Marek Belka dołączył do grona osób popierających podatek liniowy. Można odnieść wrażenie, że jedynymi przeciwnikami tego rozwiązania zostali premier Leszek Miller i Grzegorz Kołodko, minister finansów.
Marek Belka, poprzedni wicepremier i minister finansów, poparł wczoraj ideę wprowadzenia w Polsce podatku liniowego i jednoczesnej likwidacji wszystkich ulg. We wtorek propozycję taką, wraz z wyliczeniami, pokazującymi zasadność wprowadzenia podatku proporcjonalnego, przedstawili premierowi biznesmeni z Polskiej Rady Przedsiębiorczości (PRP).
W wywiadzie dla Radia PiN Marek Belka oświadczył, że nie jest ideologicznie i merytorycznie przeciwko podatkowi liniowemu.
— Gdyby mnie ktoś poprosił o sporządzenie takiego programu zmian, w którym podatek liniowy byłby jednym z elementów, to ja bym dokładnie się podpisał pod tym, co proponują przedsiębiorcy — mówi były minister finansów.
Przedstawiciele PRP, skupiającej największe organizacje pracodawców, twierdzą, że wprowadzenie 18-proc. podatku liniowego, kwoty wolnej od podatku na poziomie 4 tys. zł rocznie oraz likwidacja wszystkich ulg nie stanowi zagrożenia dla budżetu. Marek Belka dodaje, że wprowadzenie takiego systemu pozwoliłoby uporządkować system podatkowy w Polsce.
— Jeżeli przy okazji wprowadzania takiego podatku można byłoby zrobić wiele różnych rzeczy, jak likwidacja ulg, oraz jednocześnie zlikwidować wiele wbudowanych w polski system podatkowy i gospodarczy patologii, to jestem za — podkreśla Marek Belka.
Przedsiębiorcy twierdzą, że wprowadzenie ich propozycji byłoby korzystne i dla gospodarki, i dla budżetu.
— Na podstawie danych, jakie otrzymaliśmy z Ministerstwa Finansów, nasi eksperci wyliczyli, że zmiany te nie będą miały negatywnych skutków dla budżetu. Przy 18-proc. stawce podatku dochody budżetu pozostaną na obecnym poziomie — mówi Henryka Bochniarz, prezes Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych.
Dodaje, że wyższe niż w krajach sąsiednich obciążenia podatkowe skutecznie ograniczają konkurencyjność polskich produktów, zniechęcają także kapitał zagraniczny do inwestycji. Przypomina, że podatek liniowy funkcjonuje w Rosji, krajach bałtyckich, na Ukrainie czy w Słowacji. O jego wprowadzeniu myślą także Węgrzy, czyli nasi główni konkurenci w walce o kapitał zagraniczny.
W opinii PRP, przekazanie postulatów bezpośrednio do rąk premiera jest ostatnią szansą na podjęcie dyskusji o możliwości wprowadzenia podatku proporcjonalnego. Około 70 proc. przedsiębiorców — a prawie wszyscy właściciele małych i średnich firm — rozlicza się według stawek PIT. Dla nich więc obniżenie podatku od osób prowadzących działalność gospodarczą (CIT) do 19 proc. — jak proponują resorty finansów i gospodarki — nie ma żadnego znaczenia.
Niestety, wśród rosnącej rzeszy zwolenników podatku liniowego w Polsce wciąż nie ma premiera i szefa resortu finansów. Obaj wielokrotnie podkreślali, że tego typu rozwiązanie mogłoby oznaczać wzrost obciążeń podatkowych dla najbiedniejszych.
— Podatek liniowy nigdy nie będzie w Polsce wprowadzony — mówił Grzegorz Kołodko, prezentując zarys swojego programu naprawy finansów publicznych. Marek Belka także twierdzi, że koncepcja podatku proporcjonalnego budzi wiele zastrzeżeń.
— Jeżeli ja słyszę, że podatek liniowy spowoduje, że większość ludzi będzie płacić niższe podatki, to jest bzdura. Podatek liniowy oznaczać musi, że większość ludzi będzie płacić wyższe podatki, a niektórzy niższe. Także sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana niż mówią lobbyści podatku liniowego — podkreśla Marek Belka.
Przedsiębiorcy jednak odpowiadają, że chodzi im jedynie o debatę nad możliwościami uzdrowienia systemu podatkowego, a podatek liniowy jest jedną z propozycji, zmierzających w tym kierunku.
— Nie jest tajemnicą, że konsultacje środowiska biznesowego z resortem finansów to trudna sprawa. Nasze spotkania to raczej wywody ministra finansów niż dyskusja. Oczekujemy, że premier zainicjuje dyskusję i przekaże nasze sugestie Grzegorzowi Kołodce — mówi szefowa Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych.