Hazardowe „lub czasopisma"

Dawid TokarzDawid Tokarz
opublikowano: 2015-11-02 22:00

Resort finansów tak poprawiał własne legislacyjne błędy, że popełnił kolejny. Zamiast zaszkodzić — pomógł operatorom automatów z szarej strefy

3 września 2015 r. weszła w życie nowelizacja ustawy hazardowej, przygotowana przez Ministerstwo Finansów (MF). Jej oficjalnym celem było dostosowanie prawa do przepisów unijnych. Nieoficjalnym — naprawienie błędów, popełnionych przez MF przy ekspresowym uchwalaniu ustawy w 2009 r. Plan dobry, gorzej z wykonaniem — grozi nam kolejna afera w stylu niesławnego „lub czasopisma”.

Błąd pierwszy

Uchwalone po tzw. aferze hazardowej prawo miało uderzać głównie w operatorów automatów o niskich wygranych, ustawianych w barach, sklepach czy na stacjach benzynowych. Tzw. jednoręcy bandyci mieli sukcesywnie, do końca 2015 r. znikać z ulic, wraz z wygasaniem zezwoleń. I tak się dzieje — przez sześć lat liczba maszyn spadła z ponad 53 tys. do 1 tys. Sukces? Niekoniecznie. Miejsca legalnych automatów zajęły te bez żadnych zezwoleń i niepłacące podatku od gier. Według szacunków policji i celników, jest ich ok. 20 tys., według branży hazardowej — nawet dwa razy więcej. Roczne zyski ich właścicieli mogą sięgać 2 mld zł. Tak wielki rozrost szarej strefy był możliwy, bo uchwalając prawo w 2009 r., MF nie notyfikował w UE tzw. przepisów technicznych, głównie zakazu urządzania gier na automatach poza kasynami. Operatorzy automatów uznawali, że nowe prawo nie może być egzekwowane, i otwierali kolejne punkty, a celnicy konfiskowali maszyny — przez pięć ostatnich lat zatrzymali ich prawie 45 tys. Spora część wróciła jednak do właścicieli, bo część prokuratur i sądów uznawała argumenty o niemożności stosowania przepisów, których nie notyfikowano.

Błąd kolejny

MF chciało rozwiać te wątpliwości i przy okazji nowelizacji ustawy, pod pozorem zmian redakcyjnych, notyfikować sporne przepisy techniczne. Równocześnie uchwalono jednak przepis przejściowy, który m.in. operatorom automatów daje czas do 1 lipca 2016 r. na dostosowanie się do nowelizacji. Zdaniem właścicieli legalnychkasyn, firmy z szarej strefy zyskały tym samym nowy pretekst do „legalizowania” swojej działalności.

— Taka interpretacja jest błędna. Przepis dotyczy tylko przedsiębiorców prowadzących legalną działalność — zapewnia Wiesława Dróżdż, rzecznik MF.

Zdaniem rozmówców „PB”, tak byłoby, gdyby sporny artykuł mówił o podmiotach prowadzących działalność „w zakresie i na warunkach” określonych ustawą (te warunki to choćby konieczność posiadania koncesji czy zezwolenia).

— Tymczasem mowa jest o podmiotach prowadzących działalność jedynie „w zakresie” m.in. gier na automatach. Czyli ktoś, kto do 3 września działał bez zezwolenia, bo uważał, że pozwala mu na to brak notyfikacji ustawy, teraz może powoływać się na ten przepis przejściowy — nie kryje irytacji dyrektor jednego z operatorów kasyn. Jego słowa nie bez satysfakcji potwierdza Stanisław Matuszewski, szef izby zrzeszającej operatorów jednorękich bandytów.

— Przepis przejściowy pozwala każdemu na prowadzenie punktów z automatami, zgodnie z zasadą wolności gospodarczej — przekonuje StanisławMatuszewski.

