Holding, czyli co nie opłaca się inwestorowi

Michel Muszyński
opublikowano: 2001-11-16 00:00

Wrezultacie, to zwolnienie z pracy wyszło mi na dobre! — stwierdził z zadowoleniem mój dobry warszawski przyjaciel. — Co ty powiesz? — rzekłem, przyjaciel bowiem nigdy nie przyznawał się do swoich porażek. — W byłej firmie wypłacili mi dość okrągłą sumkę odszkodowania, te pieniądze dobrze zainwestowałem i jestem teraz prawdziwym kapitalistą! — odparł, nie dostrzegając najwyraźniej mojej ironii.

„ Interesujące byłoby dowiedzieć się, na czym twoje inwestycje polegają... Mam nadzieję, że nie kupiłeś po prostu drogiego samochodu? — zaniepokoiłem się nie na żarty.

„ O co ty mnie podejrzewasz! — wykrzyknął ze szczerym oburzeniem mój przyjaciel. — Nabyłem udziały w czterech spółkach, z których nawet jedną kontroluję!

„ Coś podobnego! — ten okrzyk wyrwał mi się mimochodem. — A jakież to są spółki? Czy działające w przyszłościowym sektorze? Bo teraz wszystko pada...

„ Spółki mają się na razie znakomicie, choć jest z nimi rzeczywiście pewien problem — odparł nieco już mniej pewny siebie mój rozmówca. — Bo wyobraź sobie, że ich udziałowcy chcą stworzyć holding, a ja nie mam pojęcia do czego ma on służyć!

„ Holding? Widzę, że rzecz jest naprawdę poważna... Dobrze się przed tym zastanów! — powiedziałem dla wywołania grozy, nie wiedząc jednak zupełnie, o co może mu chodzić.

„ Właśnie! — odpowiedział. — Więc oni chcą, aby tymi czterema spółkami zarządzała specjalnie w tym celu stworzona firma matka, która przejmie całość posiadanych przez wszystkich właścicieli spółek udziałów.

„ Domyślam się, iż w zamian za to ci właściciele otrzymają świadectwa jej własności? — zaczynałem rozumieć całą konstrukcję prawną.

„ Tak, tylko że ja nie potrafię ocenić, czy ta operacja okaże się dla mnie korzystna! I jaki procent tych świadectw własności firmy matki mi się należy! — odparł nieco już płaczliwie mój przyjaciel.

„ Chętnie pomogę ci wykonać wszystkie obliczenia. Aby przystąpić do pracy, muszę jednak wiedzieć, kiedy spółki zostały utworzone, jaki jest ich kapitał i jakiej jego części jesteś w każdej z firm właścicielem — powiedziałem przybierając ton międzynarodowego konsultanta.

„ Wszystkie cztery spółki są bardzo młode i zaczęły działać dopiero dwa miesiące temu. Kapitał założycielski pierwszej z nich wynosi 100 tys. złotych i dysponuję jego 40 proc., druga firma ma 50 tys. kapitału i kontroluję w niej 60 proc., kapitał trzeciej wynosi 60 tys. i mam tam 30 proc., a ostatnia firma jest najmniejsza, bo z kapitałem ograniczonym do 40 tys. , którego posiadam tylko 10 proc. — odparł przyjaciel. — I co o tym sądzisz? Czy można w ogóle coś z tego wydedukować?

„ Zupełnie bez trudu — rzekłem. — A co o tym myślą Czytelnicy?

Wszystkie cztery przedsiębiorstwa, których część kapitałów posiada przyjaciel, są bardzo młode i można najprawdopodobniej uznać, że ich wartość odpowiada po prostu wielkości kapitału założycielskiego. Wartość całego holdingu będzie więc sumą kapitałów założycielskich czterech firm, czyli 100 + 50 + 60 + 40 = 250 tys. złotych. Dodanie wyrażonych w tysiącach złotych udziałów mego przyjaciela w każdej z nich wyniesie jednocześnie: 100 x 40% + 50 x 60% + 60 x 30% + 40 x 10% = 92 tys. Wynika stąd, iż przyjaciel powinien posiadać 92: 250 = 36,8% świadectw własności holdingu. Musi on być jednak świadomy faktu, że operacja przeniesienia udziałów kontrolowanej przez niego drugiej ze spółek do firmy matki, której posiadać on będzie tylko 36,8% kapitału, tej kontroli go pozbawi.