Długi majowy weekend zaczyna zwyczajowo sezon turystyczny w hotelach i traktowany jest jako wróżba na najbliższe miesiące. Po dwóch latach ograniczeń spowodowanych pandemią była to pierwsza majówka z otwartymi hotelami.
Pierwsze opinie hotelarzy po majówce świadczą o tym, że po pandemii zostały nam nowe nawyki: rezerwacje na ostatni moment czy city breaki, czyli krótkie wyjazdy do innych miast połączone z ich zwiedzaniem. Wraz z poluzowaniem obostrzeń pandemicznych pojawiło się też pytanie, czy część krajowych gości, którzy wypoczywali nad polskim morzem, tym razem wakacji nie zaplanuje w Turcji lub Bułgarii.
Optymistyczna Zdrojowa
Według Jana Wróblewskiego, współzałożyciela Zdrojowej, sezon w 2022 r. zaczął się już od Wielkanocy, a nie od 1 maja. Podczas świąt średnie obłożenie w obiektach w górach i nad morzem (sieć Zdrojowa Hotels łącznie z niezależnymi apartamentami VacationClub udostępnia około 5 tys. miejsc noclegowych) wynosiło 70 proc. i było porównywalne z tym w 2019 r.
— W majowy weekend obłożenie było niższe, co tłumaczymy nieodległymi świętami — mówi Jan Wróblewski.
Według niego tegoroczny sezon turystyczny w hotelach będzie raczej udany, bo na krajowy rynek korzystnie wpływa osłabienie złotego do euro i dolara, studząc popyt na wyjazdy zagraniczne. Tam także rosną ceny, również transportu, a paliwo nadal w Polsce jest tańsze.

To najczęściej pojawiający się wskaźnik wzrostu cen w hotelach w porównaniu z 2019 r.
Nawet z tak małym wyprzedzeniem goście rezerwują dziś miejsca hotelowe w gorącym terminie. Przed pandemią robili to kilka miesięcy wcześniej.
Nad Bałtyk czy do Egiptu
Marcin Dymnicki, szef TUI w Polsce, ocenia, że z perspektywy biur podróży majówka się udała, chociaż…
— Mieliśmy podobną liczbę klientów, co w rekordowym 2019 r., ale wysokie ceny paliwa i słaby kurs złotego spowodowały, że zarobiliśmy mniej. Wyjazdy sprzedawały się bardzo późno, spór kontrolerów z PAŻP spowodował, że na kilka dni zwolniła sprzedaż z Warszawy — mówi Marcin Dymnicki.
Liczy również na rekordowo wysoki popyt w wakacje, choć mogą go ostudzić wysokie ceny.
— Wojna, spowodowane przez nią wysokie ceny paliwa oraz słaby złoty sprawiły, że przewidujemy dodatkowe koszty wysokości około 200 mln zł. To oznacza, że o tyle drożej trzeba sprzedać ofertę. Jeśli ceny paliwa jeszcze podskoczą, konieczne będzie zmniejszanie podaży — mówi Marcin Dymnicki.
Niezaspokojony apetyt
Marcin Dumania, prezes Sun & Snow, uważa, że majówka nie spełniła w pełni oczekiwań ani turystów, ani właścicieli obiektów apartamentowych.
— Odczuwalna była ogromna potrzeba wyjazdów i oddechu od codzienności, plany ostatecznie pokrzyżowała prognoza pogody, która nie rozpieszczała, zwłaszcza nad morzem. Stopień obłożenia obiektów Sun & Snow zbliżony był do wyników sprzed pandemii, ostatecznie o kilka punktów procentowych niższy — mówi Marcin Dumania.
Na niższą o około 10 proc. od majowego weekendu 2019 r. oceniają frekwencję gości Hotele Nosalowy w Zakopanem.
— Rezerwacje spływały do ostatniej chwili, a poziom obłożenia rósł jeszcze w ostatnim tygodniu. Decyzje związane z wyjazdem na długi majowy weekend Polacy odkładali do ostatniej chwili. Znaczący na nie wpływ miały pogoda, wojna za wschodnią granicą, wzrost cen, w tym paliwa. W porównaniu więc do normalnej majówki z 2019 r. była to sytuacja całkowicie nowa, z którą zapewne będziemy mieli do czynienia również w kolejnych tegorocznych terminach — mówi Katarzyna Chmiel, dyrektor generalna Hoteli Nosalowy.
Emocje ze sprzedażą na ostatnią chwilę przeżywał Dune Resort w Mielnie. Ostatecznie zanotował obłożenie na poziomie 80 proc., ale jeszcze w poniedziałek, kilka dni przed majówką, zarezerwowanych było zaledwie około 15 proc. miejsc.
