Idzie nowe dla klientów funduszy

opublikowano: 28-08-2018, 22:00

Ścięcie opłat stałych TFI spróbują zrekompensować opłatami zmiennymi. Klientom kalkulatory się przydadzą, bo koniec końców tańszy zwykle znaczy lepszy

Prawie 0,5 mld zł zarobiły na czysto krajowe TFI w pierwszym półroczu 2018 r., wynika z danych Komisji Nadzoru Finansowego. To o ponad 60 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2017 r. i jednocześnie najwięcej od 2007 r., szczytowego roku poprzedniej hossy. Publikacja zakumulowanych wyników zbiegła się z prezentacją projektu rozporządzenia Ministra Finansów w sprawie maksymalnej wysokości stałych opłat za zarządzanie w funduszach otwartych i specjalistycznych funduszach otwartych. W uzasadnieniu do najświeższych danych nie nawiązano, przytoczono natomiast średnią rentowność kapitału własnego TFI, która w latach 2011-16 wyniosła 34 proc.

„Powyższe dane wskazują na wysoki poziom rentowności prowadzenia działalności w sektorze towarzystw funduszy inwestycyjnych” — podkreśla w uzasadnieniu rozporządzenia resort finansów, jasno dając sygnał, że TFI stać na to, by pobierać niższą stałą opłatę.

Przedstawiciele branży zarządzania aktywami niechętnie komentują projekt ministerstwa (na stanowisko zrzeszającej większość podmiotów Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami trzeba poczekać do przyszłego tygodnia), a jeśli już to czynią, to podkreślają negatywne skutki dla klientów.

— Zmiany w wysokości opłat za zarządzanie mogą spowodować dalszą konsolidację rynku TFI i pytanie, czy będzie to dobre dla klientów, bo może doprowadzić do zubożenia oferty, szczególnie jeśli chodzi o bardziej wyszukane strategie zarządzania — mówi Ewa Radkowska-Świętoń, prezes Skarbca TFI.

— Zwiększenie skali obniżki górnego limitu wynagrodzenia TFI, w połączeniu ze stale rosnącymi obowiązkami regulacyjnymi nakładanymi na nie, z dużym prawdopodobieństwem przyśpieszy i pogłębi konsolidację rynku oraz może ograniczyć klientom dostępność funduszy inwestycyjnych, zwłaszcza niezależnych TFI, w bankowych sieciach dystrybucji. W efekcie może się okazać, że negatywny skutek tej operacji dla klientów w postaci zdecydowanie niższej konkurencji na rynku przeważy korzyści płynące z niższych kosztów — dodaje Grzegorz Dróżdż, rzecznik Investors TFI.

Andrzej Domański, członek zarządu Eques Investment TFI, uważa że zmiany są zbyt daleko idące.

— Maksymalna opłata za zarządzanie w wysokości 2 proc. może spowodować, że niebankowe TFI, dla których dystrybutorami są niezależni pośrednicy, będą miały problem z osiągnięciem dodatniej marży na produktach akcyjnych — mówi Andrzej Domański.

Tańszy, czyli bardziej zyskowny

Dla klientów funduszy najważniejsza jest stopa zwrotu, a liczby są nieubłagane: im niższe koszty funduszu, tym zwykle wyższy zysk. Firma Analizy Online wzięła pod lupę fundusze akcji polskich uniwersalne, funkcjonujące od co najmniej pięciu lat i dysponujące aktywami o średniej wartości przekraczającej 50 mln zł. Zdecydowana większość tych, które pobierały niższą opłatę od standardowych w tej kategorii 4 proc. rocznie, zanotowała lepsze wyniki na tle konkurencji zarówno w horyzoncie 3-, jak i 5-letnim.

Dotyczy to zresztą nie tylko rynku polskiego, bo według badania firmy Morningstar, monitorującej fundusze na świecie, niskie koszty funduszu to dla klienta bardzo dobra podpowiedź przy selekcji. Przykładowo, w grupie funduszy akcji amerykańskich wybranie któregoś spośród 20 proc. najtańszych dawało trzykrotnie większe szanse na trafienie na taki, który wypadł lepiej na tle konkurencji, niż wybranie funduszu z grupy 20 proc. najdroższych.

