W najbliższą niedzielę kolejny odcinek programu „Państwo w państwie”, powstającego przy współpracy Telewizji Polsat i „Pulsu Biznesu”. Naszym celem jest nagłaśnianie jaskrawych przypadków bezlitosnego, ale również bezprawnego niszczenia ludzi i firm przez organy ścigania i urzędników.
Tym razem przedstawiamy działania katowickich śledczych, którzy na podstawie zmyślonych zeznań leczącej się psychiatrycznie osoby zniszczyli Aleksandra Brodę, byłego generalnego konserwatora zabytków, i Krzysztofa Stacherczaka, znanego częstochowskiego biznesmena. Broda przesiedział w areszcie rok. Stracił stanowisko i dobre imię. Stacherczak dwa razy dłużej. Jego firma podupadła.
Ścigający ich prokurator Prokuratury Okręgowej w Katowicach Tomasz Tadla awansował. Niedawno oskarżył Ryszarda Krauzego, prezesa i właściciela Prokom Investments, o działanie na szkodę jego spółki. Sąd sprawę umorzył. Prokurator Tadla był też w grupie prokuratorów prowadzących śledztwo w sprawie Barbary Blidy (popełniła samobójstwo). W 2008 r. był przesłuchiwany przez sejmową komisję śledczą.
Okrutna zemsta
23 listopada 2001 r. Aleksander Broda, generalny konserwator zabytków w rządzie Leszka Millera, jak zwykle o godz. 8 rano przyszedł do swojego biura w Ministerstwie Kultury w Warszawie. Nie zdążył jeszcze zaparzyć kawy, gdy do gabinetu wpakowała mu się ekipa policjantów z elitarnej grupy do zwalczania korupcji. Miał jednak szczęście. Gościom tak zapachniała kawa, że nie odmówili poczęstunku. Potrafili się jednak odwdzięczyć. Z biura wyprowadzili Brodę bez kajdanek na rękach.
— Zachowali się przyzwoicie — wspomina Aleksander Broda. Informację o zatrzymaniu wysokiego rangą urzędnika państwowego pod zarzutem korupcji podały telewizje. Wieczorem tego samego dnia premier Miller odwołał Brodę ze stanowiska. Najważniejszy konserwator zabytków został aresztowany pod zarzutem korupcji. Miał przyjąć 16 tys. zł łapówki za „załatwienie” biznesmenowi Krzysztofowi Stacherczakowi państwowej dotacji wysokości 140 tys. zł na renowację zrujnowanego XVIII-wiecznego spichlerza. Mimo zapewnień o niewinności i wstawiennictwu ojców paulinów z Jasnej Góry oraz Polskiej Rady Biznesu ląduje za kratkami — na 12 miesięcy.
— W miejscowości Borowno niszczał zabytkowy spichlerz. Urządzali w nim sobie imprezy lokalni „miłośnicy zabytków”. Palili ogniska. Wszędzie pełno było potłuczonych butelek i śmieci. Serce się krajało, gdy się na to patrzyło — opowiada Aleksander Broda.
W 1997 r. ruiny spichlerza za symboliczną kwotę od spółdzielni kółek rolniczych odkupił częstochowski biznesmen Krzysztof Stacherczak. Rok później konserwator zabytków Broda przyznał mu dotację na odbudowę i przeniesienie spichlerza.
— Wszystko odbyło się zgodnie z prawem — zapewnia Aleksander Broda. Stacherczak miał ambitny plan.
— Chciałem, aby ten zabytek odżył i służył ludziom. Planowałem urządzić w nim restaurację po przeniesieniu go w ciekawsze krajobrazowo miejsce — mówi przedsiębiorca.
Nie było mu dane.
Zarzuty korupcyjne wobec obu panów prokuratura oparła na zeznaniach byłej pracownicy Krzysztofa Stacherczaka.
— Była jedynym świadkiem. Wymyśliła sobie, że widziała, jak Stacherczak wręcza mi łapówkę — mówi Broda. Biznesmen podejrzewa zemstę.
— Pracowała w mojej firmie, jednak została zwolniona. W ramach zemsty oskarżyła nas o łapówki. Wiedziałem, że leczyła się psychiatrycznie. Jestem pewny, że została użyta przeciwko nam. W sądzie odwołała swoje zeznania ze śledztwa — podkreśla Krzysztof Stacherczak.
