Idea piękna, ale nierealna

Adam Sofuł
04-04-2008, 00:00

Jeśli chodzi o zdrowe ciała, udaje się całkiem nieźle. Ze zdrowym duchem wciąż są niejakie problemy.

Jeśli chodzi o zdrowe ciała, udaje się całkiem nieźle. Ze zdrowym duchem wciąż są niejakie problemy.

Pod koniec XIX w. Pierre de Coubertin (na zdjęciu u góry) podróżował po świecie. Dwie podróże dały niespodziewany rezultat: do USA, gdzie baron zobaczył, jak Amerykanie organizują masowe rozgrywki sportowe, i do Grecji, gdzie odwiedził świeżo odkopaną przez archeologów Olimpię. Dwa plus dwa musiało dać cztery. Należało zorganizować igrzyska olimpijskie. W Grecji.

Kłopoty organizacyjne

Grecja uznała się za zbyt biedny kraj na organizację igrzysk. Coubertin jako szef powołanego w 1894 r. Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego miotał się między dwoma możliwościami: odłożyć igrzyska o cztery lata albo przenieść je do Budapesztu. Na szczęście po zmianie rządu w Grecji nowe władze podjęły się organizacji imprezy.

Milion drachm wyłożył Giorgios Averoff, grecki milioner mieszkający w Kairze. Za te pieniądze w 18 miesięcy powstał w Atenach stadion olimpijski (a jakże, marmurowy) na 60 tys. miejsc. Można to uznać za wczesną formę partnerstwa publiczno-prywatnego, której skuteczność warto polecić organizatorom EURO 2012.

Wielkie otwarcie

6 kwietnia 1896 r. król Grecji Jerzy I wygłosił słowa „Igrzyska olimpijskie uważam za otwarte” i 250 zawodników przystąpiło do rywalizacji. Na początek Grecy, którzy ze względu na tradycję czuli się właścicielami igrzysk, musieli przełknąć gorzką pigułkę: pierwszy medal — w trójskoku — zdobył Amerykanin James Connolly (z powodu startu zawalił sesję egzaminacyjną na Harvardzie). W rzucie dyskiem też zwyciężył reprezentant USA Robert Garrett, który podczas treningów używał dysku własnej roboty, znacznie cięższego od używanego na zawodach. Kiedy dostał do ręki leciutki dysk, rzucił nim jak piórkiem i zdobył medal.

Gorycz pierwszych dni zrekompensował Grekom w pełni Spiridon „Spiros” Louis, pasterz, który wygrał bieg maratoński i stał się bohaterem narodowym. Klasyfikację medalową wygrali jednak Amerykanie.

Postęp geometryczny

Następne igrzyska w Paryżu zgromadziły ponad tysiąc sportowców i z każdą kolejną imprezą ich przybywało. Nie spełniły się jednak marzenia de Coubertina, by — jak w starożytności — na czas zawodów zawieszano konflikty zbrojne. Było odwrotnie — trzykrotnie odwoływano igrzyska z powodu wojny.

Wkrótce też na areny olimpijskie wkroczyła polityka, jak w Berlinie w 1936 r. Po II wojnie światowej doszły też wielkie pieniądze, które — jak nie bez racji twierdzą niektórzy — wypaczają szlachetną sportową rywalizację. Coś jednak z idei de Coubertina się kołacze na sportowych arenach. Z odbywających się pod znakiem swastyki igrzysk w Berlinie w 1936 r. najlepiej zapamiętany został czarnoskóry lekkoatleta Jesse Owens, którego triumfy wypłoszyły z trybun Adolfa Hitlera.

Sport się broni

Nad igrzyskami wielokrotnie gromadziły się czarne chmury — by wspomnieć masa- krę izraelskich sportowców w Monachium w 1972 r. czy bojkot w 1980 i 1984 r. przez część państw. Dziś na sportową imprezę rzuca cień łamanie praw człowieka w Chinach.

Jedyną pociechą jest to, że chociaż w igrzyskach jest coraz więcej polityki i pieniędzy, nadal pierwsze miejsce zajmuje sport. Dyktatorzy odchodzą w cień, mało kto pamięta sponsorów turnieju, a do legendy przechodzą tylko sportowcy.

De Coubertin nie doczekał (może na szczęście) komercyjnego triumfu igrzysk, chociaż zapewne popularność turnieju sprawiłaby mu radość. Zmarł w 1937 r. Zgod-nie z ostatnią wolą, jego serce spoczęło w greckiej Olimpii — tam gdzie igrzyska zastępowały wojnę i nie było dyktatorów oraz sponsorów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / Idea piękna, ale nierealna