IFG BĘDZIE UCZYĆ PRZEZ INTERNET

Królak Aneta, Markiewicz Tadeusz
opublikowano: 1999-09-17 00:00

IFG BĘDZIE UCZYĆ PRZEZ INTERNET

KAŻDY MOŻE KIEROWAĆ: Michel Muszyński, zapytany, czy humanista może stać się dobrym menedżerem, odpowiada twierdząco. Zaznacza jednak, że o wiele częściej o takie stanowiska ubiegają się osoby z wykształceniem ścisłym. fot. Borys Skrzyński

Michel Muszyński, dyrektor Francuskiego Instytutu Zarządzania (IFG), uważa, że w branży szkoleniowej utrzymają się najlepsze firmy, oferujące profesjonalnie przygotowane zajęcia. Podkreśla, że powinno się odczarować znaczenie dyplomu MBA i dostrzec różnice w przygotowaniu kandydatów na menedżerów przez polskie i zagraniczne uczelnie.

„Puls Biznesu”: W jakim stopniu Francuski Instytut Zarządzania odczuł spowolnienie rynku szkoleniowego?

Michel Muszyński: Rzeczywiście, rynek trochę podupadł. Począwszy od stycznia tego roku zaobserwowaliśmy zmniejszenie liczby słuchaczy. Dzieje się tak z dwóch powodów. Po pierwsze, widać w gospodarce pewne spowolnienie, a wśród menedżerów pojawiła się fala pesymizmu. Drugi powód to problem wiarygodności firm szkoleniowych. Istnieje kilka poważnych instytutów, ale oprócz nich działa wielu amatorów, którzy psują reputację całej branży. Jednak mimo tego spowolnienia jestem optymistą. Uczymy takich dyscyplin, których poziom w Polsce jest bardzo niski i można tu jeszcze wiele zrobić, a poza tym już zaczął się proces selekcjonowania firm szkoleniowych. Słabi zaczynają odpadać, bo mają mniej zamówień.

— Jaką — Pana zdaniem — rolę w prowadzeniu szkoleń odegrają techniki elektroniczne?

— Po moim ostatnim pobycie w USA jestem jeszcze bardziej utwierdzony w przekonaniu, że dla wielu szkoleń będą stanowiły one jeden z podstawowych kierunków rozwoju. Można długo mówić, czy w Polsce zdadzą egzamin, ale próbujemy je promować. Podstawowym problemem jest to, że w naszym kraju niedoceniana jest kwestia samokształcenia. Tymczasem samo odbycie szkolenia jest niewystarczające. Psychologowie twierdzą, że uczestnik zapamiętuje od 5 do 8 proc. przekazywanych wiadomości. Pewne kwestie trzeba powtarzać w domu czy w biurze. Idealnym nośnikiem są w tym wypadku CD-ROM-y.

— Czy wzrośnie również znaczenie Internetu?

— W Stanach Zjednoczonych już go inteligentnie spożytkowano do szkoleń. Wszystko należy jednak odnieść do ich poziomu. Jeśli są to bardzo wyspecjalizowane zajęcia, to nie opłaca się ich prowadzić za pomocą Internetu. Jeśli jednak jest to szkolenie standardowe, to łatwo można je wprowadzić do sieci. Moim zdaniem, trzeba zespolić możliwości CD-ROM-u i Internetu. Z CD- ROM-em uczestnik szkolenia uczy się w domu bądź w biurze, a przez sieć wysyła do wykładowcy wyniki przeprowadzonych ćwiczeń. W perspektywie miesiąca będziemy mogli ujawnić, co w tej materii przygotowuje IFG.

— Jak Pan ocenia polskich menedżerów — uczestników szkoleń IFG?

