Hurt nie chce taniego sprzętu
Hipermarkety są ratunkiem dla producentów odbiorników TV
CENĄ SIĘ NIE WYGRA: Atrakcyjność cenowa nie jest najważniejszym atutem w sprzedaży telewizorów — mówi Grzegorz Chechłacz z Instytutu Rynku Elektronicznego. fot. GK
W Polsce istnieje kilka niewielkich zakładów produkujących telewizory. Praktycznie nie mają one większej szansy na dynamiczny rozwój. Hurtownie, które dominują w wielkich miastach, nie chcą dystrybuować ich produktów. Niektórzy drobni producenci — chcąc ominąć pośredników — podpisują umowy z sieciami hipermarketów.
Rynek producentów telewizorów jest już praktycznie podzielony. Specjalistom trudno sobie wyobrazić, by mogła na nim mocno zaistnieć nowa firma z tej branży.
— Jeszcze w połowie lat dziewięćdziesiątych na rynku polskim produkcją telewizorów zajmowało się ponad 20 firm. Teraz istnieje nie więcej niż dziesięciu producentów. Liczy się tylko kilku — mówi Paweł Cygan, przedstawiciel bełchatowskiego zakładu pracy chronionej Belart, który ostatnio wszedł ze swoimi odbiornikami do sieci Carrefour.
Być może jest to jedyna szansa na zaistnienie takich firm w dużych ośrodkach. Niewielcy producenci zostali praktycznie wypchnięci ze swoim towarem na prowincję.
— W dużych aglomeracjach liczą się głównie znane marki. Wielkie hurtownie, które żądzą takimi rynkami, nie chcą dopuszczać mniejszych producentów, a bez hurtowni nie ma praktycznie możliwości sprzedawania w znaczących sklepach — podkreśla Grzegorz Chechłacz z Instytutu Rynku Elektronicznego.
Wybierają pewność
Odbiorniki telewizyjne, wytwarzane przez niewielkich producentów, wciąż jeszcze mogą konkurować z markowymi telewizorami ceną.
— Nasze odbiorniki są średnio o 20 proc. tańsze od produktów tej samej klasy, pochodzących od znanych koncernów branży elektronicznej — twierdzi Paweł Cygan.
— Nie wierzę jednak, aby na tym rynku można było jeszcze opuszczać ceny. Wiele firm produkuje już na granicy opłacalności. Można kreować sztuczny popyt i namawiać klientów do zakupu drugiego, mniejszego telewizora. Trzeba jednak pamiętać, że klienci najpierw patrzą na markę, a potem dopiero na cenę. Wolą przepłacić kilkadziesiąt złotych i mieć coś znanego i pewnego — zauważa Grzegorz Chechłacz.
Wniosek jest prosty: bez znanej marki nie można osiągnąć sukcesu na rynku telewizorów.
— Poza tym trzeba mieć możliwość zaistnienia w salonach wielkomiejskich aglomeracji. Te zaś praktycznie opanowali hurtownicy, którzy nie są specjalnie skorzy do współpracy z mniejszymi wytwórcami — dodaje Grzegorz Chechłacz.
Nie wieszają psów
Niektórzy z małych producentów twierdzą, że ich szansą są hipermarkety, których polityka cenowa jest krytykowana przez producentów innych wyrobów. Zdaniem Pawła Cygana z Belartu, w hipermarkecie głównie liczy się niska cena, którą wytwórcy odbiorników TV są skłonni zaakceptować.
— Była to dla nas jedyna możliwość wejścia na najważniejszy w kraju rynek warszawski. Podjęliśmy się również takiej współpracy w innych dużych aglomeracjach. Dla takich drobnych producentów jak my hipermarkety okazały się świetną okazją do zaistnienia w stolicy — opowiada Paweł Cygan.
— Trzeba również dodać, że sprzedaż telewizorów w hipermarketach znacznie wzrosła na niekorzyść sklepów RTV. To dodatkowo podnosi atrakcyjność sprzedaży za pośrednictwem sieci handlowych — przyznaje Paweł Cygan.
Nieważne mankamenty
Niektórzy producenci twierdzą, że jest to również bardzo dobry sposób promocji.
— Przed wejściami do hipermarketów, w których sprzedajemy nasze produkty, prowadziliśmy dużą kampanię reklamową. Teraz zmniejszyliśmy znacznie nakłady na promocję. W ten sposób zaoszczędzone fundusze rekompensują straty spowodowane twardymi warunkami, jakie dyktują sieci handlowe — mówi Paweł Cygan.
Jeżeli nawet mniej znany produkt znajdzie się w salonach RTV, to na pewno zginie wśród propozycji popularnych firm. W centrum handlowym, jako najtańsza propozycja, jest dodatkowo promowany przez sprzedawców.
— To tania możliwość wypromowania swojej marki. Warto więc, mimo różnych mankamentów, jakie niesie współpraca z hipermarketami, wystawiać tam nasze telewizory — tłumaczy Paweł Cygan.
Nie brakuje jednak głosów sceptycznych, nie dających szans mniej znanym producentom odbiorników TV.
— Nie sadzę, by dało się szeroko wypromować jakąś nową markę polskiego odbiornika telewizyjnego — podsumowuje Grzegorz Chechłacz.
Nie wiadomo, w jakiej sytuacji znajdzie się firma Belart po zmianach podatkowych dotyczących zakładów pracy chronionej. Przedstawiciele tej firmy twierdzą, że nie wpłynie to na ceny ich produktów. Nie ukrywają natomiast, że mogą się zmienić (w domyśle spaść) ich zyski.