduje Dariusz Grzeszczak
  • w co radzi inwestować
  • czy lubi ryzyko
  • dlaczego kupuje sztukę, ale jej nie sprzedaje

„PB”: W jaki sposób pomnaża pan prywatne oszczędności, akcje, lokaty, obligacje, dzieła sztuki?

Dariusz Grzeszczak: Najpierw odpowiem nieco patetycznie: najważniejszą inwestycją w życiu człowieka jest wykształcenie i wychowanie dzieci. Pragmatycznie: 20 proc. warto zainwestować w akcje, a 80 proc. w obligacje. Obie odpowiedzi mają wspólny mianownik - ważne jest, żeby dzieci były mądre i nie roztrwoniły tego, co zarobimy na inwestowaniu.

Co do sztuki - nie rozumiem ludzi, którzy kupują obrazy, żeby je sprzedać z zyskiem. Jeśli rzeźba lub obraz mi się podoba, kupuję je właśnie po to, żeby ich nie sprzedawać, tylko cieszyć się pięknem.

Czym kieruje się pan, wybierając produkty inwestycyjne?

Różnie. Wierzę w nową energię. Wierzę w rynek ochrony zwierząt. Wierzę w dobrze zarządzane spółki technologiczne. Wierzę też w wielkie polskie firmy, które prowadzą z sukcesami ekspansję zagraniczną. Uważam, że warto je wspierać i dokapitalizowywać - to taki nowoczesny patriotyzm. Kiedy spaceruję po Oxford Street lub Times Square i widzę polską sieciówkę, która ma swój sklep obok wielkich światowych graczy, myślę sobie, że to fajnie, że jestem jakąś częścią tego sukcesu.

Ważniejsze jest ograniczanie ryzyka, czy maksymalizacja zysku? Czy prywatnie lubi pan ryzykowne inwestycje?

Prywatnie nie bardzo. Biznesowo właściwie też nie. Mały margines ryzyka dopuszczam, w porywach 10 proc.

Co było pana najbardziej udaną inwestycją w życiu, a co najgorszą?

Najlepsza był oczywiście inwestycja w firmę, czyli w ludzi. W Mariolę, która zaczynała u nas jako sekretarka, a dziś jest prezesem jednej z naszych spółek, w Agnieszkę, która jest z nami od kilkunastu lat, zajmuje się finansami – zaczynała od małych liczb, a dziś kontroluje już 3 mld zł, które mamy w portfelu. W Józefa, w Jacka i wielu innych, którzy zbudowali tę firmę, rozwinęli ją i rozwijają nadal. A najgorsza? Kupiłem kiedyś drogi zegarek, ale okazało się, że pokazuje ten sam czas, co mój smartfon.

Jak postrzega pan obecną sytuację w gospodarce i na rynkach: lepiej teraz chronić kapitał czy agresywnie inwestować?

Nigdy agresywnie, nawet jak na ulicy panuje chaos, szaleje inflacja czy leje się krew. Dla mnie perspektywa inwestycyjna to minimum 10 lat. Działam długoterminowo. Dopuszczam błędy i sezonowy spadek, ale liczy się ogólny rozrachunek. Gdybym potrzebował adrenaliny i szybkiego zysku, poszedłbym do kasyna.

Jest jeszcze jedna sprawdzona zasada: nie wkładaj wszystkich jajek do jednego koszyka. Tą samą zasadą kieruję się w biznesie, dlatego opieram się różnym podmuchom wiatru, a czasem z wiatrem lecę.

Jakie ma pan rady dla czytelników „PB” w zakresie inwestowania?

No jak to jakie? Inwestuj w innowacyjne spółki budowlane. To przecież oczywiste!

Dariusz Grzeszczak urodził się w 1962 r. Ukończył studia na Wydziale Budowy Maszyn Politechniki Gdańskiej. W latach 1986–93 pracował w Polmozbycie Toruń.

W 1990 r. wraz z ojcem, Erykiem, założył spółkę Erbud. W jej zarządzie zasiada od 1993 r. - wkrótce miną trzy dekady jego pracy w grupie. W 2006 r. Erbud przekształcił się ze spółki z ograniczoną odpowiedzialnością w akcyjną, a rok później zadebiutował na GPW.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane