Aż 82 proc. wcale lub niemal nigdy nie monitoruje, ile punktów karnych mają osoby, które dysponują służbowym autem, a 79,5 proc. nie interesuje się przy zatrudnianiu, jaką szkodowość miał nowy pracownik.
Z kolei badanych firm 56 proc. potwierdza, że nie sprawdza nawet podstawowych uprawnień do kierowania pojazdem (prawo jazdy) i tego, czy pracownik nie utracił ich podczas weekendu czy wakacji, co mogłoby narazić firmę na niespodziewaną stratę wypłaty ubezpieczenia w razie ewentualnego zdarzenia drogowego.
Podejście do prewencji w małych i średnich firmach celnie oddaje następujący cytat: (...) u nas w firmie właściwie kierowcy sami mają dbać o auta, nie ma żadnej kontroli czy prewencji, pani, co nadzoruje flotę, tylko wypełnia dokumenty i pilnuje ubezpieczeń, a kierowcy mają dużą dowolność nawet przy wybieraniu warsztatów do naprawy szkód.
Na pytanie, jaki model działań prewencyjnych przyjęto w firmie, jeśli chodzi o flotę i bezpieczeństwo, większość badanych wskazuje, że są to działania jednorazowe, czyli działają, kiedy coś się wydarzy (44 proc.). 37 proc. ankietowanych przyznaje, że nie ma w firmie prewencji, ponieważ nic poważniejszego (np. wypadek) dotąd się nie wydarzyło.
Tylko 15 proc. zadeklarowało, że prowadzi wieloletnie działania i ma
systemowe podejście do floty i szkód. Zatrudniając kolejnego
reprezentanta handlowego czy specjalistę, przedsiębiorcy skupiają się
głównie na kompetencjach i doświadczeniu. Mimo że pracownik ten dostanie
kluczyki do firmowego pojazdu, co może być dla firmy źródłem przychodu,
ale też niespodziewanych kosztów, niemal 80 proc. badanych przyznaje, że
w ogóle nie interesuje się, jakim kierowcą był ten pracownik w
poprzednim miejscu pracy i ile ma na koncie punktów karnych.