Hity i kity rynku lokat

Jacek Iskra
opublikowano: 2011-12-27 10:52

Na co można liczyć w Nowym Roku?

Bezwzględnym przebojem 2011 r. wśród produktów oszczędnościowych były lokaty z dzienną kapitalizacją odsetek, które umożliwiały klientom uniknięcie podatku. O ile jeszcze rok wcześniej takie produkty oferowały nieliczne instytucje, to w 2011 r. lokaty z dzienną kapitalizacją znalazły się w ofercie ponad 30 banków. Szczególnie atrakcyjne dla klientów okazały się produkty nowych, małych banków, jak Meritum, Idea Bank czy neoBank, które ostro rozpychając się na rynku, oferowały na lokatach nawet po 8 proc. w skali roku. Za połowiczny hit końca roku można śmiało uznać ofertę BGŻOptima. Bank zaoferował na internetowej lokacie dziennej stawkę netto 6,48 proc. (8 proc. z podatkiem), ale jakby przestraszony własnym sukcesem 20 grudnia wycofał lokatę dzienną z oferty.

Jako niewypały można potraktować konta oszczędnościowe oferowane w tym roku przez większość banków. W założeniu miały zapewniać klientom godziwy zysk, bez konieczności zamrażania środków jak na lokacie. Stały się jednak główną ofiarą lokat z dzienną kapitalizacją. Oprocentowanie kont nie przekraczało 3-4 proc., więc klienci zdecydowanie chętniej wybierali lokaty dzienne, który dawały nawet dwukrotnie wyższy zarobek niż rachunki oszczędnościowe. Choć i wśród tych ostatnich zdarzały się perełki, jak Konto Oszczędnościowe 24 Deutsche Banku PBC, które oprocentowane jest na wysokości 10 proc. (8,1 proc. netto). Problem w tym, że takie oprocentowanie dostępne jest tylko dla klientów, którzy mają już konto osobiste w DB, tylko do kwoty 10 tys. zł i wyłącznie do końca lutego przyszłego roku.

Zmiany w ordynacji podatkowej w praktyce wyeliminują z rynku lokaty umożliwiające ucieczkę przed podatkiem od zysków kapitałowych. Zarobkiem z wszystkich lokat będziemy musieli się podzielić z fiskusem (zmiany w ordynacji zaczną obowiązywać prawdopodobnie od 1 kwietnia 2012 r.). Nadzieją dla oszczędzających w bankach pozostaje prawdopodobieństwo zmniejszenia płynności na rynku międzybankowym, a co za tym idzie konieczność uzyskiwania przez banki finansowania od swoich klientów. Kolejna odsłona wojny depozytowej może więc podbić stawki depozytów oferowanych przez banki nawet o kilka punktów procentowych. Niestety, dużą częścią tych zysków będziemy musieli się podzielić z fiskusem (19 proc.), część zostanie zjedzona przez rosnącą inflację, która już w listopadzie osiągnęła 4,8 proc. w skali roku.

None
None