Quo vadis, polska pieczarko

Michalina Szczepańska
opublikowano: 28-05-2018, 22:00

Produkcja wprawdzie rośnie, ale coraz słabiej. Cenowo jest stabilnie, zwłaszcza w porównaniu z innymi warzywami

Choć Holendrzy nie ustają w narzekaniach na polskie pieczarki, spychające ich z kolejnych rynków, to przyszłość sektora nie jest różowa. Przyrosty produkcji są coraz mniejsze, a koszty pracy — bardzo ważne dla ręcznie zbieranych i tym wyróżniających się polskich pieczarek — rosną. Do tej pory pieczarkarze, jak mało kto, mogli cieszyć się stabilnością.

Wojna o każdy grosz

— W porównaniu z innymi surowcami rolnymi, ceny skupu pieczarek w ciągu ostatnich lat pozostawały relatywnie stabilne. W latach 2010-17 średnia cena wyniosła 5,07 zł za kilogram. Najwyższe odchylenie od średniego poziomu wyniosło 7,6 proc. Dla porównania: w przypadku owoców i warzyw te różnice sięgały często kilkudziesięciu procent. Jednocześnie od 2014 r. ceny skupu nieznacznie się obniżały w relacji rocznej. W ubiegłym roku nastąpił wprawdzie wzrost, jednak w kolejnych latach spodziewamy się raczej stabilizacji na nieco niższym poziomie, co jest związane ze stopniowym nasycaniem się unijnego rynku — mówi Grzegorz Rykaczewski, analityk BZ WBK.

— Jest wojna o każdy grosz, ale to problem nie tylko polskich, ale wszystkich europejskich producentów pieczarek. Nie jesteśmy raczej w stanie podnieść ceny. Druga strona, czyli handel, też zdaje sobie sprawę z tego nasycenia — dodaje Krystian Szudyga, prezes Stowarzyszenia Branży Grzybów Uprawnych.

Eksport do krajów UE jest dla nas kluczowy. Około 70 proc. świeżych grzybów trafia na eksport, a do najważniejszych rynków należą Niemcy i Wielka Brytania. Coraz więcej pieczarek trafia też na Białoruś.

— Jednym z ważniejszych wyzwań są rosnące koszty, w tym głównie koszty pracy, a ręczny zbiór polskich pieczarek oznacza wysoki udział kosztów pracy w kosztach ogółem. Przy względnie stałych cenach skupu oznacza to, że rosnące koszty są coraz bardziej odczuwalne przez firmy, które reagują zmianami w technologii produkcji — mówi Grzegorz Rykaczewski.

Krystian Szudyga przyznaje, że pieczarkarze cały czas szukają w swoich firmach pola do kolejnych oszczędności. Nie będzie to jednak trwało w nieskończoność. Grzegorz Rykaczewski natomiast podkreśla zwiększającą się wydajność.

— Widać to chociażby po wprowadzeniu do sprzedaży podłoża IV fazy, co pozwala uzyskać wyższą liczbę cykli produkcyjnych w roku. Rośnie też presja na automatyzację zbioru. To jednak może spowodować, że Polska będzie traciła ważną przewagę jakościową, czyli świeże grzyby z ręcznego zbioru — dodaje analityk BZ WBK.

— Poza rosnącymi kosztami pracy, obciąża nas brak rąk do pracy i opieszałość w wydawaniu zezwoleń na nią dla cudzoziemców. Nie jesteśmy w stanie czekać miesiąc czy dwa miesiące, bo grzyby muszą być zebrane — mówi Krystian Szudyga.

Brązowa specjalność

Zdaniem analityka BZ WBK, oferowany przez krajową branżę asortyment jest dosyć wąski, co powoduje wysoką konkurencję wewnętrzną w tym segmencie rynku.

— Powoli widać wzrost zainteresowania uprawami nowych odmian, np. pieczarką brązową czy boczniakami, oraz produkcją przetworów — twierdzi Grzegorz Rykaczewski.

— Brązowa pieczarka stanowi już nawet 30-40 proc. w zamówieniach na rynek niemiecki. To już nie nisza, lecz produkcja na większą skalę. Wśród polskich konsumentów jeszcze się nie przyjęła, choć jest dostępna w większości sklepów — dodaje Krystian Szudyga.

Grzegorz Rykaczewski uważa, że branża nie wykorzystała też do tej pory potencjału polskiego rynku, nie tylko w zakresie brązowej pieczarki.

— W kraju zostało w zeszłym roku około 100 tys. ton świeżych grzybów [cała produkcja to 325 tys. ton — red.], a przeciętne spożycie wyniosło zaledwie 2,7 kg na osobę. Przez ostatnie lata konsumpcja zwiększyła się, ale potencjał do dalszych wzrostów cały czas istnieje — w krajach „starej piętnastki” spożycie jest prawie dwukrotnie wyższe — twierdzi analityk BZ WBK.

Zdaniem prezesa branżowego stowarzyszenia, to kwestia zupełnie innej struktury konsumpcji.

— Na Zachodzie 70 proc. to pieczarka w puszce, a 30 proc. — świeża. U nas świeża stanowi 95 proc. Przy obecnych trendach prozdrowotnych, zachęcających do spożywania jak najmniej przetworzonych produktów, nie jesteśmy w stanie dużo ugrać w kraju, promując pieczarkę w takiej formie — twierdzi Krystian Szudyga.

Większe krajowe spożycie mogłoby podnieść statystyki produkcyjne. Wysokie kilkuprocentowe wzrosty branża już od kilku lat ma za sobą. W 2017 r., tak jak w poprzednim i dwa lata wcześniej, zbiory pieczarek zwiększyły się o około 1,5 proc. rocznie.

— Wśród producentów panuje umiarkowany optymizm, ale pojawiają się informacje o kolejnych inwestycjach zwiększających potencjał produkcyjny — mówi Krystian Szudyga. © Ⓟ

41 proc. O tyle wyższa, według BZ WBK, była produkcja pieczarek w zeszłym roku od tej z 2010 r…

6 proc. …a o tyle w tym czasie zwiększyła się powierzchnia ich uprawy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Quo vadis, polska pieczarko