Szybko i klops

O tym, że taka interpretacja nie jest pozbawiona podstaw, świadczą świeże decyzje wałbrzyskiego sądu i cieszyńskiej prokuratury. Pierwszy zwrócił zajęty przez celników automat właścicielowi, w uzasadnieniu pisząc m.in.: „od 3 września podmioty prowadzące działalność w zakresie gier na automatach mogą taką działalność prowadzić, o ile uzyskają koncesję na prowadzenie kasyna, ale ustawodawca zakreślił im czas do 1 lipca 2016 r.”. Prokuratura z Cieszyna odmówiła natomiast zatwierdzenia zatrzymania automatu przez celników, uznając,że było to bezprawne. Uzasadnienie? Prawie identyczne, jak wałbrzyskiego sądu. Z katastrofalną dla MF puentą: „nie sposób nikogo pociągać do odpowiedzialności za złamanie przepisów ustawy o grach hazardowych, ponieważ nie upłynął jeszcze wskazany termin” [czyli 1 lipca 2016 r. — przyp. aut.]. Zdaniem rozmówców „PB”, sprawa wymaga wyjaśnienia także ze względu na podejrzanie szybki tryb wprowadzenia tego przepisu, tuż przed końcem prac legislacyjnych. Z informacji zamieszczonych na stronie Rządowego Centrum Legislacji wynika, że pierwszy raz pojawił się 19 maja 2015 r., w piśmie wiceministra finansów Jarosława Nenemana do Małgorzaty Hirszel, sekretarza Komitetu Stałego Rady Ministrów. Jako jedna z poprawek powstałych w wyniku prowadzenia uzgodnień z Komisją Europejską. W ciągu kilku dni poprawki te, w tym feralny przepis przejściowy, zostały przyjęte w tzw. trybie obiegowym przez komitet stały, a następnie cały rząd. Równolegle zaakceptowały je podkomisja i komisja sejmowa. Wszystko odbyło się szybko i praktycznie bez żadnej dyskusji. Kolejny raz MF boleśnie przekonuje się, że gdy idzie o hazard, to „nie zawsze szybko znaczy dobrze”.

Hazard lubi kontrowersje

W Polsce niemal każda zmiana prawa, regulującego hazard (a za III RP było ich kilkadziesiąt) budzi wielkie kontrowersje, a nawet podejrzenia o łapówki dla posłów czy prokuratorskie śledztwa. Już w 1992 r. na łapówki dla polityków miało rzekomo pójść około 2 mln zł, a kolejne nowele miały być coraz droższe. Bank Światowy w raporcie o korupcji w Polsce pisał, że ta z 2000 r. „kosztowała” prawie 13 mln zł, a przy tej z 2003 r., kiedy legalizowano automaty o niskich wygranych i wprowadzano korzystne dla tego sektora opodatkowanie, na „zbożny” cel – według pogłosek medialnych – miało pójść ponad 20 mln zł. Ostatnie wielkie zamieszanie datowane jest na 2009 r., kiedy to „Rzeczpospolita” opublikowała stenogramy nagrań rozmów Zbigniewa Chlebowskiego, ówczesnego szefa klubu parlamentarnego Platformy Obywatelskiej, z biznesmenami z branży hazardowej, dotyczące kształtu kolejnej nowelizacji. W rezultacie tego wydarzenia poseł musiał odejść z polityki, a Donald Tusk dokonał rekonstrukcji rządu.

KALENDARIUM

19 listopada 2009 r.

W rezultacie tzw. afery hazardowej Sejm uchwala ustawę o grach hazardowych, której głównym celem jest stopniowa, do 2015 r., likwidacja sektora automatów o niskich wygranych. Zmiany, polegające na drastycznym ograniczeniu liczby jednorękich bandytów i przeniesieniu ich z polskich ulic do kasyn, przeforsowano w ekspresowym tempie i bez koniecznego powiadomienia Komisji Europejskiej. Na ten błąd powołują się operatorzy automatów, twierdząc, że nienotyfikowane prawo nie obowiązuje. Ich argumenty podziela część polskich sądów, zwracając właścicielom zabierane przez celników automaty.

3 września 2015 r.