— Parę lat temu dominowali na nich właściciele firm, którzy — po pierwszych i czasem bolesnych starciach z konkurencją — starali się uzupełnić swoją wiedzę. Teraz najczęściej uczestniczą w szkoleniach osoby, które odpowiadały w firmach za jakieś kwestie techniczne, nagle otrzymały stanowisko menedżerskie i nie bardzo wiedzą, jak sobie z tym poradzić. Nie chciałbym jednoznacznie oceniać polskich menedżerów. Są wśród nich tacy, którzy potrafiliby bez problemu kierować GM, są też osoby naprawdę słabe.

— A jakie — Pana zdaniem — predyspozycje powinien mieć idealny menedżer?

— Moim zdaniem są to cztery cechy, których znaczenie jest tym większe, im wyższe zajmuje się stanowisko. Przede wszystkim menedżer musi mieć łatwość nawiązywania i utrzymywania kontaktu z ludźmi. Istotne jest też, by był osobą wewnętrznie zorganizowaną. Dodatkowo, powinien mieć zdolności pedagogiczne. Wreszcie, niezbędna jest umiejętność oceniania drugiego człowieka — zarówno pozytywnego, jak i negatywnego.

— Jaką rolę odgrywa wśród tych cech doświadczenie? Coraz częściej słychać, że czas młodych menedżerów, przebijających głową mur, już minął.

— I jest to całkiem logiczne. Dziesięć lat temu wybierano ludzi młodych, ponieważ ci bardziej doświadczeni mieli nawyki wyniesione z państwowych przedsiębiorstw. Teraz już są na rynku osoby z dziesięcioletnim doświadczeniem, zdobytym w nowych warunkach. Zgadzam się jednak z opinią, że jest ono szalenie ważne. Mamy ciekawe spostrzeżenia z pracy ze studentami Szkoły Głównej Handlowej. Gdy rozwiązują jakiś problem związany z restrukturyzacją firmy, to stosują absolutnie najbardziej optymalne — z teoretycznego punktu widzenia — rozwiązania. Tyle że żaden prezes nie zdecydowałby się na ich wdrożenie, bo pracownicy wywieźliby go na taczkach.

— Wracając do kwestii doświadczenia, w zeszłym i w tym roku obserwowaliśmy falę odejść „starych” prezesów z dużych spółek giełdowych. Zaraz potem ich wyniki pogorszyły się. Czy nie jest tak, że razem z odejściem prezesa firma traci ważne kontakty i układy?

— Nie przeceniałbym ich roli. Kiedyś kontakty rzeczywiście były dużo ważniejsze od umiejętności menedżerskich. W przyszłości stracą one na znaczeniu. W tej chwili jesteśmy w epoce globalizacji, a firmy nabierają międzynarodowego charakteru. Trzeba raczej mieć układy na poziomie międzynarodowym. Generalnie, coraz bardziej liczą się wyniki firmy i już niewielu prezesów pozwoli sobie na zatrudnienie nieprofesjonalisty, choćby był nim dawny kolega ze szkolnej ławy...

—... zatrudniłby natomiast osobę z dyplomem MBA i odpowiednim doświadczeniem.

— Z tym MBA to jest poważny problem. To słowo niepotrzebnie nabrało magicznego znaczenia. Powiedzmy sobie szczerze, że nie można porównywać MBA w polskich szkołach i w renomowanych uczelniach zachodnich. W tych drugich nauka trwa o wiele dłużej i naprawdę bardzo dużo kosztuje (sumy rzędu 200 tys. zł), ale ludzie, którzy otrzymują dyplom, mogą wykazać się także wiedzą praktyczną. W Polsce, MBA to — niestety — przede wszystkim wykłady. Rodzi się jednak inne pytanie: czy wszyscy muszą mieć MBA? Swego czasu pojawiła się hipoteza, że szkoły biznesu niszczą przedsiębiorczość. Coś w tym jest. Słuchacze zdobywają wiedzę, jak nie wpaść w jakąś pułapkę ekonomiczną. W efekcie — bardzo dobry student nie otworzy własnej firmy, bo będzie obawiał się ryzykowania własnym majątkiem. Natomiast świetnie będzie zarządzał cudzymi pieniędzmi. Twórcy wielkich przedsiębiorstw nie mieli MBA.