Czytasz dzięki

Historia zapisana w dżinsach

opublikowano: 20-11-2020, 14:45

Posiadacze zabytkowych pojazdów z całej Europy, którzy chcą mieć także odzież z epoki, i fani dawnych modeli dżinsów, zaopatrują się… w Łodzi. U Michała Majtczaka, który zrezygnował z pracy w korporacji, by szyć spodnie według wzorów z lat 30., 40. i 50. Po prostu Old Time Glory.

Krzysztof Jarczewski

Kiedy 11 lat temu Michał Majtczak, trener w RR Donnelley, zobaczył archiwalne zdjęcie mężczyzny, który opierał stopę o nadkole samochodu, zwrócił uwagę na nietypowo wywiniętą nogawkę jego spodni z charakterystycznym ściegiem łańcuszkowym. Zaciekawiło go, co to za model. Tak antropolog kultury wkroczył na ścieżkę, która po latach doprowadziła go do zmiany profesji: półtora roku temu założył firmę Old Time Glory, szyjącą dżinsy według starych wzorów i naprawiającą maszyny do szycia.

Tkaniny z zaplecionym brzegiem

Park maszynowy
Park maszynowy
Michał Majtczak ma jedną z najbogatszych kolekcji zabytkowych - i działających -maszyn do szycia dżinsu w Europie.
Krzysztof Jarczewski

20 maja 1873 r. Levi Strauss & Co. i współpracujący z firmą krawiec Jacob Davis otrzymali od US Patent and Trademark Office patent na nitowanie kieszeni w męskich spodniach. To historyczny początek dżinsów. Pierwotnie były szerokimi roboczymi spodniami, które górnicy i poganiacze bydła zakładali na ubranie, by je chronić. Miały kieszeń (po prawej stronie) z tzw. arcuate, czyli przeszyciem w kształcie łuku, kieszonkę na zegarek, guziki do szelek i wzmacniające nity. Z czasem spodnie robiły się coraz węższe i przechodziły kolejne zmiany, np. dodano drugą kieszeń z tyłu.

Za współczesny klasyk uważa się model, który firma Levi’s wypuściła na rynek w 1947 r. Wtedy z linii produkcyjnej zeszła pierwsza powojenna wersja 501 z nitami przy kieszonce na zegarek i łukowatymi przeszyciami maszyną z podwójną igłą na tylnych kieszeniach, dzięki czemu powstał motyw w kształcie diamentu. W latach siedemdziesiątych XX w. dżinsy stały się najpopularniejszym artykułem odzieżowym na świecie.

Krzysztof Jarczewski

Współczesna tkanina, z której szyje się te spodnie, różni się od materiału sprzed kilkudziesięciu lat. Ówczesną tkano na krosnach czółenkowych, które miały około 80 cm szerokości, współczesne mają 1,5 m.

– Stary dżins ma tkany brzeg zapleciony podczas tkania. Po polsku nosi nazwę krajki, po angielsku – selvage. Nie trzeba zabezpieczać nogawki overlockiem, krawędź od razu jest zabezpieczona i wygląda dobrze. To właśnie rozwiązanie zagadki ze zdjęcia – wyjaśnia Michał Majtczak.

Taki dżins nazywa się selvage denim. Krosna używane do jego produkcji zostały opatentowane w połowie XVIII w. Mogły mocno i gęsto pleść ciężkie, długie, wąskie pasy. Aby je maksymalnie wykorzystać, pasy pleciono aż do samej krawędzi. Kiedyś Levi’s robił czerwono-białe krawędzie, Lee niebieskie lub zielone, a Wrangler żółte.

Na świecie (głównie w Japonii i w USA, ale również w Chinach, Turcji i we Włoszech) wciąż działa kilka firm dysponujących starymi krosnami i robiących dżins po dawnemu. Właściciel firmy Old Time Glory od nich sprowadza tkaniny.

Jedenaście maszyn

Krzysztof Jarczewski

– Kiedy kilkanaście lat temu odkryłem, że wciąż istnieją firmy, które szyją dżinsy w dawnym stylu i to jeszcze na starych maszynach, zacząłem się interesować również stroną techniczną. Moim celem stało się zrobienie takich dżinsów z wykorzystaniem dawnych technik – wspomina Michał Majtczak.