Sprawę dotacji badała Najwyższa Izba Kontroli. Nie stwierdziła nieprawidłowości. W 2007 r. sąd uniewinnił Aleksandra Brodę i Krzysztofa Stacherczaka od zarzutów korupcyjnych. Dopatrzył się jednak uchybień w nadzorze nad pracami związanymi ze spichlerzem.
— To były drobne uchybienia, np. oznaczenie drewnianych belek z rozebranego spichlerza farbą zamiast metalowymi blaszkami — tłumaczy Broda.
Sąd był surowy. Broda dostał rok więzienia i 75 tys. zł grzywny. Stacherczak dostał 2 lata więzienia i 80 tys. zł grzywny za wyłudzenie drugiej transzy dotacji, nie mając pozwolenia na budowę i kosztorysu planowanej inwestycji. Czas aresztu zaliczono im na poczet kary.
Sprawa dotarła do Sądu Najwyższego, który na początku 2011 r. uchylił te wyroki dopatrując się błędów w procesie. Nakazał proces o spichlerz rozpocząć od nowa.
Złamane kariery
— Nigdy nie przyjmowałem żadnych łapówek. Zależało mi tylko na uratowaniu tego wartościowego zabytku — kończy swą opowieść Aleksander Broda.
Nigdy już nie został urzędnikiem państwowym. Po opuszczeniu aresztu założył firmę świadcząca usługi w zakresie doradztwaw sprawach obiektów zabytkowych.
Krzysztof Stacherczak nie ukrywa żalu.
— Rozwijałem firmę. Miałem umowę na duże pieniądze z operatorem kina. Mogłem zarobić dziesiątki milionów złotych. Z powodu aresztowania moje interesy podupadły. Ledwo uratowałem firmę — mówi biznesmen.
Spichlerz musiał sprzedać znajomemu. Dziś odbudowany obiekt przeżywa drugą młodość w Olsztynie koło Częstochowy. Mieści się w nim znana i lubiana restauracja.
Z prokuratorem Tadlą nie udało nam się skontaktować.
LIST
Wskazujcie konkretnych ludzi, którzy dopuścili się bezprawia
Szanowni Państwo,
Gorąco kibicuję Waszej akcji! Ten program ma szansę dołożyć swoją cegiełkę do niezbędnej tamy dla samowoli urzędniczej i wykorzystywania aparatu ścigania i wymiaru sprawiedliwości w przeróżnych celach, których wspólnym mianownikiem jest skrajna odmienność od funkcji, jaką w demokratycznym państwie prawnym wymiar sprawiedliwości winien spełniać. Nie wchodzę w szczegóły poszczególnych spraw, ale chcę zwrócić Państwa uwagę na pewną prawidłowość funkcjonującą od lat w publikacjach na temat takich zjawisk. Otóż stroną, która krzywdzi ludzi w poszczególnych sprawach, jest według publicystów jakiś anonimowy „aparat ścigania”, „wymiar sprawiedliwości”, a w najlepszym wypadku przywołane z nazwy instytucje: „białostocki odział ABW”, „Prokuratura Okręgowa w Łomży” itp… Wyjątkiem była w tym zakresie poprzednia publikacja Waszego cyklu, w której przywołano z imienia i nazwiska panią prokurator, ścigającą pana Kubalę (i nie ma tu znaczenia fakt, iż pani prokurator odmówiła odpowiedzi na pytania — myślę, że wystarczające było, że poznaliśmy jej nazwisko, a jej milczenie zadziałało tym razem przeciw niej). Tymczasem to nie anonimowe „instytucje” podejmują decyzje w takich sprawach.
Te decyzje — często łamiąc prawo (co ma pokazywać właśnie Wasz cykl) — podejmują konkretni ludzie — funkcjonariusz X o zatrzymaniu, prokurator Y o poleceniu wykonania i zatwierdzeniu czynności śledczych, czy w końcu sędzia Z o aresztowaniu. Pozostawanie tych osób anonimowymi wyzwala w nich poczucie bezkarności dla ewentualnej samowoli i nadużyć prawa. I przeciwnie — personalizowanie w publikacjach decyzji procesowych (wskazywanie, że decyzje podjął X, Y lub Z), ma oddziaływanie prewencyjne — osoba taka z pewnością trzy razy się zastanowi czy podjąć decyzję naruszającą czyjeś prawa, czy ulec naciskowi przełożonego, czy stać się elementem bezprawnej maszynki, w obawie personalnej odpowiedzialności za bezprawie, czy choćby publicznego, personalnego napiętnowania.
