Rosnące ceny są największym problemem Krymu, przyznał w telewizji Rosija 24 Oleg Saweliew, rosyjski minister do spraw wcielonego do kraju półwyspu. Tempo wzrostu cen sięgnęło w październiku 31,1 proc. w skali roku. W tym samym czasie ceny w Rosji zwyżkowały o 9,1 proc., a na Ukrainie o 21,8 proc. Za podwyżki w sklepach odpowiadają podniesienie płac w administracji i emerytur, problemy związane ze zmianą kanałów zaopatrzenia oraz załamanie notowań rubla. Od przyjęcia 1 czerwca rosyjskiej waluty przez Krym rubel osłabił się do dolara o 40 proc. Ukraińska hrywna straciła w tym czasie "tylko" 25 proc.
- Zaopatrzenie w głównej mierze jest prowadzone promami przez Cieśninę Kerczeńską. Mam tu na myśli żywność, artykuły pierwszej potrzeby i materiały budowlane. Dostawy z Ukrainy są niezmiernie skomplikowane - powiedział w wywiadzie telewizyjnym Dmitrij Połoński, szef rady ministrów Krymu.
Innym problemem jest znaczne zmniejszenie ruchu turystycznego. W tym roku półwysep odwiedziło 3,3 mln turystów, choć rok wcześniej było ich 5,9 mln. W rezultacie według danych z października sprzedaż detaliczna załamała się aż o 29,7 proc. Menedżerowie luksusowego hotelu Morie przyznają, że w tym sezonie aż 40 proc. miejsc było wolnych, podczas gdy zwykle jest to 15 proc. Z drugiej strony zauważają, że Rosjanie, którzy tego lata przybyli zamiast Ukraińców, zamówili więcej alkoholu i częściej korzystali z usług spa.
Tymczasem wycofanie się z półwyspu ukraińskich instytucji finansowych stworzyło problem dla osób, które miały w nich depozyty. 200 tys. Krymczan złożyło wnioski o odszkodowania w rosyjskim funduszu gwarancji depozytów, licząc na odzyskanie przynajmniej części wkładów. Równie duże kłopoty stały się udziałem części przedsiębiorców. Zostali oni zobowiązani, by zarejestrować swoje firmy zgodnie z prawem rosyjskim. Nie wszystkim jednak się to uda.
Władze znacjonalizowały firmę Krymchlieb, posiadającą jedną trzecią udziałów w rynku piekarskim na półwyspie, nazywając ją przedsiębiorstwem "istotnym ze względów społecznych". Szansę na wyjście z próżni prawnej mają właściciele nieruchomości. Uruchomiona została rosyjska wersja bazy aktów notarialnych, nieczynnej od kiedy Ukraina zablokowała do niej dostęp po utracie kontroli nad półwyspem. Mimo to wielu Krymczan uważa, że to dzięki prezydentowi Rosji Władymirowi Putinowi udało im się uniknąć losu, jaki spotkał mieszkańców Donbasu.
- Dziękuję Bogu, że jesteśmy żywi i zdrowi, że nie latają nad nami bomby i że nasze dzieci mogą bezpiecznie wychodzić z domu - powiedziała agencji Bloomberg Janna Woitenko, właścicielka podupadłej agencji handlu nieruchomościami.
- Okres transformacji będzie długi, a w jego czasie pojawi się jeszcze dużo problemów - przyznaje minister Oleg Saweliew.
W latach 2015-2020 Rosja zamierza zainwestować w rozwój Krymu 681 mld rubli. Inwestycje obejmą przebudowę sieci drogowej oraz budowę 19-kilometrowej przeprawy mostowej.Specjalna strefa ekonomiczna, której utworzenie planuje się na styczeń, obejmie 95 proc. istniejących na Krymie firm. Na razie zwycięzców wejścia Krymu do Rosji wciąż trzeba szukać z lupą w ręku.
Wśród nich znalazł się będący jedynym cywilnym lotniskiem na półwyspie port lotniczy w Symferopolu. Jego operator musiał zatrudnić 600 nowych pracowników, dzięki temu, ze w porównaniu z ubiegłym rokiem ruch lotniczy wzrósł o 100 proc. Pomogły w tym subsydia rządu w Moskwie, które zwiększyły dostępność lotów. Pełne ręce roboty mają też firmy księgowe, które pomagają lokalnym przedsiębiorstwom przestawić się na rosyjskie standardy rachunkowości. Ogromna większość przedsiębiorców narzeka jednak na bałagan.
- Nikt nie ma informacji i nigdzie nie jest napisane, co mamy zrobić. Możemy dowiadywać się o tym tylko przez przyjaciół. Toniemy w papierach, potrzeba nam szkoleń, to jakiś dom wariatów - powiedziała Bloombergowi Janna Woitenko.
