Holenderskie pieczarki czują się niechciane

Jesteśmy spychani z kolejnych rynków przez polskie pieczarki — słychać w Holandii.

Polscy pieczarkarze dali złapać Holendrom chwilę oddechu, ale znowu ostro walczą, i to z sukcesami — skarży się jeden z holenderskich graczy na łamach branżowego portalu Freshplaza.com. Wczoraj pisaliśmy, że polskie jabłka mogą zacząć być wypychane z zachodnich rynków przez ukraińskie. Takich problemów nie mają producenci pieczarek — to my mocno dajemy się we znaki na zachodnich rynkach tamtejszym producentom. Ukraińcy nie weszli tu do poważnej gry. Freshplaza.com podkreśla, że w zeszłym roku przez pewien czas podaż polskich grzybów, z powodu dużych mrozów, była niższa.

Zobacz więcej

ZA POLSKĘ BOGATĄ: Holendrzy wyczekują momentu, w którym Polska będzie znacznie bogatszym krajem, bo wtedy będziemy więcej wydawać, a tym samym pieczarki będą mogły… zdrożeć. Kciuki za takie gospodarcze powodzenie oficjalnie trzymają tamtejsi producenci pieczarek. Wcześniej my podobnie zaklinaliśmy rynek chiński — by się wzbogacił i zaczął sam więcej konsumować pieczarek przetworzonych, zamiast zalewać nimi Europę. Skutecznie. Fot. Fotolia

Skorzystała holenderska konkurencja, jeszcze przez kilkoma laty będąca numerem jeden w Europie (obecnie żółta koszulka lidera jest nasza, a dystans do wicelidera się zwiększa). Toony Hooijmans z Oke Trading skarży się jednak w rozmowie z dziennikarzami portalu, że Polacy po pierwsze są w stanie wyprodukować ponad dwa razy więcej niż Holendrzy, po drugie jakość naszych grzybów jest taka jak holenderskich.

To kończy się tym, że „wszędzie widać właśnie polskie pieczarki”. Przyznaje, że producenci z jego rynku mają problem z wygraniem konkurencji z Polakami, m.in. w Niemczech, Austrii, krajach skandynawskich, a ostatnio zaczęli tracić na rzecz Polaków kontrakty w Wielkiej Brytanii.

— Cóż… Holendrzy nazywają nas konkurentami, a my ich — partnerami. Prawda jest taka, że wiele się od nich nauczyliśmy, a dziś nawet oni kupują od nas pieczarki, prawdopodobnie na reeksport — komentuje Krystian Szudyga, prezes Stowarzyszenia Branży Grzybów Uprawnych. Mówi o nadchodzącej nowej fali inwestycji, w tym modernizacji pieczarkarni.

— W branży słychać o niemałych budżetach na maszyny i technologie. W efekcie będziemy też w stanie produkować więcej, co może dziwić na rynku, przez niektórych jest już uznawany za dość nasycony. Jeśli będziemy jednak bardziej efektywni, będziemy też w stanie sprzedawać więcej kosztem innych producentów — przyznaje Krystian Szudyga.

Polskie i holenderskie pieczarkarstwo różni jedna zasadnicza sprawa — u nas większość zbioru to ręczny, przez co naszą specjalnością są grzyby w postaci świeżej. W Holandii znacząca część branży korzysta ze zbioru mechanicznego, a tak pozyskane grzyby nadają się do przetwórstwa.

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Branża spożywcza / Holenderskie pieczarki czują się niechciane