Nie miejcie Państwo złudzeń, że wprowadzone ostatnio przepisy o indywidualnej odpowiedzialności urzędników za decyzje wydawane z naruszeniem prawa zmienią w istotny sposób urzędniczą mentalność. Tak się, niestety, nie stanie. Będzie tylko więcej zabiegów o rozmywanie odpowiedzialności, a w finale i tak to kasta urzędnicza będzie decydować o ewentualnej odpowiedzialności — trudno zatem oczekiwać, że będzie podsycać ogień w piecu, do którego sama może trafić. Tylko zatem medialne nagłaśnianie, napiętnowanie konkretnych bezprawnych albo tylko rażąco błędnych decyzji, podjętych przez konkretnych ludzi, może skłaniać ich do jakiejś refleksji przed ich podjęciem, do obawy o własną, personalną odpowiedzialność — choćby odpowiedzialność ta miała się ograniczyć tylko do stanięcia pod pręgierzem opinii publicznej. Zwracam przy tym uwagę na fakt, iż nie ma żadnych przepisów zabraniających podawania do publicznej wiadomości personaliów osób podejmujących decyzje procesowe, wydających orzeczenia sądowe, przeciwnie — w obowiązującym prawie można znaleźć przepisy, czy choćby ogólną tendencję (choćby była ona tylko teorią...) do jawności w zakresie okoliczności dotyczących decyzji administracyjnych, sądowych itd., manifestującej się na przykład w upublicznianiu danych autorów tej lub innej decyzji z zakresu władzy państwowej.
Takie są zresztą i moje doświadczenia z wieloletniej praktyki prawniczej — tam, gdzie trzeba pokazać twarz, albo co najmniej liczyć się z taką możliwością, skłonność urzędników do samowoli, do łamania prawa czy tylko zasad etyki lub kultury, radykalnie spada — z korzyścią dla obywateli i wymiaru sprawiedliwości w ogólności. Wystarczy porównać sytuacje, gdy w rozprawie sądowej uczestniczą przedstawiciele mediów, z sytuacją, gdy na sali rozpraw prasy, radia lub TV nie ma — w tej pierwszej wszyscy: sędziowie, prokuratorzy i my — adwokaci także, zachowują się zdecydowanie poprawniej, bardziej ważą słowa i wszystkie podejmowane decyzje, co nie jest niestety regułą w sytuacji odmiennej.
Dlatego popierając gorąco Wasz cykl, apeluję — jeśli napiętnujecie konkretne decyzje, które wyrządzają ludziom krzywdę, łamią prawo czy tylko społeczne poczucie sprawiedliwości, to nie napiętnujcie anonimowych instytucji, które firmują takie decyzje, tylko wskazujcie konkretnych ludzi, którzy decyzje podjęli. Nie ma na dziś lepszej, skuteczniejszej metody wywoływania refleksji, rozważności, odporności na naciski, a także obawy o odpowiedzialność za bezprawie niż personalizowanie tego bezprawia.
Pozdrawiam adwokat Wojciech Ciesielski
Państwo w państwie Harmonogram
Program tworzony przez redakcje Polsat News oraz „Pulsu Biznesu” jako jedyny w Polsce piętnuje przypadki nadużywania prawa oraz korupcji i nepotyzmu w relacjach państwo-przedsiębiorca. Scenariusz każdego z programów osnuty jest wokół szczególnie jaskrawego przypadku samowoli urzędniczej, której skutkiem jest bankructwo przedsiębiorstwa, przedsiębiorcy oraz utrata pracy przez pracowników. Dziennikarze ścigają takie przypadki, piętnują nieuczciwych urzędników i upominają się o sprawiedliwość. Ideą przewodnią programu jest walka z powszechnym w klasie urzędniczej przekonaniem, że wszyscy prowadzący działalność gospodarczą to potencjalni przestępcy.
Harmonogram
W każdy piątek w „Pulsie Biznesu”
— opis przypadku przedsiębiorcy pokrzywdzonego przez urzędników.
W każdą niedzielę o 19.30
— start programu w głównym Polsacie, o godz. 20 — kontynuacja w Polsat News.
W każdy poniedziałek
— relacja z programu na stronie głównej pb.pl, stronie dedykowanej programowi pwp.pb.pl oraz w kanale wideo na stronie wideo.pb.pl.
W każdy wtorek
— relacja z programu na łamach „Pulsu Biznesu” wraz z zapowiedzią tematu kolejnego programu.