Historyczne spory ekonomiczne znów ożywają

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2022-03-27 20:00

Dawny spór największych ekonomistów drugiej połowy XX wieku pozwala lepiej zrozumieć dzisiejsze dylematy związane z wysoką inflacją.

Odpowiedź na pytanie, jak rządy i banki centralne powinny reagować na bardzo wysoką inflację oraz w jakim kierunku ta inflacja będzie zmierzała, to zapewne jedno z największych współczesnych wyzwań ekonomicznych. W naturalny sposób nasza uwaga kieruje się w związku z tym na lata 70. XX wieku, kiedy świat zmagał się z podobnym problemem. Poszukiwanie analogii z przeszłości to jeden ze sposobów zrozumienia przyszłości, nawet jeżeli bardzo wadliwy. Bardzo ciekawe światło na rozważania tamtego okresu rzuca wydana niedawno książka na temat dwóch największych ekonomistów drugiej połowy XX wieku – Miltona Friedmana i Paula Samuelsona pt. „Samuelson Friedman: The Battle Over the Free Market”, napisana przez brytyjskiego dziennikarza Nicholasa Wapshotta. To jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałem w ostatnim roku.

Samuelson i Friedman w dużej mierze zdefiniowali najważniejsze spory ekonomiczne ostatnich 70 lat. Pierwszy stworzył filary współczesnej teorii makroekonomii, zapisując w matematycznych modelach kluczowe idee wypracowane w pierwszej połowie XX wieku i dokonując syntezy dwóch wielkich szkół ekonomicznych: klasycznej (dominującej do lat 20. XX wieku) i keynesowskiej (dominującej od lat 30. XX wieku). Drugi był jednym z inicjatorów nurtu zwanego monetaryzmem, który w wąskim ujęciu oznacza koncentrację na kontroli podaży pieniądza jako głównym zadaniu polityki makroekonomicznej, a w szerszym ujęciu ideę promującą nadrzędność wolnego rynku nad innymi sposobami organizacji gospodarki.

Obaj ekonomiści znali się od wczesnych lat studenckich, szanowali, a nawet przyjaźnili, co samo w sobie jest intrygujące, biorąc pod uwagę, jak często spory ideowe przekładają się na osobiste animozje między ludźmi. Ich debata, prowadzona publicznie (na łamach Newsweeka) i w prywatnej korespondencji, dotyczyła bardzo wielu wrażliwych problemów, które do dziś pozostają osią ostrych sporów ekonomicznych i politycznych. Czy wolność oznacza tylko brak ingerencji państwa w swobodę wyboru człowieka (Friedman), czy też wolność od biedy, przemocy i innego zła mającego niekoniecznie źródło w instytucji państwa (Samuelson)? Czy w związku z tym rolę państwa w gospodarce należy maksymalnie ograniczać (Friedman), czy też państwo powinno gwarantować podstawowy standard życia (Samuelson)? Czy rynek jest jedynym i najlepszym mechanizmem redystrybucji dóbr w społeczeństwie (Friedman), czy też jednym z potencjalnie wielu mechanizmów (Samuelson)? Czy ekonomista powinien przekonywać (Friedman), czy wyjaśniać (Samuleson)? Czy analiza ekonomiczna powinna opierać się na danych empirycznych (Friedman), czy teorii, logice i intuicji (Samuelson)?

Wapshott pokazuje, jak te pytanie wybrzmiewały w różnych istotnych momentach historii najnowszej Stanów Zjednoczonych i jak Friedman z Samulsonem na nie odpowiadali. Czytelnik w tyle głowy ma oczywiście świadomość, że dziś zmagamy się podobnymi problemami. A nie ma chyba jednoznacznej odpowiedzi, kto ma rację. Niektóre dylematy mają charakter aksjologiczny, dotyczą fundamentalnego napięcia między różnymi wartościami. Na przykład, pojęcie wolności jest notorycznie redefiniowane. Z tego punktu widzenia Samuelson jest niewątpliwie bardziej uniwersalnym ekonomistą, ponieważ dopuszcza różne systemy wartości. Friedman jest bardziej dogmatyczny i bliższy naturą politykom.

