W ręce Iskry, ukraińskiego producenta źródeł światła, który jest w dziesiątce pod względem wielkości firm oświetleniowych w Europie, trafiła katowicka Fabryka Żarówek Helios. Za 13,92 mln zł Iskra kupiła od skarbu państwa 85 proc. akcji spółki, która w 2010 r. zarobiła na czysto 1,23 mln zł przy blisko 18 mln zł sprzedaży. Wygrała z deweloperami, którzy chcieli kupić firmę dla nieruchomości.
— Od lat łączą nas kontakty handlowe. To głównie od Iskry, a nie z Dalekiego Wschodu, kupujemy materiały i półfabrykaty, m.in. szkło, elektrody czy żarniki. Teraz połączymy siły i wykorzystamy efekt synergii rynkowej, produktowej, technicznej i technologicznej — mówi Adam Szabla, prezes Heliosa.
Ekspansja dinozaura
— To, że Helios trafił do portfela ukraińskiej spółki, która również zajmuje się produkcją i może go doinwestować, to pozytywny sygnał — komentuje Marek Orłowski, prezes Polskiego Związku Przemysłu Oświetleniowego. Jego zdaniem dla polskiej firmy oznacza to podtrzymanie długoletniej tradycji wytwarzania źródeł światła. — Firmy, które z założenia chcą prowadzić biznes o znaczeniu bardziej lokalnym, najczęściej ze specjalistycznym asortymentem, mogą uniknąć konieczności importu z krajów Dalekiego Wschodu. Tam, gdzie w grę wchodzi globalny biznes i produkcja na szeroką skalę, trzeba korzystać ze wszystkich możliwości, uwzględniając optymalne rozwiązania — mówi Bogumił Stepan, prezes konkurencyjnego Osramu.
Konsolidacje na rynku firm oświetleniowych nie są niczym szczególnym. W tym roku Osram kupił Siteco, Traxon oraz Encelium, dzięki czemu może oferować także iluminacje zewnętrzne czy oświetlenie drogowe. Oleg Dubisz, wiceprezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej, przypomina, że Iskra kupiła też spółkę w Czechach i będzie sprzedawać produkty pod własną marką także w Polsce.
— Była czołowym producentem żarówek w byłym ZSRR i jest jednym z tych dinozaurów, którym udała się prywatyzacja. Dziś konkuruje m.in. z General Electric czy Philipsem. Dla tego ostatniego produkuje żarówki — mówi Oleg Dubisz.
Wejście Iskry nie wpłynie na zmianę charakteru Heliosa (produkcyjno-handlowego) ani zmniejszenie zatrudnienia (130-200 osób). Helios liczy, że wejście ukraińskiego giganta otworzy mu drogę do intratnych zleceń.
— Wytwarzamy specjalistyczne, trudne i zarazem wysokomarżowe produkty oświetleniowe, podczas gdy Iskra dostarcza głównie dla odbiorcy masowego. Dotąd nie mogliśmy skutecznie ubiegać się o sprzedaż na rynkach krajów dawnego Związku Radzieckiego. Liczymy, że z pomocą Iskry zaczniemy eksportować na nowe rynki, a także umocnimy sie na dotychczasowych, z uwagi na poszerzenie wolumenu oferowanych wyrobów, dzięki dostępowi do tańszych i dobrych jakościowo materiałów oraz półfabrykatów — mówi Antoni Szabla.
Aktywna Ukraina
Eksperci przewidują, że ukraińskich inwestycji będzie przybywać. Jak wynika z danych Narodowego Banku Polskiego, na koniec 2009 r. ich łączna wartość w Polsce — po dwóch latach odpływu — wyniosła 290,6 mln EUR. Z kolei resort spraw zagranicznych szacuje, że do lipca 2011 r. inwestycje Związku Przemysłowego Donbasu w Hucie Częstochowa i Stoczni Gdańsk oraz UkrAVTO/AvtoZAZ w FSO na Żeraniu wyniosły 600 mln USD. Inni ukraińscy inwestorzy to Grupa Priwatbanku, która kupiła pakiet akcji Huty Pokój z Rudy Śląskiej, czy Nemiroff, producent alkoholi.
— Przykład UkrAVTO/AvtoZAZ nie jest miarodajny, bo to firma z branży samochodowej, którą dotknął kryzys. Nawet najwięksi giganci korzystali z pomocy rządowej. Obserwujemy teraz duże zainteresowanie ukraińskich firm inwestycjami w Polsce. Nie tylko ze strony oligarchicznego biznesu, ale też małych i średnich firm. Do naszej izby zgłasza się coraz więcej ukraińskich przedsiębiorców, którzy chcą otwierać firmy w Polsce z myślą o zdobywaniu rynków Unii Europejskiej — mówi Oleg Dubisz.
Większą aktywność sąsiadów obserwuje też Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagraniczych (PAIIZ).
— Obok potentatów z Donbasu coraz częściej na polskim rynku pojawiają się mniejsze ukraińskie firmy. To całkowicie naturalne w przypadku graniczących ze sobą krajów. Świetny przykład to inwestycje czeskie w Polsce. Jest ich mnóstwo. Na co dzień nie dostrzega się, że inwestorami nie muszą być tylko Amerykanie czy Francuzi, ale mogą być także mniejsi sąsiedzi — uważa Sławomir Majman, prezes PAIIZ.