Transport morski to podstawa globalnych łańcuchów dostaw. O jego krytycznym znaczeniu przekonaliśmy się podczas pandemii. Dziś sektor logistyki znów mierzy się ze skutkami zaburzenia warunków i bezpieczeństwa żeglugi, choć z innych względów. Efekt? Drastyczne podwyżki. Koszt frachtu ekwiwalentu kontenera czterdziestostopowego z Szanghaju do Europy Północnej według indeksu Shanghai Containerized Freight Index wzrósł z ok. 2,3 tys. USD w październiku 2023 r. do ok. 10,1 tys. USD w połowie lipca 2024 r. (+339,1 proc.). Jednym z powodów podwyżek są trwające od listopada 2023 r. ataki jemeńskich rebeliantów Huti na statki na Morzu Czerwonym. Spowodowały, że armatorzy w miarę możliwości decydują się na omijanie tego szlaku. Z danych Suez Canal Authority, operatora kanału sueskiego, wynika, że tranzyt na tym szlaku spadł od listopada 2023 r. o ok. 55-60 proc. Sytuacji nie ułatwia także duże natężenie ruchu w portach na całym świecie. Według danych z połowy lipca tego roku łącznie 6,5 proc. ładunków pozostaje uwięzione na kotwicowiskach, oczekując na wejście do portu. Duże opóźnienia widoczne są m.in. europejskich portach w Hamburgu i Antwerpii, chińskich w Szanghaju i Ningbo czy w południowoafrykańskim porcie w Durbanie. Efektem jest czas oczekiwania wynoszący od trzech do ośmiu dni, co stanowi znaczne utrudnienie w planowaniu i realizacji operacji logistycznych.
Na koniec maja tego roku tylko 55,8 proc. frachtów zostało zrealizowanych zgodnie z harmonogramem. To co prawda najwyższy poziom w tym roku, jednak aż o 11 pkt. proc. niższy w porównaniu do sytuacji sprzed roku.
Eksperci DSV – Global Transport and Logistics zauważają, że w minionym miesiącu podaż przestrzeni transportowej uległa zwiększeniu, co związane jest z odbiorem przez armatorów nowych statków. Ostrzegają jednak, że sytuacja wciąż jest bardzo niestabilna i trudno określić, jak będą zmieniały się ceny frachtu.
Inną konsekwencją zawirowań w transporcie morskim jest przesunięcie się przedświątecznego szczytu dostaw. Tradycyjnie rozpoczyna się na przełomie sierpnia i września i trwa przez większość czwartego kwartału. W tym czasie budowane i uzupełniane są zapasy pozwalające obsłużyć wzmożony przed świętami Bożego Narodzenia popyt. W tym roku handlowcy rozpoczęli przygotowania znacznie wcześniej, już na przełomie czerwca i lipca.
— Od jakiegoś czasu obserwujemy, że europejskie firmy zajmujące się handlem i dystrybucją rozpoczęły już przygotowania do świąt. Z jednej strony rozbudowują stany magazynowe, zwiększając bieżące dostawy, a z drugiej szybciej niż zwykle zaczęła wzrastać liczba zapytań o możliwość rezerwacji przestrzeni kontenerowych na nadchodzące miesiące. W naszej ocenie wynika to z chęci przedsiębiorstw do minimalizacji ryzyka niedoboru towaru ze względu na nieprzewidziane zakłócenia w łańcuchach dostaw w kluczowym okresie handlowym — mówi Bogdan Homiak z DSV – Global Transport and Logistics.
Ta sytuacja również może przełożyć się na dodatkowy wzrost cen, bo choć tzw. logistyczny peak rozpoczął się w tym roku wyjątkowo wcześnie, to nie należy zakładać, że wpłynie to na przyzwyczajenia zakupowe klientów. Przywieziony wcześniej towar trzeba będzie więc magazynować, a większy poziom zapasów zawsze jest dużym obciążeniem dla budżetu przedsiębiorstwa.