Najważniejszy problem dyskutowany przez Friedmana i Samuelsona, który dziś powinien nas interesować, to pytanie o przyczyny wysokiej inflacji i możliwe remedia. Wbrew pozorom, obu ekonomistów wiele łączy. Przede wszystkim, obaj dość wcześnie, bo od lat 60., ostrzegali, że polityka zmierzająca do minimalizacji bezrobocia w każdych warunkach może w długim okresie skończyć się wystrzałem inflacji. Co ciekawe, gdy już inflacja była bardzo wysoka pod koniec lat 70., obaj krytykowali politykę pieniężną zmierzającą do obniżenia inflacji za cenę głębokiej recesji. Sądzę, że dziś nie każdy pamięta, że Friedman ostro krytykował Paula Volckera, prezesa Fed odpowiedzialnego za radykalne zacieśnienie monetarne na przełomie lat 70. i 80.

Ale ważniejsze są różnice między inflacyjnymi teoriami Friedmana i Samuelsona, bo one wyznaczają też pole naszego dzisiejszego myślenia o cenach.

U Friedmana inflacja jest wyłącznie zjawiskiem monetarnym. Friedman zasłynął rozbudową ilościowej teorii pieniądza. To pieniądz powoduje inflację i zatrzymanie jego przyrostu powinno być kluczowe. W praktyce ta teoria się nie sprawdziła i wszystkie banki centralne ją odrzuciły. Zresztą według tej teorii powinniśmy mieć niedługo inflację z głowy, bo podaż pieniądza w Polsce i Europie rośnie w niskim tempie. Ale ja bym powiedział, że pozostałością po Friedmanie nie jest monetaryzm w czystym wydaniu – bo on się nie sprawdza – ale raczej przekonanie, że inflacja może być wysoka bez względu na wydarzenia w sferze realnej gospodarki. Czy popyt i podaż się bilansują? Czy bezrobocie jest za wysokie? To nie ma kluczowego znaczenia. Inflacja może się wymknąć spod kontroli nawet w warunkach wysokiego bezrobocia.

U Samuelsona inflacja ma znacznie bardziej złożone przyczyny, a przede wszystkim wynika z gry popytu i podaży w gospodarce, a szczególnie na rynku pracy. Wysoka inflacja może wynikać z faktu, że popyt jest znacznie wyższy niż podaż, albo z tego, że płace rosną za szybko w stosunku do produktywności. To od Samuelsona pochodzi pojęcie spirali płacowo-cenowej, czyli opis zjawiska, w którym firmy podnoszą szybko płace mając pewność, że rosnące koszty szybko przerzucą na ceny. Inflacja lat 70. wzięła się, wedle Samuelsona, z nadmiernej presji płacowej ze strony związków zawodowych, które niepotrzebnie i nieskutecznie broniły siły nabywczej płac po szokach naftowych z lat 1974 i 1979. Friedman twierdził z kolei (co niektórych zaskoczy), że związki zawodowe powinny właśnie bronić indeksacji płac do inflacji, a odpowiedzialność za inflację nie spoczywa na nich.

Spór o inflację dziś jest bardzo podobny. Jeden obóz ekonomistów twierdzi, że przyczyną wysokiej inflacji jest za luźna polityka pieniężna prowadzona w czasie pandemii i jedyną drogą do zatrzymania inflacji jest zacieśnienie monetarne. Drugi obóz uważa, że inflacja bierze się z faktu, że popyt w czasie został utrzymany na wysokim poziomie, a podaż (zdolności produkcyjne) nie zdążyła się jeszcze dostosować. Ten obóz też uważa, że polityka pieniężna powinna ulec zacieśnieniu, ale tylko w takim stopniu, który nie dopuści do rozkręcenia spirali płacowo-cenowej i nie przeszkodzi w odbudowie podaży.

Mi zdecydowanie bliżej jest do drugiej strony sporu, przy czym w różnych krajach może mieć to różne konsekwencje – na przykład w Polsce jesteśmy znacznie bliżej spirali płacowo-cenowej niż strefa euro. I chciałbym jeszcze raz przypomnieć jedną rzecz, co do której Friedman i Samuelson w latach 70. się w sumie zgadzali. Jeżeli ceną za walkę z inflacją miałaby być głęboka recesja, to nie będzie to cena warta płacenia.