Po kilku latach spór celników z „automaciarzami”, mimo że zajmowały się nim Naczelny Sąd Administracyjny, Sąd Najwyższy, Trybunał Konstytucyjny i Trybunał Sprawiedliwości UE, wciąż nie jest ostatecznie rozstrzygnięty. Resort finansów postanawia więc notyfikować sporne przepisy (choć minimalnie zmienione) i ostatecznie rozwiać wątpliwości. To się udaje. Nowelizacja wchodzi w życie na początku września, ale wraz z dziwnym przepisem przejściowym, który m.in. operatorom automatów daje czas do 1 lipca 2016 r. na dostosowanie się do zmian.

1 lipca 2016 r.

Przez wrześniowy błąd resortu finansów firmy działające w szarej strefie zyskują nowy świetny pretekst do udowadniania legalności działalności. Mają na to 10 miesięcy. Czy po 1 lipca 2016 r. automaty znikną z polskich ulic? Nie wiadomo. Według informacji „PB” po tym terminie „automaciarze” zamierzają powoływać się na nieprawidłową notyfikację ustawy. Chodzi m.in. o to, że z Komisją Europejską nie skonsultowano ostatecznej wersji nowelizacji.

LICZBY

2tys. zł Tyle miesięcznie podatku od gier płacą właściciele legalnych automatów od każdej maszyny.

480 mln zł Tyle traci rocznie fiskus na funkcjonowaniu szarej strefy automatów, przy założeniu że w całym kraju jest ich 20 tys., jak twierdzą celnicy i policja...

960 mln zł ...a tyle, jeśli prawdziwe są szacunki branży hazardowej, mówiące o 40 tys. maszyn.

 

KALENDARIUM

19 listopada 2009 r.

W rezultacie tzw. afery hazardowej Sejm uchwala ustawę o grach hazardowych, której głównym celem jest stopniowa, do 2015 r., likwidacja sektora automatów o niskich wygranych. Zmiany, polegające na drastycznym ograniczeniu liczby jednorękich bandytów i przeniesieniu ich z polskich ulic do kasyn, przeforsowano w ekspresowym tempie i bez koniecznego powiadomienia Komisji Europejskiej. Na ten błąd powołują się operatorzy automatów, twierdząc, że nienotyfikowane prawo nie obowiązuje. Ich argumenty podziela część polskich sądów, zwracając właścicielom zabierane przez celników automaty.

3 września 2015 r.

Po kilku latach spór celników z „automaciarzami”, mimo że zajmowały się nim Naczelny Sąd Administracyjny, Sąd Najwyższy, Trybunał Konstytucyjny i Trybunał Sprawiedliwości UE, wciąż nie jest ostatecznie rozstrzygnięty. Resort finansów postanawia więc notyfikować sporne przepisy (choć minimalnie zmienione) i ostatecznie rozwiać wątpliwości. To się udaje. Nowelizacja wchodzi w życie na początku września, ale wraz z dziwnym przepisem przejściowym, który m.in. operatorom automatów daje czas do 1 lipca 2016 r. na dostosowanie się do zmian.

1 lipca 2016 r.

Przez wrześniowy błąd resortu finansów firmy działające w szarej strefie zyskują nowy świetny pretekst do udowadniania legalności działalności. Mają na to 10 miesięcy. Czy po 1 lipca 2016 r. automaty znikną z polskich ulic? Nie wiadomo. Według informacji „PB” po tym terminie „automaciarze” zamierzają powoływać się na nieprawidłową notyfikację ustawy. Chodzi m.in. o to, że z Komisją Europejską nie skonsultowano ostatecznej wersji nowelizacji.

LICZBY

2tys. zł Tyle miesięcznie podatku od gier płacą właściciele legalnych automatów od każdej maszyny.

480 mln zł Tyle traci rocznie fiskus na funkcjonowaniu szarej strefy automatów, przy założeniu że w całym kraju jest ich 20 tys., jak twierdzą celnicy i policja...

960 mln zł ...a tyle, jeśli prawdziwe są szacunki branży hazardowej, mówiące o 40 tys. maszyn.