Tak rozpoczęło się kolekcjonowanie i naprawianie starych maszyn przemysłowych. To się łączy z poszukiwaniem zachowanych, nieraz tylko w pojedynczych egzemplarzach, części. Źródłem są aukcje internetowe, bazary, kontakty z innymi kolekcjonerami. Potrzebne są też nowe umiejętności – dorabianie części, które są już nie do zdobycia. Pracowite zbieranie wiedzy zajęło właścicielowi Old Time Glory 10 lat.

Do uszycia pary dżinsów z takimi detalami, jak w latach czterdziestych, potrzeba aż 11 maszyn. Przede wszystkim łańcuszkowej maszyny ramieniowej do zszywania tyłu spodni (Union Special 35800), szlufkarki do robienia szlufek, paskarki, dziurkarki, ryglówki, overlocka, stebnówki, stebnówki łańcuszkowej, stebnówki z potrójnym transportem, napownicy.

– W dżinsach klasy premium najbardziej pożądane jest podwinięcie nogawki na maszynie łańcuszkowej Union Special 43200G, ponieważ tej maszyny używała firma Levi’s – wskazuje Michał Majtczak.

Maszyny staruszki często wymagają leczenia, czyli napraw.

– Faktycznie, są bardzo kapryśne. Uważam jednak, że ich jakość jest dużo lepsza od współczesnej – zostały zrobione ze stali innej klasy, więc mają długą żywotność. Są dużo wolniejsze, ale to też zaleta – nie rwą mało odpornych na zrywanie bawełnianych nici – uważa właściciel firmy.

Uszycie jednej pary spodni zajmuje mu dzień, półtora. To tylko męskie modele, ponieważ damskie wzory sprzed lat wymagają innego sposobu modelowania. Para dżinsów kosztuje, w zależności od tkaniny, od 400 do 800 zł.

Klient na wyjątkowe spodnie

Krzysztof Jarczewski

W Polsce szycie spersonalizowanych dżinsów jest jeszcze mało popularne, dlatego Michał Majtczak pracuje głównie dla klientów z Europy Zachodniej – przede wszystkim posiadaczy starych pojazdów, którzy chcą mieć odzież zgodną z duchem epoki. Do tego dochodzi grupa tzw. denim headów, czyli ludzi chcących mieć spodnie uszyte według klasycznych wzorów.

– To mit, że dżins jest tkaniną niezniszczalną. Żywotność spodni zależy od gramatury tkaniny, a także od sposobu użytkowania. Dzięki temu, że używam dżinsu, który nie jest osłabiany praniem, lecz tylko wykurczany, uszyte z niego spodnie przetrwają dużo dłużej – twierdzi Michał Majtczak.

Stan spodni zależy od użytkownika – jak często i gdzie w nich chodzi, co nosi w kieszeniach. Po pewnym czasie powstają przetarcia jedyne w swoim rodzaju, charakterystyczne dla konkretnego właściciela i jego dżinsów. Przetarcia mają nazwy: z boku nogawki to train tracks, z tyłu pod kolanami – honey combs, z przodu w okolicy rozporka – whiskering.

– Można powiedzieć, że po półtora roku mamy swoją historię zapisaną w dżinsach – żartuje przedsiębiorca.

Nie używa cudzego wzoru spodni – jego formy bazują na dżinsach z lat 30., 40. i 50. Także grafiki na metkach, guzikach i nitach są wzorowane stylach z tych lat.

Firma Old Time Glory to działalność jednoosobowa. Głównym zamysłem jej założyciela było szycie spodni, jednak w praktyce się okazało, że to wyszukiwanie, naprawa, i sprzedaż maszyn do szycia dżinsów stała się jego głównym zajęciem. W Europie, Japonii i USA działa sporo manufaktur, używających np. maszyn z lat 70. Pandemia niestety bardzo przyhamowała zamówienia, ludzie nie inwestują w maszyny, bo nie wiedzą, czy uda się im utrzymać na rynku. Michał Majtaczak wciąż jednak ma dużo pracy.

– Z braku czasu szycie stało się bardziej hobby niż pracą. Mój park maszynowy jest gotowy do szycia, jednak czas poświęcam na naprawę maszyn – to bardziej opłacalne. Kiedy sytuacja pandemiczna się uspokoi, będę rozważał zatrudnienie pracowników, żeby wrócić do szycia. Mój park jest jedną z największych kolekcji działających starych maszyn do szycia dżinsu w Europie. Porównywalne możemy znaleźć jedynie w Stanach, Japonii i Czechach – kwituje właściciel Old Time Glory.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ewa Tyszko

Polecane