„Jest dalekie od stanu faktycznego i tych czynników, które doprowadziły do jego załamania w ostatnich latach” – ocenia John Husing, ekonomista z Kalifornii, cytowany przez serwis Moneynews.
We wtorek opublikowane zostały dane o najwyższym od 2006 r. wzroście cen domów w 20 największych amerykańskich aglomeracjach. Indeks S&P/Case-Shiller wzrósł w marcu o 10,9 proc. w ujęciu rocznym i przebił średnią oczekiwań analityków.
Najwięcej, bo aż o 22,5 proc. ceny wzrosły w Phoenix, Arizona, San Francisco (22,2) i Las Vegas (20,6 proc.).
Tymczasem, jak wynika z danych National Association of Realtors, nadal 10,2 mln z ponad 50 mln właścicieli domów w USA ma z nimi ogromny problem, gdyż wartość kredytu hipotecznego przewyższa znacząco wartość nieruchomości. Tylko w samej Kalifornii, problem ten dotyczy 2 mln właścicieli. Kolejne 500 tys. ma trudności ze spłatą hipoteki.
Obserwowany wzrost cen domów to również rezultat kurczących się ich zasobów. Podczas gdy w szczycie boomu nieruchomościowego w lipcu 2007 r. w sprzedaży było 3,4 mln domów jednorodzinnych, to w kwietniu tego roku było ich „jedynie” 1,9 mln.
„To nie jest naturalna regeneracja. Poprawy nie jest w stanie zauważyć ponad połowa pośredników i zwykłych kupujących. Ta anomalia spowodowana jest przez ogromne firmy inwestycyjne” – wyjaśnia Husing.