Stała kontra zmienna

Rodzime Ministerstwo Finansów chce, by za trzy lata maksymalna stawka opłat za zarządzanie aktywami funduszy inwestycyjnych była nie wyższa niż 2 proc. Resort zakłada stopniowe dochodzenie do tego poziomu. Już w przyszłym roku górnymi limitem byłoby 3,5 proc., w 2020 r. 3 proc., a w 2021 r. 2,5 proc. Rozporządzenie ma wejść w życie 1 stycznia 2019 r. W uzasadnieniu projektu zauważono, że na polskim rynku duży udział mają bankowi dystrybutorzy jednostek uczestnictwa, a klienci pozyskiwani są często po bezpośrednim kontakcie. TFI dzielą się zyskiem z dystrybutorami, przekazując im część lub nawet całość opłaty za zarządzanie. Ta jest relatywnie wysoka, co w rezultacie konsumuje istotną część stopy zwrotu. W UE średnia stawka opłat z zarządzanie wynosiła w 2016 r. 1,05 proc., w tym w funduszach akcji 1,43 proc. W Polsce w tych ostatnich średnia sięgała 2,9 proc., przy maksymalnej na poziomie 4,25 proc. (dane również za 2016 r.). W funduszach obligacji w Unii średnia to 0,69 proc., w Polsce 1,4 proc. (maksymalna 2,5 proc.).

Do tych porównań przedstawiciele TFI odnoszą się z dystansem.

— Porównanie średniej wysokości opłat w Polsce i Unii Europejskiej nie do końca jest trafne, bo na naszym rynku masa aktywów nie jest aż tak duża, by pojawiły się efekty skali, osiągane przez zagraniczne towarzystwa. Mniej jest też funduszy indeksowych i pasywnych, które z natury rzeczy pobierają relatywnie niższe opłatyza zarządzanie, co w konsekwencji obniża średnią — mówi Ewa Radkowska-Świętoń.

Jej zdaniem, być może warto było dać rynkowi TFI czas, by sam uregulował tę kwestię — tak jak stało się to w funduszach dłużnych, w których opłaty spadły równolegle do obniżenia się wyników tego typu rozwiązań.

Resort finansów uważa, że docelowy limit w wysokości 2 proc. średniej wartości aktywów netto w skali roku i tak będzie wystarczający dla TFI, by pokryć koszty działalności i umożliwić osiąganie zysków. Limit dotyczy opłaty stałej, co nie wyklucza tego, by towarzystwa stosowały opłatę zmienną, a więc uzależnioną od osiąganych wyników. To może być kluczowa zmiana i dla klientów, i dla towarzystw, bo w przypadku większości funduszy otwartych opłata zmienna nie jest pobierana.

— Dla TFI wprowadzenie maksymalnych stawek opłaty za zarządzanie z pewnością przełoży się na ubytek w przychodach, ale z drugiej strony można to spróbować zrekompensować przychodami z opłaty zmiennej. Myślę, że będzie się ona pojawiać tam, gdzie jej nie było, i wydaje się, że taka też jest intencja legislatora, by klient czuł się traktowany fair i dzielił się zyskiem z inwestycji — mówi Ewa Radkowska-Świętoń, która zaznacza, że TFI nie mają zbyt wielu innych możliwości, by nadrobić ten ubytek, choć nie można wykluczyć, że w większym zakresie będzie pobierana opłata manipulacyjna, która kiedyś była stałym elementem przy sprzedaży jednostek.

Sytuacja może być więc analogiczna do tej, która zaistniała po wprowadzeniu w lutym 2016 r. podatku bankowego. Koniec końców jego ciężar ponieśli klienci. Sposobów naliczania opłaty zmiennej jest wiele, ale te najpopularniejsze to success fee za pobicie benchmarku, czyli portfela wzorcowego. W przypadku funduszy akcji benchmarkiem może być np. WIG (lub ułamek wartości indeksu) powiększony o stawkę z rynku międzybankowego (WIBID, WIBOR). Chodzi o to, by punkt odniesienia możliwie najlepiej odzwierciedlał strategię funduszu i modelowy skład jego portfela. W tym modelu opłata może być naliczana nawet wtedy, gdy fundusz poniósł stratę, tyle że mniejszą, niż przyniosłaby teoretyczna inwestycja w portfel WIG.

Innym sposobem jest naliczanie opłaty tylko wtedy, gdy wartość jednostki lub certyfikatu wzrośnie w danym okresie ponad określony próg lub ustanowi nowe maksimum (tzw. high-water mark). © Ⓟ

570 Tyle jest funduszy otwartych (FIO i SFIO) w ofercie TFI.

366 W tylu przypadkach statutowe zapisy dopuszczają pobieranie opłaty stałej przekraczającej 2 proc.

160 Tyle funduszy w 2019 r. musiałoby obniżyć maksymalny poziom opłaty stałej, szacują Analizy Online.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / GPW / Idzie nowe dla klientów funduszy