— W tym roku były to głównie rodziny z dziećmi oraz pary. Goście z Niemiec nie zaczęli jeszcze podróżować, ale na szczęście pojawia się coraz więcej pytań o pobyty — mówi Magdalena Ziętek, operator wynajmu.
Zupełnie inna sytuacja była w obiekcie należącym do Spółdzielni Właścicieli Blue Marine Mielno. Tam już na początku kwietnia majówkowa oferta była wyprzedana (w piątek wolne były tylko dwa miejsca).
— Od początku naszej działalności skupiamy się na rodzinach z dziećmi i dla tej kategorii gości staramy się rozwijać ofertę. Przez cały rok, w każdy weekend oferujemy bogaty program animacji dla dzieci i dorosłych, codziennie serwujemy dobrą, uniwersalną kuchnię, w cenie pobytu udostępniamy bogate zaplecze sal zabaw dla dzieci oraz pakiety propozycji spędzenia czasu wolnego w okolicach naszego obiektu – mówi Maciej Szatkowski, prezes spółdzielni.
Moda na city breaki
W zależności od położenia obłożenie w obiektach Arche wahało się od 40 do nawet 95 proc. Największym zainteresowaniem cieszyły się hotele rodzinne, choć pozytywnie zaskoczyło obłożenie w najnowszym miejskim obiekcie Arche — w Dworze Uphagena w Gdańsku.
— Zniesienie obostrzeń spowodowało zwiększenie zainteresowania m.in. city breakami. W hotelach miejskich pojawiły się pary i rodziny, które zdecydowały się na zwiedzanie miejskiej przestrzeni. W hotelach przy lotniskach, np. we Wrocławiu, zauważyliśmy zdecydowanie większy ruch osób, które wylatywały na majówkę za granicę — mówi Kamil Maciąg, dyrektor sprzedaży i marketingu Arche Hoteli.
Jego zdaniem zakończenie obostrzeń covidowych i przedłużenie możliwości wykorzystania bonów turystycznych przełożyło się na wzrost zainteresowania turystyką krajową. Ponadto obostrzenia w innych krajach na majówkę nie zostały zniesione, a sytuacja geopolityczna spowodowała, że Polacy woleli spędzić ten czas w kraju.
— Tendencję wzrostową widzimy prawie we wszystkich naszych obiektach. Wyjątkiem jest Podlasie — bliskość granicy z Białorusią odbija się na obłożeniu w Zamku w Janowie Podlaskim, gdzie mimo bezpieczeństwa, niebywałej gościnności i bogatej oferty odnotowaliśmy spadek liczby rezerwacji i niższą cenę za pobyt — mówi Kamil Maciąg.
Ceny w górę
— Podsumowując zakończony weekend możemy stwierdzić, że goście wydali więcej pieniędzy, a ceny w hotelach były wyższe niż w 2019 r. o 10-20 proc. w zależności od typu pokoju — mówi Katarzyna Chmiel.
W sieci Zdrojowa Hotels ceny pobytu w zależności od obiektu wzrosły w porównaniu z 2019 r. maksymalnie o 20 proc. Wyższe są podwyżki cen energii, paliw i produktów spożywczych, co sprawia, że bardziej wzrosły ceny w gastronomii niż za nocleg.
W Dune Resort w Mielnie ceny wzrosły w porównaniu z tymi sprzed dwóch lat o 15-20 proc. — w zależności od typu apartamentu wynosiły od 400 do 3000 zł za dobę.
— Inflacja i wzrost kosztów energii przełożyły się na około 30-procentowy wzrost cen najmu w obiektach Sun & Snow porównując z okresem sprzed pandemii. Średnia cena apartamentu w majówkę w miejscowościach nadmorskich wyniosła 365 zł brutto, natomiast w górach 345 zł — mówi Marcin Dumania.
W obiektach Arche ceny za pobyt wzrosły średnio o 20 proc. i wahały się od 200 zł w hotelach miejskich do 700 zł za pokój 2-osobowy z obiadokolacją w hotelach rodzinnych.
Wojna za wschodnią granicą i rosnąca inflacja powodują dużą niepewność. Niektórzy goście zaczynają uważnie przyglądać się wydatkom i wybierać tańsze hotele. Najbardziej widoczny jest brak turystów zagranicznych. Z tego powodu cierpi przede wszystkim Kraków, gdzie przed pandemią ich udział był największy, ale też woj. zachodniopomorskie, gdzie w okresach pozawakacyjnych 30-40 proc. obłożenia zapewniały zorganizowane grupy z Niemiec.
Hotelom bardzo utrudnia życie fakt, że nie da się przewidzieć obłożenia, a okienko rezerwacyjne jest bardzo krótkie. I na święta, i na majówkę rezerwacje pojawiały się z wyprzedzeniem zaledwie 3-4 dni. Wcześniej na takie newralgiczne terminy 80 proc. miejsc było wyprzedanych kilka miesięcy wcześniej.
