Hasło - przyjęcie euro, odzew - referendum

Adam Sofuł
opublikowano: 2008-09-19 00:00

Skoro premier Donald Tusk rzucił hasło przyjęcia euro w 2011 roku (skądinąd nierealne, dlatego w późniejszych wypowiedziach mowa już tylko o spełnieniu w tym terminie kryteriów), to z ław opozycji, zwłaszcza Prawa i Sprawiedliwości, musiała paść oczekiwana odpowiedź: referendum. Odpowiedź chybiona.

Kwestia przyjęcia euro została już rozstrzygnięta. Polska, przyjmując traktat akcesyjny — a jakże, w referendum — zobowiązała się do przyjęcia wspólnej waluty. Wielka Brytania i Dania zastrzegły sobie prawo do decyzji w sprawie przyjęcia euro. My nie. Na referendum, czy przyjąć euro, jest za późno. Można oczywiście zorganizować referendum w sprawie terminu przyjęcia wspólnej waluty, ale to zupełnie inna historia, na dodatek jest to zbyt techniczna kwestia, by mogła podlegać ogólnonarodowemu referendum. Podobnie jak referendum nie rozstrzyga o wysokości stóp procentowych.

Rozmowa o referendum jest więc zepchnięciem dyskusji na manowce. Tymczasem w sprawie euro jest o czym rozmawiać i to namiętnie. Nie jest całkiem bezzasadny argument, że wyrzeczenie się własnej polityki monetarnej nie musi być korzystne w każdej sytuacji gospodarczej (choć za polską polityką monetarną najczęściej tęsknią najzagorzalsi krytycy naszego banku centralnego), warto się zastanowić nad kursem przyjęcia euro, tempem spełniania kryteriów. Rzucenie przez premiera hasła "euro 2011" stwarza szanse na rozpoczęcie takiej dyskusji. Czas najwyższy.