W ostatnich dniach inwestorów opuścił optymizm. I nie dotyczy to już tylko inwestorów z rodzimego parkietu. Powodem ostudzenia nastrojów na światowych rynkach były dane o wzroście produkcji przemysłowej (który nie zdołał zaspokoić oczekiwań), niespodziewany wzrost zapasów oraz kolejne wypowiedzi prezesa Fed. Jednak to co tak naprawdę spędza inwestorom sen z powiek, to groźba konfliktu z Irakiem. Obawy te sprawiają, że uczestnicy rynku coraz częściej, z niepokojem, spoglądają na notowania ropy naftowej, które powoli, ale systematycznie pną się w górę.
Wracając do kraju, po ostatnich spadkach, dzisiejsza sesja została zdominowana przez optymistów. Główne indeks warszawskiej giełdy na otwarciu wręcz symbolicznie zyskały na wartości kontynuując jednak z czasem tendencję wzrostową. Niepokojący był zarówno niski poziom obrotów na rynku jak i wielkość pojedynczych transakcji, co nie przesądza o dalszym rozwoju sytuacji. Obroty byłyby jeszcze niższe gdyby nie transakcje na walorach Pekao. Duże pakiety akcji tej spółki przechodzące przez rynek, przy niemal 2,5 proc. wzroście dobrze rokują jej na przyszłość. Wzrostom Pekao towarzyszył Prokom i na dobrą sprawę tylko te spółki przyczyniły się znacząco do dzisiejszych wzrostów. Znacznie gorzej zachowały się takie spółki jak: PKN, KGHM, TPSA i Softbank. Walory te pomimo dobrego klimatu, utrzymywały się przy kursach odniesienia.
Bez wątpienia pretekstem do wzrostów było przekazanie przez ZUS pieniędzy do otwartych funduszy emerytalnych. Choć kwota, jaka została przekazana (250 mln zł), wskazuje bardziej na czynnik psychologiczny niż na możliwość wywołania fali wzrostów. Jedynie kończący się kwartał, a co za tym idzie chęć poprawienia wyników OFE może zachęcić je do wzmożonych zakupów. I jest to, niestety, jedyna przesłanka pozwalająca wierzyć w kontynuacje dobrej koniunktury na WGPW, zapoczątkowanej w listopadzie ub. roku. Poza tym brak jest „mocnych” i fundamentalnych danych pozwalających wierzyć (w dłuższej perspektywie) w aprecjację indeksów, a wzrosty przy braku szerokości rynku i przy bardzo niskich obrotach jedynie odsuwają spadki w czasie.
TOMASZ ZAJĄC