Ile wart jest ktoś znany

Marcin Zawiśliński
opublikowano: 2008-08-11 10:12

Firmowa gala bez Piotra Bałtroczyka lub Grażyny Torbickiej w roli prowadzących traci na prestiżu. Ile kosztują konferansjerzy?

Grają w filmach, występują na scenach teatrów, są gwiazdami i twarzami mediów. I jeszcze im mało. Jak do etatowej pensji (lub kontraktu w telewizji) dorabiają Tomasz Kammel, Krzysztof Tyniec czy Klaudia Carlos? W wolnych chwilach prowadzą spotkania integracyjne dla pracowników firm i parają się konferansjerką podczas koncertów. Czasami zabawią gości przy okazji eventów promujących produkty lub usługi przedsiębiorstwa. W modzie są także szkolenia medialne, np. dla członków zarządów spółek lub pracowników niższego szczebla. Dlaczego firmy zatrudniają na takie imprezy aktorów lub dziennikarzy radiowych i telewizyjnych?

— Bo gwarantują im pełen profesjonalizm usług, a przynajmniej powinni to robić — uważa Danuta Raczkiewicz-Chenczke, szefowa agencji public relations Raczkiewicz Chenczke Consultants.


Widełki cenowe
Oficjalne stawki wynagrodzeń konferansjerów nie istnieją. Jak niemal wszystko w biznesie, także i to jest kwestią negocjacji, a także domysłów rodem z bulwarowej prasy. Niektórzy znani ludzie za samo pojawienie się na gali lub dużej kampanii promocyjnej kosmetyków czy najnowszego modelu samochodu żądają od 3 do 5 tys. zł. Za poprowadzenie kilkugodzinnego show Hubert Urbański wziął, jak podają plotkarskie portale, ponad 15 tys. zł. Nieco mniej za prowadzenie dorocznej gali polskiego przemysłu filmowego Złote Orły dostał pewnie Maciej Stuhr. Nie mówiąc już o znanym dziennikarzu radiowym Pawle Sztompke, który niedawno był konferansjerem na uroczystości kończącej 14. Festiwal „Lato Filmów” w stolicy. Cena za zabawianie gości podczas eventu zaczyna się od 5 tys. zł w przypadku mało znanej postaci, a sięga nawet 30 tys. zł, jeżeli mamy do czynienia z doświadczonymi osobami w tym fachu — w rodzaju Krzysztofa Ibisza — i bardzo prestiżową galą artystyczną lub biznesową. Jak podaje portal internetowy Onet.pl, za poprowadzenie okolicznościowego koncertu Piotr Bałtroczyk bierze od 13 do 16 tys. zł, a Steffen Möller od 11 do 15 tys. zł. Honoraria większości dziennikarzy (Maciej Kurzajewski, Paulina Chylewska, Przemysław Babiarz, Marcin Prokop) są nieco niższe i wahają się między 8 a 10 tys. zł. Od tej sumy należy jednak odliczyć 10-20 proc. prowizji dla agencji lub agenta pośredniczącego w transakcji.

— Jeżeli event jest rzeczywiście ciekawy i prestiżowy, niektórzy artyści potrafią to docenić i zgadzają się na niższe honorarium — twierdzi Krzysztof Grzegocki z Agencji Artystycznej Eskander.

Dużo więcej trzeba zapłacić za zagraniczną gwiazdę, która zaśpiewa na zamkniętym spotkaniu gremium biznesowego, albo — jeśli to znany ekspert — wygłosi wykład z zakresu np. zarządzania. W obu przypadkach ceny przekraczają 50 tys. zł. Dodatkowo organizator musi ponieść koszty transportu i noclegu gościa.


Dobór prezentera
Czy każda znana osoba da się kupić? Na Kamila Durczoka, Monikę Olejnik, Janusza Gajosa czy Krystynę Jandę nie powinniśmy raczej liczyć.

— Z powodów natury etyczno-zawodowej unikają tego dziennikarze newsowi i biznesowi oraz niektórzy aktorzy. Wyjątkiem jest udział w akcjach społecznych lub charytatywnych, za co — co zrozumiałe — nie biorą pieniędzy — mówi Danuta Raczkiewicz-Chenczke.

Są też artyści (Kayah czy Kora Jackowska), którzy świadomie dają zaporowe ceny, by zniechęcać do ściągania ich na eventy i decydują się na nie niezmiernie rzadko.

— Większość artystów, nim się zgodzi na występ lub poprowadzenie koncertu, chce poznać szczegóły. Niektórzy unikają uroczystości w stylu bankietowym z gośćmi siedzącymi przy stołach. Zdecydowanie wolą imprezy w teatrach czy filharmoniach — twierdzi Krzysztof Grzegocki.

Organizatorzy powinni dobierać właściwego konferansjera do konkretnego typu i klimatu wydarzenia. Niekiedy dbają o to sami prowadzący. Na przykład o Szymona Majewskiego nie mają po co zabiegać koncerny tytoniowe.

— Z kolei Kevin Aiston lubi uczestniczyć w imprezach, które mają charakter brytyjski lub europejski, bo to się zgadza z kreowanym przez niego wizerunkiem — mówi Krzysztof Grzegocki.

Jeśli zatem zechcemy zatrudnić tzw. gwiazdę medialną, najpierw rozważmy, czy jej wizerunek i umiejętności pasują do naszego wizerunku i charakteru imprezy oraz czy honorarium jest adekwatne do oczekiwanych skutków.

Więcej w poniedziałkowym „Pulsie Biznesu”.

Możesz zainteresować się również: