Ile kohabitacji, ile konfrontacji

opublikowano: 19-01-2020, 22:00

Wywodzący się z łaciny termin kohabitacja oznacza współzamieszkiwanie.

Upowszechniona w wersji francuskiej kategoria polityczna obejmuje relacje prezydenta z rządem, gdy wywodzą się z obozów nieprzyjaznych. Taką sytuację przerabialiśmy również w III RP, gdy częściowo nakładały się kadencje np. Aleksandra Kwaśniewskiego i rządu AWS-UW Jerzego Buzka czy Lecha Kaczyńskiego i rządu PO-PSL Donalda Tuska.

Krzysztof Brejza i Marek Borowski nie mieli żadnych wątpliwości, gdzie jest miejsce ustawy sądowej z 20 grudnia.
Zobacz więcej

Krzysztof Brejza i Marek Borowski nie mieli żadnych wątpliwości, gdzie jest miejsce ustawy sądowej z 20 grudnia. Fot. Adam Chełstowski

Andrzej Duda i rząd PiS stanowią partyjne jedno, mocno zespolone przed majowymi wyborami prezydenckimi. Cywilizowanej kohabitacji wymagają natomiast relacje Sejmu z Senatem. Wybory z 2019 r. oraz ukonstytuowanie się władz obu izb spowodowały sytuację nieznaną w całych dziejach III RP. Nawet w przełomowej kadencji 1989-91 solidarnościowy Senat kreatywnie współpracował z kontraktowym Sejmem, który z ducha i składu był PRL-owski, ale szybko zmienił oblicze. Kohabitacja obu izb parlamentu ma zresztą wymiar… dosłowny, jako że zajmują wspólnie kompleks gmachów przy Wiejskiej. Od początku kadencji pogłębia się jednak symboliczny rów. Idąc korytarzem sejmowym w pewnym momencie wkracza się — akurat tuż za siedzibą klubu PiS — do świata senackiego. Skład powietrza ten sam, ale oddycha się zupełnie inną atmosferą…

Dla obywateli najważniejsza jest i tak końcowa treść aktów prawnych w Dzienniku Ustaw. Zakończone w piątek posiedzenie Senatu ugruntowało zasady kohabitacji na całą kadencję. Druga izba już nie wykonuje jako partyjny podnóżek rozkazów Jarosława Kaczyńskiego o puszczaniu ważnych ustaw bez poprawek. Chociaż z własnej woli i takie uchwały podejmuje, np. wobec nowelizacji ustawy o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury, korekty ustaw o PIT i CIT czy przepisów ułatwiających zwalczanie ASF. W innych nanosi konkretne poprawki, np. w nowelizacjach ustaw o zryczałtowanym PIT czy o odpadach i utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Ciekawe zresztą, jak te senackie rozsądne korekty potraktowane zostaną w Sejmie.

Istnieje także kategoria grubych ustaw politycznych, czy wręcz ustrojowych, wobec których kohabitacja ustępuje konfrontacji. Zgodnie z przewidywaniami Senat odrzucił 51:48, przy pełnej mobilizacji frekwencyjnej KO z aliantami (na zwolnieniu przebywał jeden senator PiS, zatem realny stosunek sił potwierdził się jako 51:49), ustawę ugruntowującą przejęcie przez nominatów tzw. dobrej zmiany polskiego sądownictwa, w tym strategicznej prezesury Sądu Najwyższego po kadencji Małgorzaty Gersdorf. Tym razem poprawki nawet techniczne nie miały sensu, ponieważ zmiana choćby przecinka dałaby polityczno-wizerunkowy efekt legitymizacji złej ustawy. Marszałek Tomasz Grodzki wykonał natychmiast (chociaż nie był związany żadnym terminem) obowiązek i przekazał uchwałę do Sejmu, zatem pierwsza izba zajmie się odrzuceniem senackiego odrzucenia już w środę 22 stycznia. Dysponując 235 szablami PiS może sobie pozwolić nawet na nieobecność 4-5 posłów, a i tak niezgodę Senatu pokona. Tym samym prezydent złoży podpis pod wersją błyskawicznie przeforsowaną w Sejmie 22 grudnia 2019 r. Według senatorów KO piątkowa uchwała obroniła honor Senatu. Święta prawda, ale dla równowagi wypada zacytować kultową morską pieśń o nieustępliwości, której refren kończy się gorzką frazą „albo na dnie z honorem lec”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu