Historia wyszyta chińskimi nićmi

Tadeusz Stasiuk
opublikowano: 01-04-2004, 00:00

III miejsce LPP pokazało, jak wykorzystać kapitał z rynku akcji

„Wzrost niższy niż 30-proc. nie będzie satysfakcjonujący” — taką deklarację podtrzymuje zarząd LPP, gdańskiego dystrybutora odzieży. Ta strategia może cieszyć udziałowców spółki, jednak utrzymanie wysokiej dynamiki będzie coraz trudniejsze. Do podobnego wniosku mogą też coraz częściej dochodzić giełdowi inwestorzy, na co wskazuje powolna stabilizacja wyceny walorów przedsiębiorstwa na GPW. Ale mimo ostatniej zadyszki, większość giełdowych spółek może tylko pomarzyć o sukcesach, ktore stały się udziałem LPP.

Podobnie jak Groclin, LPP też może pochwalić się stałą poprawą wyników finansowych, która przełożyła się na rekordowy poziom wyceny akcji na warszawskiej giełdzie. Akcje LPP mają najwyższą jednostkową wycenę na GPW. I to wszystko stało się udziałem spółki, która pozornie działa w branży odzieżowej, uważanej do niedawna za mało atrakcyjną i nierentowną.

Kluczem do sukcesu okazało się znalezienie perspektywicznej niszy. Firma projektuje odzież, ale sama jej nie produkuje. Zleca to chińskim partnerom. Następnie zajmuje się jej dystrybucją zarówno w hurcie, jak i detalu. Spółka posiada w kraju 70 salonów Reserved i blisko 20 za granicą. W tym roku ich liczba powinna wzrosnąć do 115-140, z czego poza krajem ma zostać podwojona. Z kolei pod marką Croop w tym roku uruchomi 25-30 sklepów z odzieżą dla młodzieży w wieku 13-20 lat. Firma obecna jest już na rynku środkowoeuropejskim, głównie w Rosji i Czechach. W 2005 r. przewidywane jest otwarcie pierwszej placówki w Niemczech.

Patrząc na niemal świecowy wykres notowań pomorskiego przedsiębiorstwa można sobie zadać pytanie, co w przypadku LPP było magnesem przyciągającym inwestorów? Czy tylko systematycznie poprawiane wyniki finansowe, czy może fakt, że spółka reprezentuje nową generację firm odzieżowych. Firma pozbawiona balastu kosztownego majątku trwałego (maszyny, linie technologiczne) i osobowego jest w stanie szybko dostosowywać się do obowiązujących trendów. Nieoficjalnie mówi się, że na jej celowniku znalazła się łódzka Wólczanka. I jeśli nawet nie chodziłoby o przejęcie tej spółki, godną rozważenia kwestią byłoby nabycie samej marki. Byłaby to okazja do wejścia w nowe, bardziej prestiżowe obszary rynku. A takie rozwiązanie ograniczy koszty budowania wizerunku od podstaw.

Pytanie tylko, czy LPP musi jeszcze tworzyć swój image rynkowy. Mariaż z giełdą stał się doskonałą promocją pomorskiej spółki i niemal wzorcowym przykładem wykorzystania potencjału, jaki daje rynek kapitałowy. Dobre i skuteczne zarządzanie, satysfakcjonujące wyniki finansowe, przejrzysta i ambitna strategia — to czynniki, które już dziś znalazły uznanie w oczach giełdowych inwestorów. Teraz tylko trzeba to ugruntować, m.in. kontynuując dynamiczny rozwój. W dłuższej perspektywie spółka powinna zastanowić się nad wypłatą dywidendy. Bez niej nie będzie bowiem w stanie utrzymać przy sobie długoterminowych inwestorów finansowych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tadeusz Stasiuk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Historia wyszyta chińskimi nićmi